Polityka

"europeans now": pokażcie ogień!

Artykuł opublikowany 5 września 2013
Artykuł opublikowany 5 września 2013

Wygląda na to, że Europa znowu jest cool. W manifeście "Młodzi Europejczycy, łączcie się", opublikowanym w kilkunastu ważnych gazetach na całym świecie, Félix Marquardt i Daniel Cohn-Bendit fundują Staremu Kontynentowi porządny lifting. Wywiad z Marquardt’em, spiritus movens przedsięwzięcia

Cafébabel: W jaki sposób wasz ruch "Europeans Now", który jest rozwinięciem manifestu "Młodzi Europejczycy, łączcie się", różni się od innych podobnych inicjatyw?

Félix Marquardt: W przeszłości było mnóstwo takich pomysłów, jak nasz. Uważamy jednak, że ludzie, którzy za nimi stali, nie potrafili dotrzeć do młodych Europejczyków. My obnażamy brutalną rzeczywistość i mówimy głośno o tym , że Europa jest dziś domem pierwszego pokolenia młodych ludzi, którzy żyją na znacznie niższym poziomie niż ich rodzice. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od II wojny światowej. Inicjatywa "Europeans Now" nie ma na celu powołania partii politycznej, lecz ustanowienie ruchu. W moich najśmielszych marzeniach widzę ten ruch jako coś, co mogliśmy obserwować na Placu Tahrir, na Placu Taksim, w São Paulo, w Rio, czy w Puerta del Sol. Wszystkie te inicjatywy wyrażały protestest przeciwko czemuś. Ja widzę nasz ruch, jako ruch poparcia dla danych idei. Chcielibyśmy naprawdę oddać głos młodym ludziom i w tym celu wykorzystujemy najnowsze techniki crowdsourcingu, a dokładnie technikę, która nazywa się "thunderclap".

Cafébabel : Okej, ale wspomniane przez ciebie ruchy są aktywne w sercu wydarzeń, a wasza inicjatywa nie proponuje nic konkretnego.

Félix Marquardt: Po pierwsze, trzeba sobie powiedzieć, że nie ograniczamy się do nakłaniania ludzi do tego, żeby się do nas przyłączyli. Po drugie, czy jesteście w stanie powiedzieć, co konkretnego proponowali inicjatorzy akcji na Placu Tahrir i na Placu Taksim? Nikt nie jest w stanie dokładnie określić przeciwko czemu protestowano w Puerta del Sol. Moim najważniejszym postulatem jest to, żebyśmy wreszcie mieli możliwość powiedzenia "popieram", raczej niż "protestuję". Jeśli nasz ruch będzie się pomyślnie rozwijał i jeśli będziemy mieli możliwość nawiązania dialogu z przedstawicielami inicjatyw, o których przed chwilą mówiliśmy, nie wykluczam tego, że zaczniemy działać razem.

Cafébabel: Kto może przyłączyć się do waszego ruchu ?

Félix Marquardt: Ci, którzy chcą przedstawić swoje postulaty instytucjom europejskim bez pośrednictwa urzędów w ich własnych krajach. Ci, którzy podpisują się pod ideą ponadnarodowego ruchu proeuropejskiego i czują potrzebę zrównoważenia władzy w ten sposób, aby dać młodym ludziom więcej możliwości decydowania o polityce. Nie ma znaczenia, czy jesteś marksistą, czy bardziej trafiają do ciebie postulaty nacjonalistów – chodzi o to, żebyś był w stanie otworzyć się na nowy, ponadnarodowy, sposób widzenia Europy.

Cafébabel: Czy taki ruch nie powinien narodzić się na ulicach, wśród ludzi? Wasz powstał w agencji komunikacyjnej.

Félix Marquardt: Działam w swoim własnym imieniu. To dlatego publikujemy manifest, zwracamy na siebie uwagę, robimy wokół siebie zamieszanie. Znamy mechanizmy przekazywania informacji od podszewki. Zobaczymy, czy chwyci. Nawet jeśli nie, nie będziemy mogli sobie zarzucić, że nie próbowaliśmy.

Cafébabel: "Europeans Now" wkracza do akcji tuż przed wyborami do europarlamentu. Czy to po to, żeby do momentu wyborów mogła już działać wasza formacja polityczna?

Félix Marquardt: Naszym celem nie jest stworzenie partii politycznej. Jeśli udałoby się nam zmobilizować naprawdę wielką ilość osób, moglibyśmy sporządzić pewnego rodzaju pakt, który musiałyby podpisać partie polityczne w Europie. Taki pakt zobowiązywałby je na przykład do wprowadzenia europejskiego paszportu, czy do dosypania trochę speeda do erasmusowego programu. Jeśli uzyskalibyśmy rozgłos i doszli do tak poważnych kroków, dla mnie jesteśmy już wygrani. Jedna z pierwszych kampanii naszego ruchu będzie miała na celu namówić ludzi do głosowania. Chcę, żeby za 10 lat mój syn mógł żyć w Europie, która będzie bardziej spójna, bardziej nowoczesna niż ten taniec zombie, który możemy obserwować teraz. Jesteśmy jak załoga Titanica – patrzymy na górę lodową i nie widzimy, że pod pokładem wybuchł pożar. Trzeba wybudzić się ze śpiączki i zacząć coś robić. Jeśli nie podejmiemy żadnej inicjatywy, Europa będzie produkować kolejne serie straconych pokoleń. Ja też byłem bezrobotny i wiem, co to znaczy. Wstyd ci za siebie samego, nie masz ochoty wstawać rano z łóżka, masz myśli samobójcze i zero wiary we własne możliwości. Jesteśmy pokoleniem, które często nie widzi sensu w tym, co robi.

Cafébabel: Myślisz, że wasz ruch ma szansę dotrzeć również do mniej wykształconej młodzieży, nie tylko do pokolenia "eurobubble"?

Félix Marquardt: Kilka dni temu rozmawiałem z kumplem, który pracuje w MIT Media Lab. Powiedział mi: "twój pomysł dotrze do wszystkich tych, którzy czytają manifesty w gazetach. Nie znam wielu młodych ludzi, którzy to robią". Dzisiaj nie czyta się długich tekstów, dzisiejsze pokolenie wyznaje zasadę TLDR (too long don't read, red.). I dlatego my często posługujemy się multimediami, które publikujemy w internecie, zwłaszcza na Facebooku i Twitterze.

Cafébabel: Kto to wszystko finansuje?

Félix Marquardt: Na razie płacę z własnej kieszeni. Jeśli projekt się rozwinie, sam zacznie na siebie zarabiać. W poszukiwaniu funduszy pukam naprawdę do każdych drzwi. Napisałem nawet do Joe Trippiego, członka kampanii Obamy.

Cafébabel: Skąd pomysł, żeby zaprosić do współpracy Daniela Cohn-Bendita?

Félix Marquardt: Daniel Cohn-Bendit jest człowiekiem postępowym, od samego początku widziałem w nim sprzymierzeńca. Doskonale rozumie moje pomysły. Daniel przewodził ruchowi maja ’68 we Francji, który sprzeciwiał się między innymi prezydenturze De Gaulle’a. Można powiedzieć, że zna Unię Europejską od momentu, gdy wyżynały jej się mleczaki.

Cafébabel: Jak planujesz wpłynąć na zmianę obecnego układu sił w Europie?Félix Marquardt: Biorąc pod uwagę obecną sytuację, można by wypełnić Parlament Europejski federalistami i nic by to nie zmieniło. Bo kto tak naprawdę kontroluje to, w jaki sposób ewoluuje Europa? Rządy każdego z krajów europejskich. Więc musimy się skupić przede wszystkim na wyborach wewnątrz tych krajów. Musimy zrobić hałas, tyle hałasu, żeby rozbrzmiewał on jeszcze po wyborach do Parlamentu. W każdym z krajów członkowskich potrzebujemy polityków, którzy propagowaliby słuszne tendencje na arenie europejskiej.

Cafébabel: Skąd w ogóle wziął się pomysł stworzenia "Europeans Now"?

Félix Marquardt: Jestem synem Austryjaka i pół-Greczynki, pół-Amerykanki z Bronxu. Urodziłem się w Paryżu więc, jestem na maksa Europejczykiem. Europa jest aktualnie na doskonałej drodze, aby stać się czarną owcą polityki międzynarodowej. Najbardziej ironiczne jest to, że Europejczycy są na tyle głupi, że sami nie wierzą w Europę. Wystarczy porozmawiać z Amerykanami, z Chińczykami, czy z Brazylijczykami, żeby zdać sobie sprawę, że oni chcą widzieć nie Francuzów, Belgów, czy Anglików; oni chcą widzieć Europejczyków. Nadal nie odpowiedzieliśmy na pytanie Kissingera: "kogo nazywamy Europejczykami?

Cafébabel: Hermana Von Rompuya?

Félix Marquardt: Sprzedawca marzeń! Najwyższy czas skończyć z wiecznym opieraniem się na Unii Europejskiej, jakkolwiek jest to najbardziej ambitny projekt polityczny od czasów stworzenia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Gdyby udałoby nam się działać razem jako Europejczykom, pokazalibyśmy prawdziwy ogień.