Polityka

Europejskie Las Vegas? Tak, w Estonii...

Artykuł opublikowany 30 stycznia 2007
Artykuł opublikowany 30 stycznia 2007
Interesy, rozrywka, a od czasu do czasu choroba. Gra hazardowa w małej bałtyckiej republice

Sześćdziesiąt kasyn i domów gry w samej tylko stolicy Tallina, w każdej 5 tysięcy osób i 3800 automatów do gry. Nic do dodania. Mała bałtycka republika może kandydować do roli europejskiego Las Vegas. Ale co tak naprawdę oznacza to zjawisko w życiu codziennym Estończyków, którzy od 2004 roku należą do Unii Europejskiej? Przychodzę tutaj przynajmniej raz w tygodniu, mówi 26-letni Raili, przy wyjściu jednego z kasyn w centrum Tallina. Tutaj bawię się z przyjaciółmi. Są tacy, którzy wolą spędzać godziny z playstation i tacy, którzy preferują dreszcz gry. Jest to sposób spędzania wolnego czasu taki sam, jak każdy inny. Być może, ale... W samym 2005 roku, według danych dostarczonych przez stowarzyszenie estońskich administratorów, zyskano na nim około 1.162.000.000 koron (czyli około 75 milionów euro). Jest to zastanawiająca liczba, zwłaszcza dla kraju, który po uniezależnieniu się od Związku Radzieckiego na początku lat dziewięćdziesiątych pełnił rolę „pralni” brudnych pieniędzy.

305 milionów dla Państwa

Czy kasyno to mafia? Nie mówi się o tym głośno, ale to oczywiste, że są ze sobą powiązane, tłumaczy Karl, były funkcjonariusz policji. Tonis Ruutel, prezes Estońskiego Stowarzyszenia Przedsięwzięć Hazardowych, odważnie występuje w obronie tego typu działań: Kasyno nie jest oczywiście najlepszym sposobem lokowania pieniędzy, biorąc pod uwagę wszystkie opłaty, które musimy ponosić, byłoby o wiele prościej zainwestować w restaurację. Oczywiście w przeszłości był to pewien problem, ale aktualnie przepisy dotyczące obrotu pieniędzmi w Estonii są nawet ostrzejsze niż przeciętnie w Europie.

Być może, jednak zysk jest niezaprzeczalny, a Państwo estońskie także ma swój udział w tej grze. Dzięki hazardowi, w samym tylko 2006 roku, zainkasowano 305 milionów koron (19 milionów euro). Uważam, że imiona wszystkich osób, które odebrały sobie życie wskutek problemów z grą, powinny być zapisane na murach KUMU, nowego muzeum sztuki narodowej utworzonego z pieniędzy pochodzących z opłat za gry hazardowe. Wysuwa oskarżenie Anton, ojciec 30-latka, który kilka lat temu odebrał sobie życie po tym, jak utracił cały majątek w grze.

1,1% cierpi z powodu uzależnienia od hazardu

W kraju liczącym około 1 500 000 mieszkańców, około 1,1% cierpi na uzależnienie od gry, prawdziwą i poważną chorobę, która potrafi zrujnować życie całych pokoleń. Tak jak w przypadku Avo Viiol, byłego dyrektora Wydziału Kultury, który kilka lat temu został zaaresztowany i zamknięty w więzieniu za kradzież 8 000 000 koron (około 500 000 euro) z kasy państwa, w celu zaspokojenia swoich potrzeb hazardowych. To ogromna ilość pieniędzy, którą zgodnie z wyrokiem sądu powinien zwrócić.

Ze względu na takie przypadki także domy gry zaczęły podejmować działania w celu ochrony własnego wizerunku, ale będąc pod przymusem zmierzenia się z ustawodawstwem, które zabrania samodzielnego ograniczania dostępu klientom, wymyślono system, według którego mogą uniknąć tylko osób, mających odwagę przyznać się do problemu przez. Zarządzenie to zbiegło się z inicjatywą finansowaną przez Unię Europejską i pomysłem utworzenia instytutu, w którym psychologowie i psychoterapeuci będą pracować nad udzieleniem pomocy każdemu z tego typu problemem.

Interesy, rozrywka i... choroba. To, co bawi, często staje się tragedią. Tego, co oczywiste, pan Ruutel nie akceptuje i nie uznaje. On nie bawi się grą, on nie gra. Mam coś innego do zrobienia, mówi.