Polityka

EUROWYBORY: CO MA ILOŚĆ FANÓW NA FB DO ROZMIARU PENISA

Artykuł opublikowany 11 kwietnia 2014
Artykuł opublikowany 11 kwietnia 2014

Dzię­ki nowym me­diom de­mo­kra­cja znowu może stać się sexy - twier­dzi blo­ger i do­rad­ca po­li­tycz­ny Mar­tin Fuchs. Czy re­wo­lu­cja cy­fro­wa zdo­mi­nu­je także wy­bo­ry do PE? Jakie stra­te­gie in­ter­ne­to­we sto­su­ją kan­dy­da­ci do eu­ro­par­la­men­tu? W jaki spo­sób można się tam jesz­cze szyb­ko i spraw­nie do­stać?

Cafébabel: Za­łoż­my, że chcę szyb­ko za­ła­pać się do PE. Jaką kam­pa­nię w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych mu­siał­bym w tym celu prze­pro­wa­dzić?

Mar­tin Fuchs: Osiem ty­go­dni przed wy­bo­ra­mi nie bę­dzie można już pro­wa­dzić żad­nych kam­pa­nii wy­bor­czych. An­ga­żo­wa­nie w nie me­diów spo­łecz­no­ścio­wych ma sens tylko wtedy, kiedy kilka lat przed wy­bo­ra­mi kan­dy­dat za­czy­na sys­te­ma­tycz­nie gro­ma­dzić wokół sie­bie jakąś spo­łecz­ność, do której po­źniej może się zwrócić o poparcie. Jeśli my­ślisz, że za­ło­żysz sobie teraz konto na Twit­te­rze i z dnia na dzień zo­sta­niesz po­li­ty­kiem, to przy­go­tuj się na po­raż­kę. Nie po­trze­bu­jesz 10 000 ob­ser­wu­ją­cych, lecz za­le­d­wie 500-1000, muszą to jednak być osoby, któ­re roz­po­wszech­nią Twoje po­my­sły w ga­ze­tach, blo­gach, dys­ku­sjach of­fli­ne. To są ob­ser­wu­ją­cy, któ­rych nie zdo­łasz zdo­być w krót­kim cza­sie.

#Hap­py­vo­ting - spot pro­mu­ją­cy gło­so­wa­nie w wy­bo­rach do PE

CB: Mógł­bym prze­cież za­pła­cić za lajki i w trak­cie swo­jej kam­pa­nii, na pewno bym wtedy wzbu­dził za­in­te­re­so­wa­nie.

MF: Ku­po­wa­nie laj­ków zde­cy­do­wa­nie ci od­ra­dzam. Ist­nie­ją por­ta­le, na któ­rych łatwo można spraw­dzić, czy ktoś ku­po­wał lajki. Przy­spo­rzy­ło­by to tylko skan­da­lu two­jej par­tii. Można oczy­wi­ście spró­bo­wać i po­ru­szyć pro­wo­ka­cyj­ne te­ma­ty, roz­wie­sza­jąc pla­ka­ty w całym mie­ście. W prze­cią­gu kilku ty­go­dni nie zdo­łasz jed­nak zwró­cić na sie­bie uwagi wszyst­kich  me­diów.

CB: Czy po­li­tyk igno­ru­ją­cy me­dia­ spo­łecz­no­ścio­we może mimo wszyst­ko od­nieść suk­ces w wy­bo­rach?

MF: W Jurze Szwab­skiej, czy Pro­wan­sji, gdzie wy­bor­cy nie ko­rzy­sta­ją z sze­ro­ko­pa­smo­we­go in­ter­ne­tu, czy sieci W-Lan, także ist­nie­ją po­li­ty­cy o mocno ugrun­to­wa­nej po­zy­cji. Swo­ich wy­bor­ców znają oso­bi­ście i nie po­trze­bu­ją me­diów spo­łecz­no­ścio­wych, po­nie­waż stra­te­gie przed­wy­bor­cze umac­nia­li la­ta­mi.

„dziś nikt już nie ma ochoty bawić się w wielostronnicowe wywiady"

CB: Czy n­ter­ne­to­we ka­na­ły ko­mu­ni­ka­cji nie są zbyt po­wierz­chow­ne?

MF: Pro­blem po­le­ga na tym, że dziś nikt już nie ma ocho­ty bawić się w wie­lo­stron­ni­co­we wy­wia­dy. Twe­ety i ko­mu­ni­ka­cja w cza­sie rze­czy­wi­stym na FB le­piej tra­fia do do mło­dych ludzi. To do­brze, że na ich osiach czasu lą­du­ją po­li­tycz­ne in­for­ma­cje, nawet jeśli nie uczest­ni­czą w de­mon­stra­cjach.

CB: Czy jako miał­ki i nudny kan­dy­dat był­bym w sta­nie po­prawić swój wi­ze­ru­nek przy po­mo­cy pro­wo­ka­cyj­nych po­stów i twe­etów? 

MF: W no­wo­cze­snych me­diach na­le­ży za­cho­wy­wać się tak, jak na co dzień. Ko­mu­ni­ka­cja po­win­na przy­po­mi­nać roz­mo­wy, które pro­wa­dzi­my na ulicy.  Za­bie­ga­nie o czy­je­kol­wiek wzglę­dy jest bez­ce­lo­we. Jeśli je­stem biu­ro­kra­tą, nie po­wi­nie­nem tego ukry­wać ani na Twit­te­rze, ani na FB.

CB: Naj­wię­cej zwo­len­ni­ków Mar­tin Schulz znaj­du­je na FB i na Twit­te­rze. Czy to ozna­cza, że jest naj­lep­szym i naj­bar­dziej in­te­re­su­ją­cym po­li­ty­kiem?

MF: Jest to w pew­nym stop­niu prze­ko­nu­ją­cy ar­gu­ment. Po­rów­nywanie ilo­ści fanów na FB jest jed­nak rów­nie mia­ro­daj­ne, co po­rów­ny­wa­nie dłu­go­ści pe­ni­sa. Mar­tin Schulz jest pro­mi­nen­tym po­li­ty­kiem i po­pie­ra go wielu ludzi. Na­le­ży jed­nak zadać sobie py­ta­nie, czy tak liczne po­par­cie jest mu rze­czy­wi­ście po­trzeb­ne. Schulz wy­bra­ny może zo­stać tylko w Niem­czech, co oznacza, że nie­mal­że po­ło­wa jego fanów nie ma prawa na niego zagłosować.

CB: Jak w przy­szłości wyglądała będzie rola me­diów spo­łecz­no­ścio­wych w po­li­ty­ce?

MF: Niem­cy uwa­ża­ją te­le­wi­zję za pod­sta­wo­wy no­śnik in­for­ma­cji, jed­nak­że coraz wię­cej ludzi funk­cję tę przy­pi­su­je in­ter­ne­to­wi. Kla­sycz­ne media nie są w sta­nie do­trzeć do tak wielu od­bior­ców jak media społecznościowe. Wielu z nich wy­ko­nu­je stre­su­ją­cą pracę, w ty­go­dniu czę­sto jest poza domem i ma mało czasu, przez co nie ma ocho­ty na kon­fron­ta­cję z po­li­ty­ką. In­for­ma­cje po­li­tycz­ne kon­su­mu­je się współ­cze­śnie ra­czej ma­ły­mi kę­sa­mi i licz­ba osób ak­tyw­nie za­in­te­re­so­wa­nych po­li­ty­ką bę­dzie maleć. Obec­ność ta­kich na­rzę­dzi jak Li­qu­id Fe­ed­back to moim zda­niem świet­na spra­wa.

„czy istnieje w ogóle jakakolwiek udana kampania wyborcza?"

CB: Czy spośród wszystkich kandydatów do PE byłbyś w stanie wskazać tego, który prowadzi udaną kam­pa­nię pa­neu­ro­pej­ską?

MF: Na to py­ta­nie od­po­wiem py­ta­niem: czy ist­nie­je w ogóle ja­ka­kol­wiek udana kam­pa­nia wy­bor­cza? Z czasem umacnia się we mnie prze­ko­na­nie, że wy­bo­ry do eu­ro­par­la­men­tu par­tie po­li­tycz­ne trak­tu­ją z obo­jęt­no­ścią. Pro­jekt przed­wy­bo­rów za­pro­po­no­wa­ny przez Par­tię Zie­lo­nych wzbu­dził jed­nak mój po­dziw - już 20 000 osób za­an­ga­żo­wa­ło się w wybór kan­dy­da­ta numer jeden tej par­tii.

CB: Co powinno się zmienić?

MF: Po­wo­dem po­raż­ki idei pa­neu­ro­pej­skiej jest fakt, że wy­bor­cy na swo­ich kan­dy­da­tów gło­su­ją z list kra­jo­wych. Po­mysł zor­ga­ni­zo­wa­nia po­je­dyn­ku te­le­wi­zyj­ne­go po­mię­dzy Schul­zem i Junc­ke­rem jest nie­zły. Wąt­pię jed­nak, żeby Grecy czy Hisz­pa­nie byli tym szcze­gól­nie za­in­te­re­so­wa­ni, po­nie­waż na tych kan­dy­da­tów gło­so­wać można tylko w Niem­czech i Luk­sem­bur­gu.  Wszyst­ko, czym do tej pory kończyła się ko­mu­ni­ka­cja z Ko­mi­sją Eu­ro­pej­ską i par­tia­mi po­li­tycz­ny­mi, to naprawdę nudy.

Mar­tin Fuchs pro­wa­dzi blog Ham­bur­ger Wahl­be­obach­ter, na którym zaj­mu­je się stra­te­gia­mi pro­wa­dze­nia kam­pa­nii wy­bor­czych i sa­mo­dziel­nie je ana­li­zu­je.