Polityka

Islandia: następny przystanek, Bruksela

Artykuł opublikowany 30 kwietnia 2009
Artykuł opublikowany 30 kwietnia 2009
Po wyborach na Islandii, które odbyły się 25 kwietnia, następne rozszerzenie Unii Europejskiej może się odbyć na północ zamiast na wschód.

26 stycznia tego roku upadł rząd Islandii przewodzony przez konserwatystów, ostatnia ofiara międzynarodowego kryzysu finansowego, który zatrząsł tą niewielką wyspą-państwem Północnego Atlantyku. To wydarzenie sprowokowało liczne spekulacje na temat tego, czy Islandia będzie się wkrótce ubiegać o przyłączenie do Unii Europejskiej w celu przyjęcia euro i odbudowania stabilizacji walutowej zniszczonej przez kryzys.

(zdj.: Gúnna / Flickr)Dotychczasowa koalicja konserwatystów i socjaldemokratów, aż do przyspieszonych wyborów, czyli do 25 kwietnia (raptem rok od ostatniego głosowania) została zastąpiona nowym rządem tymczasowym, któremu przewodzą właśnie socjaldemokraci i w którym znaleźli się również Zieloni. W przeciwieństwie do konserwatystów z Partii Niepodległości, socjaldemokraci popierają wstąpienie do Unii zaś Partia Postępu, nieduża centrowa formacja, na ostatnim kongresie w styczniu przestała się temu pomysłowi sprzeciwiać.

(zdj.: MikeLichtNotionsCapital.com / Flickr)

Zieloni: widzę cię i cię nie widzę

Z kolei Ruch Zieloni-Lewica utrzymuje swój sprzeciw wobec wstąpienia do Unii, pomimo że według sondaży opinii publicznej od 60 do 80 procent społeczeństwa poparłoby tą decyzję. Nie jest jasne jak ta sprzeczność zostanie rozwiązana. Szczególnie, że Partia Socjaldemokratyczna może zapłacić za swoją wcześniejszą współpracę z konserwatystami, którzy mają szansę stać się mniejszościowym członkiem koalicji z Zielonymi, jeśli ci, zgodnie z przedwyborczymi sondażami zwyciężą w wiosennych wyborach. Niewątpliwie debata na temat integracji została na Islandii otwarta i jeśli ostatecznie wyspa zdecyduje się wnioskować o członkostwo w Unii, mogłaby je otrzymać już w 2011 roku, zgodnie z deklaracjami Ollin Rehn, Komisarza ds. Rozszerzenia UE.

Duży połów dla Unii

(zdj.: 7 Seconds of separation / Flickr)Jeśli Islandia zdecyduje się wnioskować o członkostwo, negocjacje z Brukselą mogą napotkać pewne komplikacje, szczególnie w kwestii rybołówstwa. Wspólna polityka Unii Europejskiej w zakresie rybołówstwa zakłada „równy dostęp” dla rybaków z innych krajów członkowskich, co zobowiązałoby Islandię do rozluźnienia kontroli nad swoimi bogatymi łowiskami. Islandia stoczyła już dwie „wojny o dorsza” aby zabronić brytyjskim rybakom połowów na wodach islandzkich. Kwestia prawa dostępu do łowisk nie jest wcale błaha jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż rybołówstwo zapewnia 70% eksportu Islandii i że jest to jeden z nielicznych sektorów gospodarki, który wciąż będzie zapewniał dochód. Zawsze możliwy jest kompromis. Jest już precedens Malty, niewielkiej wyspy na Morzu Śródziemnym, której przyznano szeroką strefę na wyłączność. Podobne rozwiązanie można by zastosować w przypadku islandzkim. Z drugiej strony, zastosowanie wspólnej polityki w zakresie rybołówstwa można rozwijać wraz z procesem transformacji przez wiele lat.

Jak zimno poza Unią!

Od 1995 roku, rząd Islandii Partii Niepodległości, prezentował ten kraj jako ostatni bastion suwerenności państwowej i chciał stworzyć na środku Atlantyku obszar dobrobytu, nie zważając na sprzeciw Europy wobec dumpingu podatkowego czy na prawa do połowu. Prezentował też niezależną politykę zagraniczną przyłączając się jednostronnie do dowodzonej przez Stany Zjednoczone koalicji w Iraku. Podążając ścieżką w kierunku integracji z Unią Europejską, Islandia potwierdziłaby to o czym reszta Europy już wie: model „statku wikingów” zatonął. Kraj stoi w obliczu spadku PKB per capita o 9,6% w 2009 roku i był to jeden z największych spadków w Europie w czasach pokoju. Wartość waluty obniżyła się do poziomu jednej czwartej jej wcześniejszej wartości w relacji do euro. Kraj opuścili nie tylko inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych, ale również wojsko, po tym jak w 2006 roku zamknięta została ostatnia północnoamerykańska baza wojskowa w Keflaviku. Jednak może najbardziej widocznym sygnałem izolacji Islandii jest fakt, że kraj, który z dumą przyłączył się w 2003 roku do walki o demokrację na Środkowym Wschodzie, w ubiegłym roku stanął w obliczu konieczności ubiegania się o pożyczkę od Rosji Miedwiediewa i Putina. Kryzys finansowy udowodnił, że krajowi tak małemu jak Islandia, trudno jest pozostawać poza blokiem ekonomicznym, takim jak Unia, który posiada własną unię walutową, pewien stopień koordynacji politycznej i system przepływów regionalnych. Kandydatura Islandii do wstąpienia do UE, może zachęcić inne państwa, które dobrowolnie pozostają poza wspólnotą do ubiegania się o członkostwo, jak choćby Norwegię, która ma silne związki z Islandią czy Grenlandię, która opuściła Unię w 1985 roku. Jeśli zdecydują się one na ten krok to następne rozszerzenie Unii Europejskiej może się odbyć nie na wschód lecz na północ.