Polityka

Kancha – tradycyjne wyroby dla miejskich koczowników

Artykuł opublikowany 11 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 11 kwietnia 2013
Co może łączyć produkowany w Kirgistanie filc z pełnym pośpiechu życiem w wielkich europejskich miastach? Na pierwszy rzut oka niewiele – a jednak okazuje się, że kirgiscy koczownicy mają coś wspólnego z "miejskimi koczownikami” z Berlina, Londynu czy Sztokholmu.

Mroźny, zimowy dzień w Berlin Mitte. W restauracji Mogg&Melzer Tobias Gerhard (27) nakłada na siebie kurtkę – jest trochę spóźniony, ma dużo do zrobienia, ale na szczęście walizka jest już praktycznie spakowana i gotowa do wyjazdu. Szybki rzut oka na telefon: "w Kirgistanie jest osiem stopni, czyli da się jakoś wytrzymać”.

Połączenie tradycji z nowoczesnością

W październiku 2012 roku magistrant studiów w zakresie polityki publicznej przeniósł się z Humboldt-Viadrina School of Governance w Berlinie do Biszkeku - położonej w Azji Środkowej stolicy Kirgistanu. "Chodziło o zrealizowanie konkretnego projektu, którego celem są zmiany społeczne”, wyjaśnia Tobias. Od razu wiedział, że chciałby go przeprowadzić właśnie w Biszkeku – jego dziewczyna Maya mieszka i pracuje w tym mieście. Para poznała się podczas studiów w Budapeszcie. Założył więc przedsiębiorstwo o nazwie "Kancha". W swojej działalności chce wykorzystać sztukę filcową Kirgistanu i dzięki temu wypromować kraj i jego kulturę w europejskich metropoliach. Pomysł polega na połączeniu tradycji i nowoczesności pod postacią wykonywanych z kirgiskiego filcu designerskich toreb na laptopy, tablety i czytniki e-booków. Torby filcowe łączą wciąż jeszcze istniejącą kulturę kirgiską z potrzebami "miejskich koczowników”. Jak wyjaśnia Tobias, "mieszkaniec wielkiego miasta jest dzisiaj bardzo mobilny, nie posiada stałego biura, lecz pracuje w kawiarniach, w »working spaces« i zawsze ma przy sobie iPada…” Znane są więc produkty i grupy docelowe – pozostaje kwestia zmian społecznych, które projekt ma na celu.

Pierwszym krokiem był wybór materiału – rzemiosło filcowe jest w Kirgistanie nadal bardzo cenione i szeroko rozpowszechnione, a produkowany tam filc odznacza się wysoką jakością. Większość jego producentów jest jednak nieodpowiednio wynagradzana za swoją pracę. Wielu z nich nie jest ubezpieczonych. "Jedno jest pewne”, mówi Tobias, "potrzebne są sprawiedliwe płace i pewne warunki pracy”. Odpowiedzialność jest często przerzucana na kogoś innego, uważa student. Dlatego ważne jest, żeby być obecnym na miejscu i kontrolować proces produkcji.

Chociaż cele społeczne nie są priorytetem, to sprawiają, że "Kancha" ma coś wspólnego z organizacja pozarządową. Przedsiębiorstwo nie powinno stawiać wyłącznie na zysk. Tobias ma do dyspozycji skromny budżet. Jego celem jest obecnie wyprodukowanie kolekcji kilku tysięcy toreb - jest już gotowych kilka egzemplarzy roboczych, a reszta powstanie w przeciągu kilku miesięcy.

Fair trade? Niekoniecznie

Połączenie gospodarczych i społecznych celów dobrze prezentuje się na papierze, jednak nie jest łatwe w realizacji. Nie jest to jedynie kwestia trudnodostępnych środków finansowych, lecz również struktur w Kirgistanie. Kraj bardzo ucierpiał na rozpadzie Związku Radzieckiego i dziś uważany jest za niestabilny. Ponadto, szczególnie po obaleniu rządu w 2010 roku, mają miejsce liczne zatargi, przede wszystkim wśród mniejszości etnicznych.

W poszukiwaniu wspólników dla "Kancha" największą trudnością jest język – Tobias uczy się wprawdzie rosyjskiego, ale wielu mieszkańców Kirgistanu posługuje się, jak za dawnych czasów, językiem kirgiskim. Zamiast samemu negocjować z partnerami, Tobias musi polegać na innych.Również miejscowe podejście do koncepcji czasu i jakości wyrobów utrudnia tworzenie marki. Wiele działań przebiega tu wolniej niż w Niemczech, w Kirgistanie czas wydaje się płynąć inaczej niż na Zachodzie. Kolejną przeszkodą na drodze do sukcesu Kancha mógłby być nadmiar podobnych projektów, które miałyby ulepszyć świat, uczynić go bardziej sprawiedliwym. Tobias zdaje sobie z tego sprawę: "Trzeba jasno powiedzieć: nie jestem jedynym, który wpadł na pomysł połączenia przedsiębiorstwa z myślą społeczną”. Dlatego próbuje on poprzez projekt opowiedzieć swoją historię, zwrócić uwagę na ludzi, którzy biorą w nim udział.

Tobias chciałby, aby jego marka wytworzyła połączenie między produktem a konsumentem: "Każda torba będzie miała metkę z nazwiskiem producenta filcu. Notka biograficzna tej osoby i jej zdjęcie będzie znajdować się na stronie internetowej. Strona ta miałaby opisywać wszelkie procesy produkcyjne, również wynagrodzenia zatrudnionych – przejrzystość jest dla nas priorytetem". Kto pracuje w tak otwarty i uczciwy sposób, może zrezygnować z metek typu "Fair Trade”, które kosztowałyby więcej, niż warta byłaby kryjąca się za nimi idea – uważa Tobias. Najbardziej zależy mu na podkreśleniu wartości pracy, co widoczne jest już w samej nazwie przedsiębiorstwa. "Kancha", tłumaczy "jest wyrażeniem, które słyszy się w Kirgistanie na targu i oznacza  »ile kosztuje?«” Tobias jest przekonany, że przeprowadzka do Kirgistanu się opłacała, nawet jeśli zysk każe jeszcze na siebie czekać.

Fot.: (cc) dzięki uprzejmości Tobiasa Gerharda