Polityka

Komisja Europejska: kto okaże się najsłabszym ogniwem?

Artykuł opublikowany 13 października 2014
Artykuł opublikowany 13 października 2014

Od 29 września wybrani przez Jean-Claude'a Junckera komisarze europejscy przesłuchiwani są w Parlamencie Europejskim. Ten polityczny moment może okazać się trudny dla wielu kandydatów.

Mija prawie miesiąc od kiedy przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker przedstawił skład nowego Kolegium, które ma mieć bardziej polityczny charakter. W ekipie jest wielu byłych premierów i wpływowych figur polityki krajowej.

Nim jednak komisarze obejmą nowe funkcje, ważną politycznie chwilą będą ich przesłuchania przed nowymi parlamentarzystami europejskimi.

Przesłuchania te nie są w prawdzie przewidziane w żadnym z traktatów, lecz od 2004 roku są punktem obowiązkowym na drodze ubiegających się o funkcję komisarzy. W imię przejrzystości władzy posłowie domagają się możliwości osobistej oceny kandydatów na członków Komisji. Dla nich samych stanowi to sposób na określenie swojego stanowiska wobec krajów, które wybrały właśnie swych przedstawicieli do formowanej Komisji.

Chwila prawdy

Rozmowy z kandydatami to nie spacer wśród róż. Atmosfera, która towarzyszy przesłuchaniom to skrupulatny test możliwości i rozliczenie się z przeszłością przyszłych komisarzy. Deputowani doszukują się konfliktu interesów, zadają szczegółowe pytania na temat funduszy przydzielonych kandydatom i wnikliwie studiują ich komentarze dla prasy - a to wszystko w czasie nie krótszym niż trzy godziny.

„Oznajmiłem mu, że to jest jak przesłuchanie w amerykańskim Kongresie, a nie spacer wśród róż w Zgromadzeniu Narodowym" - wyjaśnił w Contexte doradca francuskiego komisarza Pierre'a Moscovici. 

José Manuel Barroso, pełniący funkcję przewodniczącego Komisji w latach 2004-2014 na własnej skórze odczuł konsekwencje tych przesłuchań. W 2004 roku włoski kandydat Rocco Buttiglione, będący bliskim współpracownikiem byłego premiera Silvio Berlusconiego, w następstwie wypowiedzi o charakterze homofobicznym musiał zostać zastąpiony. Jego los podzieliła w roku 2009 bułgarska kandydatka Roumania Jeleva po tym, jak wykazała się słabą znajomością zagadnień europejskich i złożyła niekompletną deklarację interesów.

Na korytarzach Parlamentu i w gronie komentatorów życia politycznego zwyczajem jest poszukiwanie „rytualnej ofiary", która potwierdzi, że Komisja Europejska i kraje członkowskie nie nakłaniają parlamentarzystów do przełknięcia każdej gorzkiej pigułki.

Równowaga polityczna?

Główną kwestią będzie więc znalezienie takiej ofiary, ograniczając jednocześnie wszystkie możliwe straty dodatkowe. Jedyną „nietykalną" kandydatką jest Włoszka Federica Mogherini, której nominacja na Wysoką Przedstawicielkę Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa wynegocjowana została przez rządy krajowe już latem.

Do użycia weszło więc często powtarzane przez dziennikarzy europejskich określenie „równowaga strachu ".

Na stronie Euractiv.fr czytamy, że dwie największe frakcje polityczne Parlamentu i Komisji Europejskiej, Europejska Partia Ludowa (centroprawica) oraz Socjaldemokraci, nie są zainteresowane wchodzeniem w otwarty konflikt. Atak któregoś z komisarzy ze strony jednego obozu mógłby sprowokować odwet, a to z kolei skomplikowałoby utworzenie nowego kolegium. Małe partie, jak Zieloni czy skrajna lewica, nie będą miały wyrzutów sumienia, ponieważ w ekipie Junkera zabraknie ich reprezentantów.

Pięć najbardziej kontrowersyjnych przesłuchań

Na czele listy potencjalnych ofiar można umieścić byłą premier Słowenii Alenke Bratušek nominowaną na wiceprzewodniczącą unii energetycznej. Pomijając fakt, że jej stanowisko wydaje się nie mieć solidnych podstaw (nie będzie ona dysponowała odpowiednimi służbami, będzie natomiast zobowiązana do poprawy współpracy rządów krajowych w kwestii energii), okazuje się, że po prostu nominuje komisarzem samą siebie.

Hiszpański konserwatysta Miguel Arias Cañete będzie z pewnością ulubionym celem lewicy oraz Zielonych. Powodem tego są jego seksistowskie wypowiedzi wygłaszane w czasie eurowyborów oraz fakt, że przez długie lata posiadał akcje grup paliwowych (które rzekomo już zbył). W swych zamierzeniach polityk nie skupia się zbytnio na kwestiach dotyczących transformacji energetycznej oraz walki ze zmianami klimatycznymi.

Pierre Moscovici, nazywany jest księgowym z zepsutym kalkulatorem. Niemiecka lewica lub ogólniej konserwatywni liberałowie Europy Północnej ostatnio bardzo skupili się na sylwetce francuskiego polityka. Francuski Minister Gospodarki ponosi odpowiedzialność za dwa lata powiększającego się długu publicznego. Wskazany do objęcia stanowiska ds. gospodarczych i finansowych, będzie czuwał nad przestrzeganiem przepisów budżetowych. Dla orędowników dyscypliny budżetowej nonsensem jest powierzanie kierownictwa nad rzeczonymi przepisami politykowi niezdolnemu do  ich przestrzegania.

Tibor Navracsics, węgierski były szef dyplomacji piekielnego premiera Viktora Orbana również będzie miał kłopoty. Jean-Claude Juncker zaproponował mu objęcie teki związanej z edukacją, młodzieżą i obywatelstwem, podczas gdy Węgier rękami i nogami bronił na Węgrzech kontrowersyjnych reform konstytucyjnych stojących w sprzeczności z wolnością słowa i prawem do informacji.

Ostatnią problematyczną nominacją Junckera jest wybór Brytyjczyka Lorda Jonathana Hilla na stanowisko komisarza ds. usług finansowych. Baron Hill, który dotąd nigdy nie zasaiadał w żadnej z europejskich instytucji, w ciągu kilku ostatnich lat wędrował w tę i z powrotem od obowiązków publicznych do  lobbingu. Ponadto Wielka Brytania tradycyjnie ociąga się z wdrażaniem europejskich regulacji bankowych i finansowych.

Co dalej?

Oficjalne głosowanie parlamentarzystów odbędzie się 22 października. Po nich wypowiedzą się kraje członkowskie. Jeśli skład kolegium uzyska akceptację, nowa Komisja rozpocznie działalność 1 listopada 2014 roku.