Polityka

Kraków: kiedy studentki przygotowują się do wojny

Artykuł opublikowany 16 lutego 2016
Artykuł opublikowany 16 lutego 2016

W Legii Akademickiej w Krakowie, podobnie jak w wielu innych miastach, młodzi Polacy uczą się korzystać z broni. Kobiety również chcą czuć się przygotowane do działania w razie zagrożenia. Reportaż z lasu, między psychozą a romantycznym patriotyzmem.

Pewnego zimnego, wilgotnego listopadowego popołudnia wstępujemy na leśną ścieżkę, niepewni tego, co nas czeka. Towarzyszą nam słyszalne coraz wyraźniej głuche dźwięki detonacji, rozlegające się w kilkuminutowych odstępach czasu. Ataki w Paryżu miały miejsce kilka dni temu. Nic więc dziwnego, że odgłosy te przyprawiają o ciarki.

Nagle naszym oczom ukazuje się zamaskowana grupka. Pełen rynsztunek: maski, hełmy, mikrofony, polskie godło na mundurach i bandoliery. Nieźle najadłabym się strachu, gdybyśmy wcześniej nie umówili się na to spotkanie. Z daleka naprawdę wyglądali jak banda świrów.

Kiedy się do nich zbliżamy, niektórzy zakładają kominiarki, inni maski, chcąc pozostać incognito. Przez chwilę czujemy się obco, jak intruzi. Nie znajdujemy się jednak w kraju ogarniętym wojną, a w lesie niedaleko Krakowa. „Mogłaś zadzwonić” – rzuca Piotr Wilczyński, 32-letni instruktor, prosząc nas jednocześnie o nie fotografowanie uczestników. Dzisiaj będą tu obecni członkowie polskiej służby bezpieczeństwa. To dlatego.

Około 25 młodych osób, w tym dziesięć kobiet, będzie brało udział w szkoleniu Legii Akademickiej (LA) na świeżym powietrzu, które rozpoczęło się o świcie. Nowo przybyli chcą się nauczyć posługiwania bronią, aby w sytuacji zagrożenia ochronić siebie i ojczyznę. W tym celu strzelają z broni różnego typu, uczą się uruchamiać granaty i „grają w wojnę” w małych grupach w opustoszałym budynku pokrytym graffiti. Za ten przywilej trzeba zapłacić: za część teoretyczną 5zł, a kiedy „legioniści” przechodzą już do nauki korzystania z broni – 75zł. Ci, którzy nie należą do organizacji, za część praktyczną płacą 90zł. W ostatnich latach znacznie wzrosła liczba kobiet zainteresowanych tym typem obrony cywilnej. 

Pompki i pomalowane paznokcie

Dominika jest jedną z nich. Ma dopiero 19 lat i studiuje na pierwszym roku obrony narodowej na Uniwersytecie Jagiellońskim. O Legii usłyszała od znajomych. Ma na sobie łososiową kurtkę i obszerny wełniany czarny szal, a pod spodem mundur. „To ważne, żeby kobiety potrafiły zadbać o własne bezpieczeństwo” – mówi. „Kto wie, może pewnego dnia znowu wybuchnie wojna”.

Według ankiety Die Welt" z 2015 r., Dominika nie jest jedyną, która tak myśli. 39 % Polaków uważa, że może wybuchnąć wojna. 49% jest natomiast zdania, że w takiej sytuacji państwa trzecie nie przyszłyby Polsce z pomocą. 

Według „Die Welt", od momentu zaostrzenia konfliktu między Ukrainą a Rosją, coraz więcej Polaków decyduje się na przystąpienie do stowarzyszeń broniących bezpieczeństwa wewnętrznego. Ponad 30 tys. Polaków i Polek jest przygotowanych do służby w razie wojny. Od zeszłego roku organizacje te współpracują z Ministerstwem Obrony Narodowej. Krakowska Legia, rekrutująca jedynie osoby ze środowisk akademickich, liczy obecnie 600 członków, poinformował nas Piotr, który w 2012 roku reaktywował tę formację studencką na wzór Legii z 1918 r. Kiedy Dominika ma zapozować do zdjęcia, instruktor radzi jej, żeby wymierzyła w nas bronią. „Posługiwanie się bronią to nic nadzwyczajnego” – zapewnia jedna z dziewczyn. „Czuję się w pewien sposób silna”.

„Go, go, go, go, go” – krzyczy chwilę później jeden z moich kolegów, ruchem głowy wskazując w kierunku budynku. Stoimy przed wejściem w szóstkę, jedno za drugim, szykując się do pokonania wrogów, którzy kryją się gdzieś w środku. Trudno oddychać w kominiarce. Pierwszy raz w życiu mam w ręku broń. Jest dość ciężka. A tak na poważnie, dlaczego młode Polki tak właśnie spędzają sobotnie popołudnie? 

W centrum Krakowa, jakąś godzinę drogi samochodem od broni pneumatycznej i masek, czekam na Patrycję. Ona także wzięła udział w szkoleniu LA i była jedną z dziewczyn, które zgłosiły się na spotkanie na Facebooku. Chociaż szkolenia są jawne, a uczestniczące w nim osoby są oznaczane na zdjęciach, Legia owiana jest tajemnicą. Organizacja ta działa podobnie do elitarnej społeczności A small world. Trzeba znać kogoś, kto zna kogoś innego. By invitation only.

„Szczerze mówiąc, nigdy nie wyobrażałam sobie realnego strzelania do ludzi, kiedy się tego uczyłam” – przyznaje Patrycja. „Traktowałam to jak sport, nowe wyzwanie. Kiedy jednak widzisz, co się dzieje w Paryżu, czy gdziekolwiek indziej na świecie, zdajesz sobie sprawę, że na ciebie i twoją rodzinę czyha niebezpieczeństwo. Uważam, że warto umieć strzelać” – wyjaśnia 25-letnia studentka inżynierii środowiska. Jest długowłosą brunetką. Kiedy wita się ze mną, zauważam, że ma idealnie pomalowane na fioletowo paznokcie. Do ryzyka ataku ze strony Rosji, dochodzi jeszcze od niedawna zagrożenie terrorystyczne. „Gdyby tylko ktoś w Bataclanie miał pistolet, być może udałoby się uratować kilka osób”.

Jogurt, patriotyzm i polska czujność

Piotr potwierdza, że obecnie zagrożenie bezpieczeństwa przybiera różne formy. „Ludzie chcą przede wszystkim bronić swojej ojczyzny. Nie wiedzą do końca przed kim. Może chodzić o rosyjskich zielonych ludzików, niechętnie przyjmowanych imigrantów czy kryminalistów. Nikt nie wierzy w naszą mała armię czy policję”. Czy to polska psychoza? Piotr doskonale zdaje sobie sprawę z ran z przeszłości ojczyzny, która zawsze istniała dzięki łasce wielkich zagranicznych mocarstw. Polska nie chce kolejny raz wyzbyć się wolności, którą cieszy się od 25 lat. Mamy chyba jednak rok 2016, a Polska jest szóstą gospodarką w Europie? „To wszystko to zachodnia propaganda” – tłumaczy Piotr. Jego zdaniem Polska już dawno stała się kolonią zagranicznych firm.

Jednakże, odpowiadając na zarzuty o nacjonalistyczny charakter organizacji ds. bezpieczeństwa wewnętrznego, zapewnia nas, że Legia jest apolityczna. Czy naprawdę? Co z faktem, że członkiem może być tylko osoba z polskim obywatelstwem?

Kiedy nie przebywa akurat w lesie, Piotr wykłada geografię na UJ. Trwa właśnie jego dyżur, a studenci dobijają się do jego biura nr 425. Czujemy się jak w filmie szpiegowskim, gdy opowiada nam o chwalebnych wyczynach Legii, rosyjskich szpiegach i o swoim „romantycznym patriotyzmie”. „Sama zobaczysz, it's real” – mówi z uśmiechem, podczas gdy siedzący obok kolega Piotra spokojnie wcina jogurt.

W międzyczasie, przedzieramy się przez budynek z powybijanymi oknami. Schodzimy na parter. Drużyna przeciwnika mnie dopadła, więc się wycofuję (swoją drogą – straszne uczucie). Panuje rozluźniona atmosfera, ludzie powoli wracają do siebie, zdejmują maski, grillują kiełbaski i pakują broń. Nastaje harcerski nastrój. Prawie. Gdyby nie ten „legionista” ze śladem po kuli na twarzy. Nic dziwnego, że, jak mówi Piotr, większość dziewczyn uczestniczy w szkoleniu tylko jeden raz.

„Każde nowe doświadczenie czyni cię lepszym i bardziej interesującym” –mówi Patrycja, wspominając pierwsze szkolenie z posługiwania się bronią. –„Czy to nauka języków, tańca brzucha, strzelanie czy czytanie książki. Dobrze jest umieć korzystać z broni, jednak nie widzę się na wojnie. Wiesz, jestem prostą dziewczyną, studiuję, ćwiczę, a pewnego dnia chcę założyć rodzinę. Wiele osób mówi tutaj o trzeciej wojnie światowej. 1% mnie myśli, że może się tak stać. Jako kobietę, napawa mnie to strachem”.

__

Ten reportaż jest częścią projektu EUtoo, który przedstawia alternatywne style życia młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.