Polityka

KRYM PO ROSYJSKIEJ STRONIE LUSTRA

Artykuł opublikowany 19 marca 2014
Artykuł opublikowany 19 marca 2014

No­stal­gia urzęd­ni­ków za dawnymi czasami i tę­sk­no­ta za Związ­kiem Ra­dziec­kim wzię­ły górę na Krymie. Po ponad pół­wie­czu w gra­ni­cach Ukra­iny miesz­kań­cy pół­wy­spu po­sta­no­wi­li przy­łą­czyć się do Fe­de­ra­cji Ro­syj­skiej. O co jednak toczy się gra?

W re­fe­ren­fum, które od­by­ło się 16 marca, lud­ność Krymu jed­no­gło­śnie opo­wie­dzia­ła się za przy­łą­cze­niem re­gio­nu do Rosji. Warto jed­nak zadać sobie py­ta­nie kto wła­ści­wie gło­so­wał, bo­wiem po pod­li­cze­niu gło­sów licz­ba osób bio­rą­cych w ple­bi­scy­cie prze­kracza 100% miesz­kań­ców. Jak to moż­li­we?

Gło­so­wa­nie w spra­wie przy­łą­cze­nia Krymu do Rosji prze­pro­wa­dzo­no me­to­da­mi rodem z głę­bo­kie­go Związ­ku Ra­dziec­kie­go. Brać udział w re­fe­ren­dum mogli nie tylko oby­wa­te­le Ukra­iny, ale rów­nież Ro­sja­nie, któ­rzy w punk­cie wy­bor­czym oka­za­li kartę sta­łe­go, lub tym­cza­so­we­go po­by­tu. Warto nad­mie­nić, że ilość oby­wa­te­li Rosji prze­by­wa­ją­cych w Re­pu­bli­ce Krym­skiej w ciągu ostat­nich dni gwał­tow­nie wzro­sła. Nie po­mógł rów­nież boj­kot gło­so­wa­nia przez miej­sco­wych Ta­ta­rów, któ­rzy od grud­nia jaw­nie wspie­ra­ją krym­skie ruchy na­ro­do­wo­ścio­we. Ta­ta­rzy miesz­ka­ją­cy na kry­mie za­wsze sprze­ci­wia­li się anek­sji pół­wy­spu przez Rosję, oba­wia­jąc się po­wtó­rze­nia sce­na­riu­sza z cza­sów sta­li­ni­zmu, kiedy ich przod­ko­wie zo­sta­li z Krymu wy­gna­ni, lub wy­wie­zie­ni wgłąb Związ­ku do ka­torż­ni­czej pracy. Już w trak­cie re­fe­ren­dum na mu­rach Se­wa­sto­po­la i Jałty za­czę­ły po­ja­wiać się na­cjo­na­li­stycz­ne hasła skie­ro­wa­ne prze­ciw tej mniej­szo­ści, una­ocz­nia­ją­ce, że obawy Ta­ta­rów nie były bez­pod­staw­ne. 

Król jest głod­ny

Rów­no­cze­śnie warto za­sta­no­wić się nad mo­ty­wa­mi dzia­łań Wła­dy­mi­ra Pu­ti­na. Anek­tu­jąc Krym, Rosja praw­do­po­dob­nie do­pro­wa­dzi do upad­ku pół­wy­spu, na któ­rym brak in­fra­struk­tu­ry nie­zbęd­nej do jego nie­za­leż­ne­go funk­cjo­no­wa­nia. Jeśli Krym po­zo­sta­nie stre­fą zmi­li­ta­ry­zo­wa­ną, za­brak­nie tam rów­nież pod­sta­wo­we­go źró­dła do­cho­du, czyli tu­ry­stów. Nie­wy­klu­czo­ne, że Putin wła­śnie do tego dąży, chcąc z jed­nej stro­ny uka­zać mię­dzy­na­ro­do­wej opi­nii pu­blicz­nej Ukra­inę wy­nisz­czo­ną i nie­zdol­ną do pod­ję­cia kon­kret­nych dzia­łań, a z dru­giej – skie­ro­wać ruch tu­ry­stycz­ny do ro­syj­skich ku­ror­tów, m. in. Soczi, zwięk­sza­jąc wła­sny do­chód, a zmniej­sza­jąc wpły­wy do kasy swo­je­go po­łu­dnio­we­go są­sia­da. Od­cię­cie Krymu od cen­tral­nej wła­dzy ukra­iń­skiej spo­wo­du­je rów­nież chaos fi­nan­so­wy i ad­mi­ni­stra­cyj­ny. Przy­ję­cie rubla, które ma na­stą­pić od po­cząt­ku kwiet­nia, przy­czy­ni się do wy­raź­ne­go spad­ku siły na­byw­czej pie­nią­dza na pół­wy­spie, a utra­ta waż­no­ści wszyst­kich do­ku­men­tów, nie tylko pu­blicz­nych, ale rów­nież do­ty­czą­cych spraw pry­wat­nych, wy­wró­ci do góry no­ga­mi całe życie miesz­kań­ców re­gio­nu. Za­cznie się od zmia­ny da­nych te­le­adre­so­wych, przez utra­tę cią­gło­ści sys­te­mu edu­ka­cji, aż do utra­ty prawa wła­sno­ści. Jako przy­kład może po­słu­żyć zmia­na w sys­te­mie re­je­stro­wa­nia sa­mo­cho­dów. W mo­men­cie włą­cze­nia Krymu do Rosji, waż­ność tracą takie do­ku­men­ty jak prawo jazdy, dowód re­je­stra­cyj­ny, czy ubez­pie­cze­nie. Nie­moż­li­we w tym mo­men­cie staje się udo­wod­nie­nie, że sa­mo­chód sto­ją­cy pod na­szym (for­mal­nie – już ni­czy­im) domem jest nasz. Oczy­wi­ście po­dob­nych przy­kła­dów, wy­ni­ka­ją­cych z nie­uzna­nia waż­no­ści do­ku­men­tów ukra­iń­skich, bę­dzie aż nadto.

My nie mó­wi­my nic

W wy­ni­ku licz­nych ro­syj­skich pro­wo­ka­cji woj­sko­wych oraz nad­zo­ro­wa­nych przez woj­sko, roz­po­czę­ły się pro­te­sty we wschod­niej czę­ści Ukra­iny. Nie­wiel­kie grupy oby­wa­te­li Rosji wy­wo­ła­ły falę an­ty­ukra­iń­skich ma­ni­fe­sta­cji, ma­ją­cych uka­zać świa­tu, jak bar­dzo ad­mi­ni­stra­cja pre­mie­ra Ja­ce­niu­ka nie radzi sobie z rzą­dze­niem w tych ob­wo­dach. We­dług ro­syj­skich me­diów Ukra­iń­cy sami wy­wie­si­li ro­syj­skie flagi i nie­cier­pli­wie cze­ka­li na Pu­ti­na - wy­zwo­li­cie­la, który uwol­ni ich spod jarz­ma fa­szy­stow­skich rzą­dów „ban­de­row­ców" z Ki­jo­wa. Za­kro­jo­ne na sze­ro­ką skalę dzia­ła­nia pro­pa­gan­do­we oraz tłu­mie­nie in­for­ma­cji z nie­za­leż­nych me­diów dają pewne wy­obra­że­nie o im­pe­rial­nych am­bi­cjach Wła­dy­mi­ra Pu­ti­na. W ciągu ostat­nich dwóch ty­go­dni na Kry­mie za­gi­nę­ło bez wie­ści około dzie­się­cio­ro dzien­ni­ka­rzy, któ­rzy przy­je­cha­li na pół­wy­sep, żeby przed­sta­wić Ki­jo­wo­wi rze­czy­wi­sty obraz sy­tu­acji w re­gio­nie. Tym­cza­sem na kon­fe­ren­cji pra­so­wej pre­zy­dent Putin za­prze­czył twier­dze­niu, iż ro­syj­ska armia ma ja­ki­kol­wiek wpływ na wy­da­rze­nia w Re­pu­bli­ce Krym­skiej, re­gu­lar­ne od­dzia­ły woj­ska na­zy­wa­jąc „lo­kal­ny­mi bo­jów­ka­mi sa­mo­obro­ny Maj­da­nu, które ku­pi­ły mun­du­ry w pierw­szym lep­szym skle­pie z mi­li­ta­ria­mi".

naj­bar­dziej za­trwa­ża­ją­ce jest mil­cze­nie Za­cho­du, który wspie­ra Ukra­inę do­brym sło­wem i mo­dli­twą, ale nie kwapi się, żeby wy­eg­ze­kwo­wać na Rosji sank­cje za ła­ma­nie mię­dzy­na­ro­do­wych kon­wen­cji do­ty­czą­cych nie­za­leż­no­ści i in­te­gral­no­ści pań­swa ukra­iń­skie­go

Wy­da­je się, że im­pe­rial­ne am­bi­cje Wła­dy­mi­ra Wła­dy­mi­ro­wi­cza nie mają gra­nic, a Rosja wciąż po­zo­sta­je nie­na­sy­co­nym ko­lo­sem rodem z XIX wieku, dla któ­re­go głów­ną siłą na­pę­do­wą jest wojna, a nie sta­bi­li­za­cja i roz­wój go­spo­dar­czy. Jed­nak naj­bar­dziej za­trwa­ża­ją­ce jest mil­cze­nie Za­cho­du, który wspie­ra Ukra­inę do­brym sło­wem i mo­dli­twą, ale nie kwapi się, żeby wy­eg­ze­kwo­wać na Rosji sank­cje za ła­ma­nie mię­dzy­na­ro­do­wych kon­wen­cji do­ty­czą­cych nie­za­leż­no­ści i in­te­gral­no­ści pań­swa ukra­iń­skie­go (po­dob­nie, jak wcze­śniej Gru­zji), oba­wia­jąc się po­gor­sze­nia sto­sun­ków dy­plo­ma­tycz­nych z Pu­ti­nem.

Zimna wojna nadal trwa, z tym, że Mur Ber­liń­ski prze­nie­sio­no na linię Dnie­pru. Nie wszys­cy jed­nak zdają sobie z tego spra­wę.