Polityka

KRYZYS WŚRÓD SYRYJSKICH UCHODŹCÓW W BUŁGARII

Artykuł opublikowany 22 stycznia 2014
Artykuł opublikowany 22 stycznia 2014

W kon­se­kwen­cji kon­flik­tu w Syrii do Buł­ga­rii na­pły­nę­ła naj­więk­sza w hi­sto­rii fala uchodź­ców. Kraj, który nie był przy­go­to­wa­ny na tak ogrom­ną licz­bę gości i który wciąż ocze­ku­je na pomoc od kra­jów człon­kow­skich UE, le­d­wie radzi sobie z tą sy­tu­acją. Dla wielu sy­ryj­skich uchodź­ców po­dróż do Buł­ga­rii to przej­ście z desz­czu pod rynnę 

„Zde­cy­do­wa­li­śmy się udać do Buł­ga­rii nic o niej nie wie­dząc. Nie zda­wa­li­śmy sobie spra­wy, że nie ma tam pracy nawet dla Buł­ga­rów. Nie mie­li­śmy tez po­ję­cia o tym, co mówi się tam na temat cu­dzo­ziem­ców" - opo­wia­da 20-let­ni Ami, Sy­ryj­czyk kur­dyj­skie­go po­cho­dze­nia, który nie chce ujaw­niać swo­je­go praw­dzi­we­go imie­nia. Ami prze­by­wa wraz z ro­dzi­ną w ośrod­ku dla uchodź­ców Vraz­deb­na w Sofii. Cho­ciaż ośro­dek ofi­cjal­nie może go­ścić mak­sy­mal­nie 310 osób, obec­nie prze­by­wa tam ponad 400 ubie­ga­ją­cych się o azyl uchodź­ców. Matka Amie­go robi nam her­ba­tę, po czym siada obok przy­jaź­nie się uśmie­cha­jąc. W po­ko­ju śpi 20 osób, po dwie w każ­dym łóżku. W kącie po­miesz­cze­nia znaj­du­je się aneks ku­chen­ny. Przy drzwiach, które nie mają klam­ki i za­my­ka­ją się na sznu­rek, stoją rzędy butów.

Buł­ga­ria jest jed­nym z naj­bied­niej­szych kra­jów człon­kow­skich Unii i nigdy nie była po­pu­lar­na wśród uchodź­ców ubie­ga­ją­cych się o azyl. W ciągu ostat­nich mie­się­cy ich na­pływ był jed­nak ogrom­ny. Więk­szość, ucie­ka­jąc przed krwa­wym kon­flik­tem w Syrii, do­sta­wa­ła się tu przez Tur­cję.

W ubie­głym roku tra­fi­ło tu ponad 8 ty­się­cy uchodź­ców. Dla po­rów­na­nia - wcze­śniej rocz­na śred­nia wy­no­si­ła około ty­sią­ca. Buł­ga­ria nie jest przy­go­to­wa­na na tak wiel­ki na­pływ lud­no­ści i ma pro­ble­my z za­kwa­te­ro­wa­niem uchodź­ców. Dla­te­go wielu z nich miesz­ka w fa­tal­nych wa­run­kach - w pro­wi­zo­rycz­nych obo­zach, bez re­gu­lar­nych po­sił­ków, ogrze­wa­nia czy do­stę­pu do opie­ki me­dycz­nej.

Ami i jego ro­dzi­na tra­fi­li do Buł­ga­rii we wrze­śniu 2013 roku, pod osło­ną nocy nie­le­gal­nie prze­kra­cza­jąc gra­ni­cę z Tur­cją. Tę wy­czer­pu­ją­cą prze­pra­wę Ami odbył wraz ze swo­imi ro­dzi­ca­mi, sze­ścior­giem ro­dzeń­stwa i 70-let­nią bab­cią. To wła­śnie o nią oba­wiał się naj­bar­dziej przy prze­kra­cza­niu dzi­kiej gra­ni­cy w lesie.

.

Ami żył mie­ście Qa­mi­sh­li, po­ło­żo­nym w pół­noc­no-wschod­niej czę­ści Syrii, gdzie stu­dio­wał in­ży­nie­rię geo­lo­gicz­ną. Jego sio­stra, która sie­dzi teraz w rogu czy­ta­jąc książ­kę, była stu­dent­ką in­for­ma­ty­ki, a brat - fi­lo­lo­gii an­giel­skiej. "Wszy­scy chce­my kon­ty­nu­ować naukę", mówi Ami.

Młody Sy­ryj­czyk mówi rów­nież, że wiel­kim utrud­nie­niem jest w obo­zie rzad­ki do­stęp do prysz­ni­ca. W bu­dyn­ku jest tylko kilka boj­le­rów pod­grze­wa­ją­cyh wodę, a na prysz­nic w cie­płej wo­dzie czeka ponad sto osób. Ami nie­daw­no za­czął uczyć się buł­gar­skie­go. Gdy pytam go po buł­gar­sku jak się ma, od­po­wia­da z uśmie­chem: „Nie­naj­le­piej".

La­ti­fa to po­cho­dzą­ca z Da­masz­ku 24-let­nia go­spo­dy­ni do­mo­wa. „Wszy­scy mnie tutaj uwiel­bia­ją" ˗ mówi. Jej po­god­ne uspo­so­bie­nie i życz­li­wość, z jaką od­no­si się do dzie­ci i mło­dych dziew­cząt spra­wia, że jest duszą to­wa­rzy­stwa w obo­zie. La­ti­fa przy­je­cha­ła z mężem i dwoj­giem swych bliź­niąt. Wraz z trze­ma in­ny­mi ro­dzi­na­mi prze­dzie­ra­ła się przez to samo przej­ście w lesie, co ro­dzi­na Amie­go. Pła­ci­li po 450 do­la­rów od osoby.

Kiedy La­ti­fa nie zaj­mu­je się wła­sny­mi dzieć­mi, każdą chwi­lę po­świę­ca na pomoc pew­nej matce ty­go­dnio­we­go nie­mow­lę­cia. Dziew­czyn­ka, uro­dzo­na w miej­sco­wym szpi­ta­lu, śpi w osob­nym po­miesz­cze­niu, w któ­rym zor­ga­ni­zo­wa­no pokój dzie­cin­ny. W od­róż­nie­niu od po­zo­sta­łych sza­rych i za­tło­czo­nych po­miesz­czeń, ten dzie­cię­cy kącik to przy­tul­ny, ko­lo­ro­wy pokój pełen półek z za­baw­ka­mi. Dzie­ci w obo­zie jest pełno. Obec­nie we wszyst­kich punk­tach po­mo­cy dla uchodź­ców miesz­ka 2 135 dzie­ci. Wiele z nich stra­ci­ło ro­dzi­ców w Syrii. W więk­szo­ści obo­zów nie by­ło­by sta­łych do­staw je­dze­nia, gdyby nie pomoc wo­lon­ta­riu­szy. Każdy z uchodź­ców do­sta­je na utrzy­ma­nie 33 euro mie­sięcz­nie plus pie­nią­dze z dat­ków. Z po­wo­du stre­su nie­któ­re młode matki stra­ci­ły zdol­ność do kar­mie­nia pier­sią. Or­ga­ni­za­cje takie jak Czer­wo­ny Krzyż, czy Hu­ma­ni­tar­na Pomoc Uchodź­com or­ga­ni­zu­ją zbiór­ki z po­mo­cą licz­nych sieci wo­lon­ta­riu­szy. „Jest cięż­ko, schro­ni­ska nie są od­po­wied­nio przy­go­to­wa­ne, a w do­dat­ku prze­ła­do­wa­ne" – tłu­ma­czy Sa­bri­na Trad, wo­lon­ta­riusz­ka pra­cu­ją­ca w or­ga­ni­za­cji Hu­ma­ni­tar­nej Po­mo­cy dla Uchodź­ców. „Po­wzię­li­śmy już kroki, aby po­pra­wić wa­run­ki by­to­we lo­ka­to­rów schro­nisk, ale to nie­ła­twe, po­nie­waż ośrod­ki są pełne" – do­da­je.

BUŁ­GAR­SKIE OR­GA­NI­ZA­CJE HU­MA­NI­TAR­NE PRZE­STA­JĄ SOBIE RA­DZIĆ

Sa­bri­na, pół-Buł­gar­ka, pół-Sy­ryj­ka, pod­kre­śla, że z naj­więk­szy­mi pro­ble­ma­mi bo­ry­ka­ją się obozy na pro­win­cji. Jeden z nich mie­ści się w byłej bazie woj­sko­wej w mie­ście Har­man­li na po­łu­dnio­wym-wscho­dzie kraju. Obec­nie prze­by­wa tam około ty­sią­ca uchodź­ców. W li­sto­pa­dzie, w pro­te­ście prze­ciw wa­run­kom pa­nu­ją­cym w obo­zie, sto osób za­gro­zi­ło tam straj­kiem gło­do­wym. Nie­daw­no Ni­ko­lay Chir­pan­liev, prze­wod­ni­czą­cy Na­ro­do­wej Agen­cji dla Uchodź­ców, ogło­sił, że na pomoc dla uchodź­ców Unia Eu­ro­pej­ska zo­bo­wią­za­ła się prze­ka­zać 800 000 euro, rząd buł­gar­ski – 817 320 euro, Cze­chy – mi­lion euro, a Wy­so­ki Ko­mi­sarz ds. Uchodź­ców NZ 3,6 mln do­la­rów. Chir­pan­liev za­po­wie­dział, że dzię­ki tej po­mo­cy wa­run­ki w obo­zach wkrót­ce się po­pra­wią. Brat Sa­bri­ny, Ru­slan Trad, jest mło­dym buł­gar­skim dzien­ni­ka­rzem. Pod­kre­śla, że dotąd Buł­ga­ria nie ze­tknę­ła się z kry­zy­sem po­mo­cy hu­ma­ni­tar­nej na tak wiel­ką skalę. „To bar­dzo istot­ne, aby od­po­wied­nio za­re­ago­wać na tę sy­tu­ację, wy­ko­rzy­stu­jąc wszyst­kie siły po­li­tycz­ne w za­się­gu na­szych moż­li­wo­ści" – pod­kre­śla. „Do Buł­ga­rii przy­bę­dzie jesz­cze wię­cej uchodź­ców. Bra­ku­je dla nich mej­sca. Cała ta sy­tu­acja może prze­kształ­cić się z po­waż­ny kry­zys" – do­da­je.

We­dług ob­ser­wa­to­rów wy­da­rzeń, buł­gar­skie ruchy na­cjo­na­li­stycz­ne pró­bu­ją wy­ko­rzy­stać tę sy­tu­ację do zy­ska­nia sobie po­par­cia. W li­sto­pa­dzie Volen Si­de­rov, lider buł­gar­skiej na­cjo­na­li­stycz­nej par­tii Ataka, na­wo­ły­wał do wy­pę­dze­nia wszyst­kich nie­le­gal­nych imi­gran­tów z kraju. Ro­dzi­na Amie­go czeka na de­cy­zję w spra­wie przy­zna­nia im sta­tu­su uchodź­ców. Może to zająć kilka mie­się­cy. Nie wie­dzą oni, czy ko­mu­kol­wiek w obo­zie ofi­cjal­nie przy­zna­no taki sta­tus. Ta­kich osób jest z pew­no­ścią nie­wie­le i nie chcą się tym chwa­lić. Sy­ryj­scy uchodź­cy w Buł­ga­rii zna­leź­li się w swo­istej pu­łap­ce. „Każdy mie­siąc tutaj jest jak rok. Czas pły­nie wolno" – mówi Ami. „Nie chce­my wra­cać do sie­bie i żyć w strasz­nych wa­run­kach, dla­te­go lep­szym roz­wią­za­niem jest prze­nie­sie­nie się do Eu­ro­py Za­chod­niej" – do­da­je po chwi­li. Gdy pytam o przy­szłość La­ti­fę, od­po­wia­da, że marzy je­dy­nie o „do­brym życiu". Jed­nak do mo­men­tu, gdy Unia Eu­ro­pej­ska nie uświa­do­mi sobie, że ma do czy­nie­nia z kry­zy­sem wśród Sy­ryj­skich uchodź­ców, oboje muszą za­po­mnieć o swo­ich pla­nach i ma­rze­niach.

Ten ar­ty­kuł jest czę­ścią ra­por­tu spe­cjal­ne­go Cafébabel na temat wy­da­rzeń w Syrii