Polityka

Liv Holm Andersen: "Duńczycy lubią tracić swoje poczucie bezpieczeństwa"

Artykuł opublikowany 20 września 2011
Artykuł opublikowany 20 września 2011
Rozmawia i śmieje się zupełnie jak mieszkańcy krajów śródziemnomorskich - gestykulując. Mówi też trochę po grecku. Ale niech was to nie zwiedzie. Ta 24-latka jest jednym z najmłodszych polityków w Danii. W wyborach parlamentarnych 15 września jako kandydatka drugiej najmniejszej co do wielkości partii, Radykalnej Lewicy (Radikale Venstre) weszła do parlamentu.
W Atenach rozmawiamy o Europie, Bałkanach i uczeniu się od Hiszpanii.

To, że Liv Holm Andersen interesowała się polityką już od młodych lat, nie powinno nikogo dziwić. Gdy miała 15 lat, w świat debat społecznych wprowadził ją nauczyciel - socjaldemokrata. „Na studiach wybrałam nauki polityczne, ponieważ chciałam zostać politykiem, a nie na odwrót”, wyjaśnia Liv. Po tym, jak wstąpiła do uniwersyteckiej partii politycznej, miała już doświadczenie potrzebne do uruchomienia własnej kampanii. To jej się przydało: Andersen 15 września wystartowała w wyborach parlamentarnych jako kandydatka z ramienia Radikale Venstre (duńska partia socjalliberalna) i, mając 24 lata, stała się posłanką.

Dania i wyzwania na Bałkanach

Spojrzenie Andersen na Europę ukształtowały jej doświadczenia z pobytu w Støvring, kiedy miała 6 lat. Bośniackie rodziny uciekały wówczas z terenu byłej Jugosławii do Danii. Rodzice Andersen gościli u siebie jedną z nich. To wtedy Andersen odkryła, że istnieje świat poza Danią. Po sześciu miesiącach pracy w duńskiej ambasadzie w Atenach, Andersen popiera to, co nazywa "greckim podejściem": Ministerstwo Spraw Zagranicznych Grecji popiera wejście krajów bałkańskich do UE, planowane na 2014 rok.

"Dania nie leży gdzieś blisko Bałkanów, dlatego ludzi ten temat zwyczajnie nie obchodzi"

W przeciwieństwie do Grecji, Dania nie leży gdzieś blisko Bałkanów, więc ludzi ten temat zwyczajnie nie obchodzi", przyznaje Liv. "Powszechne przekonanie jest takie, że skoro ludzie przestali zabijać jedni drugich, to nie ma już co się martwić. A to nie tak, przecież sytuacja w tym regionie cały czas jest napięta. Nowy kryzys mógłby przysporzyć wiele cierpienia i doprowadzić do dużej niestabilności regionu. Bałkany są w sercu Europy. UE płaci za to, że w latach dziewięćdziesiątych nie powstrzymała wojny na własnych tyłach, poprzez pomoc państwom tego regionu na ich drodze ku lepszej i dostatniej przyszłości. Największym wyzwaniem dla Bałkanów jest stabilizacja. Szczególnie dotyczy to napięć na tle etnicznym w Kosowie, muzułmańskiego regionu Sandzak w Serbii, BJRM (Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii) oraz Bośni".

Eurosceptycyzm w duńskim wydaniu

"Ona jest Dunką, wyobraźcie sobie!" Rzucam w stronę pary obserwującej nas ze stolika obok, w Buenos Aires, argentyńskiej kafejce w centrum Aten. Liv zna parę słów po grecku, ma też swoje zdanie na temat obecnych problemów Grecji i Danii, np. podatków. Podczas gdy Grecja ma 335 miliardów euro długu, Dania, która nie jest w strefie euro, słabiej odczuwa obecny kryzys. Obowiązują w niej jednak jedne z najwyższych stawek podatkowych na świecie, między 39 - 63%. "Jeśli dochód jest wyższy niż 390 000 duńskich koron, to przy obliczaniu wysokości podatku, dodajemy do dochodu jeszcze 15% tak, aby wyższe dochody opodatkować wyższą stawką", wyjaśnia Andersen.

"Niepisaną zasadą jest u nas płacenie podatków »z uśmiechem«. Każda partia polityczna wierzy w państwo opiekuńcze. Podczas gdy Grecy zadają sobie pytanie, czy instytucja państwa jest im w ogóle potrzebna, w Danii wie to każdy; Twór ten działa całkiem dobrze. Otaczając opieką biedniejszą część społeczeństwa, chroni się przed wzrostem przestępczości oraz innymi problemami. U nas tak było od zawsze! Na barkach najsilniejszych spoczywały barki najsłabszych, z korzyścią dla ogółu. Ale Duńczycy mają też obawy. W porównaniu do Grecji, Włoch czy Hiszpanii, ich ustrój społeczny i opiekuńcze państwo sprawdzają się. Jednak nie możemy narzucać Grecji swojego ustroju tylko dlatego, że funkcjonuje on w Skandynawii". Tzw. flexicurity, czyli model elastycznego rynku pracy i bezpieczeństwa socjalnego, dobrze wpisuje się w ten kontekst. Według Grupy Banku Światowego, Dania ma najbardziej elastyczny rynek pracy w Europie. Zatrudnianie i zwalnianie jest łatwe (elastyczność), a nakłady na walkę z bezrobociem są bardzo wysokie, niezależnie od wykonywanego zawodu (bezpieczeństwo). "Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby każdy każdego inspirował i pomagał sobie nawzajem tak, jak podczas kryzysu azylowego, kiedy duńscy politycy przyjechali, by pomóc Grecji".

Hiszpania jako model

Kariera polityczna w rodzinnym kraju pociąga Andersen bardziej od tej na forum Europy. Duńskie społeczeństwo jest spolaryzowane jeśli chodzi o UE, do której kraj wszedł w 1973, stwierdza po namyśle. "Bycie Dunką czy Duńczykiem wystarcza, jako że duńskie społeczeństwo ma się dobrze politycznie i ekonomicznie. UE to strata czasu, tak uważa wielu. Chodzi o to, że Duńczycy będą musieli się poświęcać dla UE, nie otrzymując nic w zamian. Podczas gdy intelektualiści oraz ludzie biznesu mówią, że rozumieją konieczność bycia częścią UE, inni stwierdzają »a dlaczego europejskiej a nie międzynarodowej społeczności?«". Liv uważa, że Dania powinna ściślej współpracować z UE. "Problemów, które dotyczą wszystkich, nie da się po prostu rozwiązać w pojedynkę, w jednym kraju. Mowa np. o zanieczyszczeniu środowiska, nielegalnych imigrantach oraz narkotykach. Nacjonaliści mówią, że powinniśmy zamknąć nasze granice. Izolowanie się w naszym małym kraju, na dłuższą metę, nie pomoże nam w rozwiązaniu problemów".

"Wystarczy bycie Dunką czy Duńczykiem"

Duńczycy mogą być "eurosceptyczni", ale to nie czyni ich zamkniętymi na innych. "Skandynawowie lubią podróżować, aby przeżyć przygodę", dodaje z uśmiechem Liv. "Choć zadowoleni ze swojego życia, lubimy tracić to poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy jednym z najszczęśliwszych narodów na świecie, ale nie afiszujemy się z tym. Lubimy jeździć do Włoch, Grecji i Hiszpanii, do tych bardziej otwartych, bezpośrednich i w jakiś sposób też szczęśliwszych ludzi. Wiemy, że możemy zawsze wrócić do naszego małego, bezpiecznego domu". Liv sama spędziła rok w Hiszpanii. "Podobało mi się, jak ten kraj dąży do bardziej liberalnego społeczeństwa. To stwarza ludziom więcej możliwości i pozwala pozbyć się z polityki obecnego w niej od wielu lat kulturowego i religijnego dziedzictwa. To zachwycające, że czynią starania, by oddzielić od siebie polityczne i kulturowe idee, np. ograniczając władzę kościoła. Zadziwił mnie ogromny paradoks, że Hiszpania zezwoliła na homoseksualne małżeństwa wcześniej od Danii". Europa nie polega jedynie na współpracy, stwierdza Liv, ale także na uczeniu się od innych krajów.

Czytaj więcej na oficjalnym blogu cafebabel.com w Atenach.

Fot. © dzięki uprzejmości LHA