Polityka

Michel Santi: '' Z kryzysem należy walczyć w inny sposób''

Artykuł opublikowany 26 marca 2013
Artykuł opublikowany 26 marca 2013
Michela Santi przepełnia złość. W książce zatytułowanej ''Splendeurs et misères du libéralisme'' (dosł. Blaski i nędze liberalizmu), ten były broker i doradca banków centralnych podnosi ostry głos sprzeciwu wobec rygorystycznych planów oszczędnościowych, które zawładnęły Europą, a także wobec ideologii neoliberalnej, histerii na rynkach i niezdolności Unii Europejskiej do zaradzenia kryzysowi.

''W obecnej sytuacji Stary Kontynent może jedynie podążać za krajami, którym udało się ponownie osiągnąć wzrost gospodarczy. Europa nigdy jednak nie zdoła być inicjatorem”. Takim słowom daje ujście spotkany w jednej z paryskich restauracji, Michel Santi. Kilka godzin zanim wygłosił ten nieodwołany wyrok, Europejski Bank Centralny, który zarządza euro, zdecydował o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Ekonomista uważa to za błąd i oponuje: ''Należało obniżyć stopy procentowe, aby pobudzić gospodarkę”.

Ta instytucja z siedzibą we Frankfurcie nad Menem nie znajduje w jego oczach ani krzty uznania od chwili, gdy zaczął się kryzys. Europejski Bank Centralny jest zdaniem Santiego ''statutowo autystyczny'', a ponadto ucieleśnia on główny problem europejskiej gospodarki: państwa członkowskie nakłaniane są do poddania się woli Niemiec, które zalecają walkę z inflacją, lekceważąc kwestię wzrostu gospodarczego. Utrzymanie wysokich stóp procentowych istotnie sprzyja ograniczeniu wydatków, ponieważ koszt pieniądza utrzymuje się na wysokim poziomie. Zatem według byłego brokera takie podejście to całkowite przeciwieństwo tego, co należałoby uczynić, aby sytuacja ekonomiczna uległa poprawie.

Michel Santi, zgodnie z teorią Johna Maynarda Keynesa, zabiega o to, aby wydatki publiczne mogły służyć poprawie sytuacji gospodarczej. Deficyt to nic strasznego! ''Interwencja państwa mogłaby polegać na objęciu udziałów w przedsiębiorstwach potrzebujących pomocy lub na inwestowaniu w przyszłościowe projekty…” – dodaje ekonomista, a chwilę później swoją argumentację przenosi na pokład Concorde’a: ''Wraz z wycofaniem samolotów Concorde, dzięki którym podroż z Paryża do Nowego Jorku trwała trzy godziny, nastąpił regres. Obecnie pokonanie Atlantyku zajmuje siedem godzin”.

Dobrze wykorzystać deficyt budżetowy

Michel Santi zdaje sobie sprawę z tego, że swoimi propozycjami elektryzuje zwolenników oszczędności i dyscypliny budżetowej. W rzeczy samej, złota zasada kontroli budżetowej wiąże się z innym przyjętym dogmatem - wzrost deficytu budżetowego może spowodować wzrost inflacji, z którą zawzięcie walczą liberałowie. ''Inflacja pojawia się przy wzroście aktywności i pełnym zatrudnieniu. Na chwilę obecną taka sytuacja wydaje się odległa, ponieważ wziększa się bezrobocie” reasumuje ekonomista, którego zdaniem polityka państwa powinna całkowicie skupić się na walce z bezrobociem.

Potrzebna jest nowa polityka

Według byłego brokera sytuacja nie jest różowa, ale nie jest też zupełnie beznadziejna: Stany Zjednoczone wzięły sprawy w swoje ręce. ''Przedsiębiorstwa prywatne korzystają ze zmiany w Stanach Zjednoczonych, która pozwala odżyć gospodarce. Dynamizm jest o wiele większy niż we Francji czy w Europie” zapewnia Michel Santi.

Jeśli Europa nie chce zostać w tyle, powinna jak najszybciej wprowadzić zmiany. Większy federalizm, większa solidarność, większa polityczna kontrola nad Bankiem Centralnym… Istnieje wiele różnych możliwości, ale wymagają one pewnej woli politycznej. ''Europie potrzeba prawdziwych liderów, zdolnych do przedefiniowania Unii Europejskiej. Na chwilę obecną nie widzę nikogo, kto mógłby się tego podjąć. Wszyscy obecni przywódcy są zapatrzeni w aktualny system finansowy i obawiają się, że mógłby on runąć”, dodaje zaczepnie ekonomista. Dostało się takim jak Hollande, Merkel, Cameron czy Van Rompuy.

Model niemiecki do pozazdroszczenia?

Dlaczego więc Europejczycy podejmują wysiłki związane z planami oddzielenia bankowości detalicznej i inwestycyjnej? ''Jeśli rzeczywiście nastąpi regulacja bankowości, będzie to dopiero pierwszy krok do wyjścia z kryzysu i jednocześńie wyraz woli polityków do wzięcia spraw we własne ręce”, precyzuje Michel Santi. To pewnego rodzaju minimum.

Słynny niemiecki model, na który tęsknie spoglądają marzący o dyscyplinie budżetowej Francuzi, dla Santiego jest powodem do wyrażenia miażdżacej krytyki: ''Wraz z modelem opierającym się na eksporcie i dewaluacji mającej na celu zwiększenie konkurencyjności, Niemcy stworzyli mini-jobs (małe etaty), w których płaca wynosi 400euro miesięcznie. (Po przyjęciu poprawki w parlamencie, od 1 stycznia 2013 płace w mini-jobs wzrosły o 50 euro). Takie rozwiązanie nie powinno być przejmowane przez inne państwa, zwłaszcza że z całą pewnością nie spotyka się ono z aprobatą pracowników”.

W czasie, gdy podnoszą się kolejne głosy sprzeciwu wobec rygorystycznych oszczędności, Michel Santi zarysowuje problematykę związaną z przezwyciężeniem kryzysu i głównymi wadami w budowaniu zjednoczonej Europy. Pozostaje więc pytanie, czy europejscy przywódcy wezmą pod uwagę sugestie ekonomisty i skończy się czas katorżniczego oszczędzania?

Zdjęcia : (cc) nathancongleton/flickr ; Tekst : © dzięki uprzejmości Michela Santiego ; Film: (cc) EcoAtterres/YouTube