Polityka

Milczenie pomników w budapesztańskim Memento Park i Muzeum Terroru

Artykuł opublikowany 21 maja 2012
Artykuł opublikowany 21 maja 2012
Budapesztański Park, wybudowany krótko po upadku komunizmu, upamiętnia ikonografię czterech dekad komunistycznych rządów w węgierskiej stolicy. Z jego skostniałym letargiem kontrastuje tętniące życiem Muzeum Terroru. Czy sytuacja na Węgrzech byłaby dzisiaj inna, gdyby w 1989 wybuchła rewolucja?

Puszyste obłoki powoli dryfują nad wietrznym szczytem wzgórza na przedmieściach Budapesztu. Znajduje się tutaj niewielka miejska osada, a sceneria zdominowana jest przez bramę z czerwonej cegły z odlanymi w brązie postaciami Marksa i Lenina witającymi zaciekawionych gości. Naprzeciw wejścia do budapesztańskiego Memento Park stoi wysoki na 12 stóp (3,5 metra) cokół, a na nim para ponadwymiarowych butów, które niegdyś należały do gigantycznego pomnika Józefa Stalina. „Jesteś pewna, że chcesz tam jechać?” - pyta miejscowy. „Nic tam nie ma. To daleko od miasta”.

Memento

Na terenie ogrodzonego parku pomniki są rozsiane bez zachowania żadnego porządku – chronologicznego czy stylistycznego. Wybudowany w 1993 roku, park, jest w złym stanie, tak jakby powstał w tej minionej epoce i w miarę upływu kolejnych lat miał obrazować jedynie stopniowy rozkład. Poza szczegółowymi plakietkami informacyjnymi pomniki mówią niewiele, chyba że zapłaci się 1200forintów za wycieczkę z przewodnikiem. Grupa fińskich studentów politologii leniwie włóczy się po obiekcie. „Przyjechaliśmy tutaj, aby dowiedzieć się czegoś więcej o komunizmie. Było kiepsko. Nic z tego nie wyszło” - wyjaśniają lakonicznie. Po upadku lokalnego nazistowskiego rządu, podczas II wojny światowej, Węgrzy przeżyli czterdzieści lat pod rządami komunistów, a zaznaczyły się one w społecznej świadomości głównie poprzez stalinowskie represje lat pięćdziesiątych. Kiedy ogromny, wysoki na 25 metrów, pomnik sowieckiego przywódcy w Budapeszcie został w 1956 roku przecięty od stóp w górę, wydawało się, że reżim także został obalony. Jednak podczas dziesiątek lat, które nastąpiły po brutalnym sowieckim odwecie, po roku 1960, państwo doświadczyło spokojnych i trwających bardzo długo rządów komunistycznych, opartych na nudnym społecznym zadowoleniu, sprawiając że Węgry, jak na ironię, stały się „najweselszym barakiem bloku wschodniego”.

Pomysł, żeby umieścić pomniki w parku tematycznym na peryferiach wydawał się być idealnym rozwiązaniem toczącej się w kraju po 1989 roku debaty na temat oczyszczenia przestrzeni publicznej z komunistycznej ikonografii. Była to praktyka stosowana powszechnie przez byłe kraje bloku komunistycznego w procesie pisania swojej historii na nowo, podobnie jak zmiana nazw ulic. Podczas gdy obrazoburcze zdjęcia obalania pomników przywódców – Lenina, Saddama Husseina, Kadafiego – stały się rodzajem szablonowego katharsis w momencie upadku każdego z dyktatorów, na Węgrzech doszło do pozbawionej przemocy, niemal bezszelestnej transformacji w 1989 roku. Bez wystrzałów broni i z niewieloma przypadkami niszczenia komunistycznych symboli, system po cichu rozmontował się sam. „Ciemne plamy historii zostają z tobą, żyją w podświadomości” - mówi Tamás Álmos, 26-letni absolwent socjologii. „Węgierskie społeczeństwo nigdy nie było zmuszone do skonfrontowania się z nierozwiązanymi sprawami z przeszłości. Nasz udział w holokauście został wymazany. Po roku 1989 nigdy nie oglądaliśmy się za siebie. Bierność i obojętną postawę odziedziczyły nawet młodsze pokolenia. Tworzy to przestrzeń dla skrajnie prawicowych ruchów i ich szybkich i prostych rozwiązań złożonych kwestii, służących do zawładnięcia umysłami młodzieży”.

W Muzeum Terroru

Andrássy út to okazała, czteropasmowa aleja i jedna z głównych arterii miasta, niegdyś znajdowało się tutaj więzienie i punkt przesłuchań, w którym urzędowali najpierw naziści, a później komuniści. Obecnie aleja ta pyszni się z powodu szeregu aut marki Audi i BMW, przemykających przed sklepową wystawą Louis Vuittona, natomiast w przeszłości budziła strach w każdym mieszkańcu Budapesztu i przywoływała bolesne wspomnienia o tych wszystkich, którzy zostali zatrzymani i byli tam przesłuchiwani, torturowani i mordowani. Dziesięć lat temu miejsce to zostało przekształcone w imponujące, choć nieco kontrowersyjne Muzeum Terroru.

Zaprojektowane przez znanego projektanta i scenografa Attylę Kovacsa, muzeum to w spektakularny sposób obrazuje zniewalającą moc totalitarnej ikonografii. „Chcieliśmy przekazać odwiedzającym, co tu się wydarzyło, bez słów, jak w niemym filmie, poprzez użycie języka artystycznych instalacji” - mówi Kovacs. W piwnicy, więzienne cele przypominają nam jak musiały czuć się ofiary. Zupełnie jak w filmach Davida Lyncha czy na koncertach Laibacha, w instalacjach Kovacsa dominuje ciemność. Krytycy mówią, że to jedyne muzeum na świecie, które stawia znak równości pomiędzy zbrodniami nazizmu i stalinizmu. Muzeum Terroru to prowokujące arcydzieło. Z politycznego punktu widzenia, publiczna instytucja założona w 2002 roku, w czasie pierwszej kadencji obecnego węgierskiego premiera Viktora Orbana, budzi wiele wątpliwości. Orban wrócił do władzy w 2010 roku, po dwukrotnym sprawowaniu rządów przez socjalistów, i jest liberałem, który został prawicowym konserwatystą. Wielu twierdzi, że dla Orbana antykomunistyczna retoryka to tylko kolejne narzędzie do utrzymania swojej władzy i zdyskredytowania socjalistycznych oponentów z lokalnej areny politycznej. Pod wieloma względami, batalia o polityczną pamięć na Węgrzech stała się także polem bitwy o wpływy w dzisiejszych politycznych sporach.

Symbole przemawiają

Niespodziewana pozostałość po epoce komunistycznej jest usytuowana na Placu Wolności (Szabadság tér). Pomnik upamiętniający żołnierzy Armii Czerwonej, którzy zginęli podczas odbijania miasta z rąk nazistów w 1945 roku, otoczony jest metalowym płotem. Za nim stoi rząd drzew całkowicie zasłaniających podstawę pomnika. Daleki od kiczowatego socrealizmu nadal wznosi się wysoki i dumny marmurowy obelisk; niestety pod względem wizualnym jest nijaki i przeciętny. Naprzeciwko znajoma postać otoczona przez grupę turystów stoi swobodnie. Z rozprostowanymi palcami, stopami na ziemi, kroczy w kierunku sowieckiego obelisku. „To pomnik Ronalda Reagana, byłego prezydenta USA, postawiony dziewięć miesięcy temu” - wyjaśnia miejscowy przewodnik. „Pomógł obalić komunizm. Węgrzy chcieli uhonorować jego dokonania”. Szeroki uśmiech pojawia się na twarzy prezydenta, tak jakby usłyszał.

Amerykański pisarz Robert Musilpowiedział kiedyś, że pomniki są „niewidzialne”. Mijamy je każdego dnia, ale bardziej oddziałują na nas migające na billboardach reklamy niż martwe figury z marmuru i metalu. Musil był w błędzie. To właśnie milczenie politycznych symboli sprawia, że nieprzerwanie naznaczają nasze codzienne życie, zwłaszcza kiedy wiszą „niezauważone” w przestrzeni publicznej. Parę kroków dalej wpadam na twarz znaną z filmu dokumentalnego wyświetlanego w Muzeum Terroru, twarz osoby spokojnie stojącej naprzeciw stalinowskiego prześladowcy tuż przed śmiercią. Teraz jego postać z brązu opiera się o metalową barierkę niewielkiego mostu, stojąc plecami do Reagana i Armii Czerwonej. Opanowany, były premier Imre Nagy wydaje się być zrelaksowany, spogląda w stronę węgierskiego parlamentu stojącego nad brzegiem Dunaju. A końca tej dziwnej, szumiącej węgierskiej debaty pomiędzy politycznymi duchami, pomnikami z żelaza i marmurowymi piedestałami nie widać.

Memento Park, 22. dzielnica (Południowy Budapeszt), na rogu Balatoni út i Szabadkai utca, otwarty od 10 do zmierzchu. Muzeum Terroru, 1062 Budapeszt, Andrássy út 60, otwarte codziennie (oprócz poniedziałków), od 10 do 18.

Artykuł powstał w ramach jednego z projektów cafebabel.com - Orient Express Reporter II - zrealizowanych na Bałkanach w okresie 2011-2012, dzięki finansowemu wsparciu Komisji Europejskiej i Fundacji Allianz Kulturstiftung. Serdeczne podziękowania dla lokalnej ekipy cafebabel.com z Budapesztu.

Fot.: © Vuksa Velickovic dla projektu cafebabel.com pt."Orient Express Reporter II, Budapeszt 2012"; zdjęcie z Muzeum Terroru: © Johann Sebastian Hanel - dzięki uprzejmości Attili Kovacs.