Polityka

Młodzi Europejczycy o miłości, burdelach i Beach Boysach w Kosowie

Artykuł opublikowany 18 marca 2008
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 18 marca 2008
Pomimo braku warzyw i elektryczności, lub właśnie z tego powodu, młodym szwedzkim, holenderskim i francuskim Europejczykom podoba się praca w tym dalekim, od niedawna niepodległym, miejscu w Europie

Niektóre państwa członkowskie UE uznały ogłoszoną jednostronnie 17. lutego niepodległość Kosowa, inne dopiero to uczynią, jeszcze inne nie zrobią tego wcale. Pomimo stanu niepewności politycznej wielu młodych Europejczyków już przybyło w ramach misji NATO, OBWE lub UE do nowo narodzonego państwa lub, jak wolą inni, zbuntowanej prowincji.

Martin, 25 lat, Szwecja

Jego strażnicę wciąż mijają starsze kobiety, zmierzające do miejsca upamiętniającego ich mężów zabitych w wojnie w 1999 roku.

Dwudziestopięcioletni Martin, Szwed, ochrania cerkiew prawosławną w serbskiej enklawie - Gračanica. Lub Graçanicë, jeśli jesteś albańskim Kosowarem. Aby zachować polityczną poprawność i ułatwić poruszanie się, żołnierze KFOR służący w Kosowie w ramach NATO przemianowali główne drogi na nazwy zwierząt. Skręcając więc w lewo z "Drogi Psa" wjedziemy w "Drogę Ryby".

Martin, razem z resztą szwedzkiego batalionu, stacjonuje w Camp Victoria. Jest w Kosowie już od pięciu miesięcy i prawdopodobnie zostanie na dwa lub trzy kolejne. "Przebywamy głównie w bazie, prawie nie obracamy się wśród ludności lokalnej. Dużo trenujemy i oglądamy DVD". Porozumiewa się z miejscowymi przy pomocy tłumacza, kontakty te ograniczają się do jego obowiązków służbowych. Do momentu spodziewanego zresztą wzrostu przemocy po ogłoszeniu przez Kosowo niepodległości, największym zagrożeniem wydawało się być znudzenie. Kilka lat temu żołnierze Norwescy stacjonujący w Kosowie z nudów sfilmowali parodiową wersję piosenki "Kokomo" zespołu Beach Boys.

Żołnierze z Kosowa parodiują piosenkę "Kokomo" Beach Boys

Zapracowali tym samym na pozycję gwiazdy na YouTube oraz na bilet powrotny w jedną stronę do Norwegii. Mieszkańcy wolą jednak, aby żołnierze brali udział w tego typu rozrywkach niż odwiedzali jeden z bardzo wielu domów publicznych, jakie pojawiły się wraz z przyjazdem obcokrajowców.

Huub, 24 lata, Holandia

Dwudziestoczteroletni Holender Huub od prawie trzech lat jest wysłannikiem OBWE zajmującym się prawami człowieka w położonym na zachodzie mieście Pejë/Peć. Opowiada nam historię pokazującą, że miłość w Kosowie, także ta poza domami publicznymi, zawsze ma pewną cenę. Moralność miejscowych jest o wiele bardziej restrykcyjna niż w większej części Europy. Wyznaczana jest przez dawny kodeks moralny, znany jako kodeks księcia Lekë Dukagjini. Pewien obcokrajowiec przebywający w Pejë/Peć przekonał się o tym na własnej skórze kiedy odmówił małżeństwa z lokalną dziewczyną, która zaszła z nim w ciążę. Jego samochód stanął w płomieniach, a on musiał uciekać z Kosowa.

Napis przeciwko misji UE na murze w Mitrovicy - podzielonym kosowskim mieście (zdjęcie: morbin/Flickr)

Huub, który ma już dziewczynę, nie jest więc narażony na ryzyko podpalenia jego własności. Wypełniając swoje obowiązki służbowe często styka się z miejscowymi, przeważnie Albańczykami. "Można nawiązać bardzo dobry kontakt z tutejszymi, wszystko zależy od twojego podejścia. Regularnie spotykam się z moimi kolegami, którzy są albańskimi Kosowarami, byliśmy razem na wycieczce w Albanii. Jednak oni mają już swoje rodziny, więc głównie spędzam czas razem z innymi ekspatami." Relacje z miejscowymi rówieśnikami są jeszcze trudniejsze. "Nie mam żadnego kontaktu z Kosowarami w moim wieku. Ich styl życia jest zbyt odmienny od mojego".

Nie jest to takie trudne do wyobrażenia biorąc pod uwagę jego wysokie zarobki i pozycję, o których większość dwudziestoczterolatków, nawet tych z Europy Zachodniej, mogłaby pomarzyć. Huub koordynuje dwoma zespołami i jako przedstawiciel międzynarodowy nie płaci podatku dochodowego. Brakuje mu prostych rzeczy, takich jak warzyw, bieżącej wody czy elektryczności. "W pierwszą noc kiedy wprowadziłem się do mojego mieszkania, nie było prądu. Siedziałem w ciemnościach myśląc: no to jestem w Kosowie".

Carole i Emmanuel, 29 i 26 lat, Francja

Dwudziestodziewięcioletnia Carole i dwudziestosześcioletni Emmanuel są francuskimi pracownikami biura Komisji Europejskiej w Prisztinie. Choć łączy ich wiele podobieństw, to powody, dla których przybyli do Kosowa są różne. Emmanuel interesuje się rozwojem i wpływem europejskiej polityki zagranicznej. Według Carole, inaczej pracuje się dla Komisji w Brukseli, inaczej w Kosowie. "Poziom stresu jest ten sam, ale tutaj jest bardziej intensywnie, z powodu bezpośredniego kontaktu z partnerami z ministerstw, a także możliwości obserwowania bezpośrednio na miejscu rezultatów naszej pracy".

Carole pracuje nad wprowadzaniem projektów z dziedziny demokratycznej stabilizacji. Dotyczy to także społeczeństwa obywatelskiego, co wymaga stałego kontaktu z Dyrekcją Generalną ds. Rozszerzenia w Brukseli, a także z innymi partnerami w Kosowie. Praca w patriarchalnym społeczeństwie, jakim jest społeczeństwo Kosowa, nie jest dla niej przeszkodą. "Jako kobieta więcej problemów napotkałam pracując w Bośni. Czasami miejscowi chcieli rozmawiać tylko z mężczyznami z naszego zespołu. Inaczej jest w Prisztinie, stolicy, gdzie ludzie są bardziej przyzwyczajeni do pracy z kobietami, zwłaszcza cudzoziemkami".

Emmanuel przyjechał niedawno do Kosowa i wciąż ma, jak mówi, "idealistyczne wyobrażenie tego, czym może być europejska służba dyplomatyczna". Kosowo jest, jak twierdzi, najlepszym miejscem dla kogoś, kto chce zobaczyć europejską politykę zagraniczną w działaniu. "Kosowo jest miejscem dużych możliwości. Jeśli będę w przyszłości startował w konkursie do przyszłej europejskiej służby działań zewnętrznych (European External Action Service), to, że pracowałem w Kosowie na pewno mi pomoże." Ale Kosowo ma wpływ nie tylko na jego karierę. "Mój gospodarz opowiadał mi o swojej przeszłości w UÇK, Armii Wyzwolenia Kosowa. Zabrał mnie do Prekaz, gdzie wojna się rozpoczęła. Dziś widzę już te wydarzenia z osobistej perspektywy."

Zdjęcia w tekście: (PFK), 'EU-MIK' (morbin/ Flickr)