Polityka

Na skraju informacyjnej bańki

Artykuł opublikowany 3 stycznia 2017
Artykuł opublikowany 3 stycznia 2017

W mijającym roku bańka informacyjna była wielokrotnie obwiniana o dzielenie społeczeństwa. Jednocześnie wydostanie się z własnej bańki nigdy nie było tak proste, jak teraz. Wystarczy tylko chcieć. Czyż nie?

Gdy zadzwonił telefon, Jonas z trudem otworzył oczy. Był grafikiem, wolnym strzelcem, i poprzedniego wieczoru ślęczał przed monitorem do bardzo późna. Co prawda zajmując się nie tylko pracą. Nie mógł się na niej skupić mniej więcej od dziewiątej. Zamiast tego klikał w kolejne tytuły przenoszące go od artykułu do filmu video, od postu do sugerowanych treści. „Spodobał ci się ten artykuł? Na pewno zainteresuje Cię też…”. Prognozy wyborcze wyglądały obiecująco dla kandydata centrowego, wszyscy przecież o nim mówili. Wedle wszystkich statystyk był już zwycięzcą. Stawiały na niego nawet te tytuły, których Jonas nie czytywał. Nic już się raczej nie wydarzy. Jonas zamknął oczy.

Gdy następnego ranka obudził go dzwonek komórki, oczy go piekły. Za dużo siedzenia przed moniotorem, pouczył sam siebie. W słuchawce rozbrzmiał głos jego matki, wyraźnie podekscytowanej: „Widziałeś już, Jonasie?" – wykrzyknęła mu euforycznie prosto do ucha – „Twój brat jest na pierwszej stronie!”. Kiedy Jonas zajrzał do swojego newsfeedu, świat nagle legł w gruzach. Jego świat. Więc to „populista“ będzie teraz rządził krajem? Jak to się mogło stać, skoro jeszcze wczoraj wszystkie prognozy były tak optymistyczne? Skoro wszyscy tak pomstowali na populistów? I o jakim materiale z jego bratem była mowa? Na jego ekranie nie było niczego takiego. NICZEGO. Żadnych populistów, żadnego Brexitu, żadnej katastrofy. Tylko zieleń. Wszędzie zieleń.

Filtry innych ludzi

Jonas od miesięcy nie kontaktował się już ze swoim bratem. Jakoś stracili się z oczu. Ostatni raz umówili się na śniadanie gdzieś w połowie drogi. W pewnym momencie jego brat rzucił tekst o „inwazji uchodźców”, który doprowadzał Jonasa do białej gorączki. Drażniły go poglądy, które od jakiegoś czasu prezentował brat. Mieszkał w innej dzielnicy, miał odrębne grono przyjaciół, poruszał się wewnątrz swojej bańki – wszystko widział na czerwono. Wszystko to, co dla Jonasa było zielone. Jonas przestał więc klikać w podejrzane linki od brata, czytać jego posty, zanurzać się w jego świat. Dręczyło go jednak, że właściwie nic już o nim nie wie – co robi, co myśli, co czuje. Czyż media społecznościowe nie miały zbliżać ludzi do siebie?

Jonas był skołowany. Czuł się oszukany. To przez te bańki informacyjne, w których dziś wszyscy żyjemy. Może to dlatego, że łechcą naszą próżność, urządziliśmy się w nich zbyt wygodnie? Algorytmy pozbawiają nas kultury sporu. Separują nas, dzieląc nasz świat pół na pół. A dzieje się tak, chociaż dzisiaj łatwiej niż kiedykolwiek jest uwolnić się od swoich filtrów. Wystarczy parę kliknięć i hop! – już jest się na zewnątrz, już miesza się swój zielony filtr z czerwonym filtrem innych ludzi, z którymi offline najwyraźniej nie ma się żadnej styczności. Online jest to możliwe. Bardziej niż kiedykolwiek. Trzeba tylko chcieć.

Klik. Jonas otworzył stronę gazety, której tytułu nigdy wcześniej nie słyszał. I rzeczywiście: zobaczył swojego brata na samej górze, w pierwszym rzędzie demonstracji popierającej populistycznego kandydata, który niewielką przewagą wygrał jednak wybory. Klik. Lajk. Jonas przedzierał się kolejnymi kliknięciami przez profil swojego brata. Odwiedzał strony, które polubił jego brat, oglądał zdjęcia, znajomych, czytał komentarze. Lajk, lajk, lajk.

Jeszcze filtrujesz czy żyjesz już naprawdę?

A potem wyruszył w drogę. Miał plan. Chciał się zanurzyć w świat swojego brata – nie tylko wirtualnie. Chciał na powrót się do niego zbliżyć, czytać o sprawach, o których on czytał – także offline. Po to, żeby znów nawiązać z nim dialog. Stosunkowo szybko dotarł do granic swojej zielonej bańki. Ale jak się z niej wydostać? Po chwili odnalazł wąziutkie, kręte schody. I maleńkie, prawie niewidoczne drzwiczki. Nigdy wcześniej ich nie zauważył. Może teraz dostrzegł je właśnie dlatego, że zapragnął wyjść? Jedno jest pewne: nigdy dotąd nie próbował. Pewnie wystarczyło tylko chcieć, pomyślał Jonas. I już był na zewnętrz.

Mimo algorytmów udało mu się opuścić bańkę – ponieważ tego chciał. Było mu z tym dobrze. Czuł się panem samego siebie. Wskoczył do pierwszego metra, pojechał do dzielnicy swojego brata. Czy zawsze było tak, że podjęcie dyskusji wymaga wysiłku? Że człowiek lepiej się czuje z jemu podobnymi? Może dawniej to krąg znajomych i tradycje rodzinne były takimi filtrami? Od zawsze przecież sięgaliśmy po takie media i otaczaliśmy się takimi ludźmi, którzy odpowiadali naszym poglądom i przekonaniom politycznym.

Gdy Jonas dotarł wreszcie do dzielnicy swojego brata, wstrzymał na chwilę oddech. Już tak dawno tu nie był. Czy jest jeszcze ten kiosk, przed którym spędzali całe godziny? Chciał kupić tę gazetę ze zdjęciem swojego brata, zanim do niego zapuka. Nadłoży tylko trochę drogi, a pokaże bratu, że potrafi wejść w jego skórę. Kiedy jednak skręcił za róg, gdzie nadal stał ten sam kiosk, okazało się, że wszystkie gazety były zielone – jak on sam.

---

Jasne, 2016 rok był beznadziejny. Nie powinniśmy jednak popadać w depresję. Redakcja postanowiła podsumować mijający rok serią artykułów, którym przyświeca jedna, bardzo prosta zasada: nie ma żadnych zasad. Od kontrowersyjnych opinii, przez post-prawdę, aż po zwyczajną fikcję. Zapnijcie pasy, przedstawiamy Best Year Ever.