Polityka

Nauka w UE: powrót do Wielkiego Wybuchu

Artykuł opublikowany 7 maja 2013
Artykuł opublikowany 7 maja 2013
Kiedy znajdowałam się na położonym na 5000 m n.p.m. chilijskim płaskowyżu Chajnantor, nie tylko relacjonowałam inaugurację drugiego największęgo projektu ludzkości, ale także miałam okazję na przyjrzeć się na nowo narodzinom Europy i uświadomić sobie, jak bardzo urosła ona w siłę.

Tumany kurzu unoszą się nad ziemią, promienie słońca niemiłosiernie parzą ziemię. W środku tego surowego i wciąż nietkniętego ludzką ręką chilijskiego lądu, 16 gigantycznych anten powoli wzbija się ku niebu. To pierwsza europejska antena dla sieci radioteleskopów Atacama Large Millimeter Array (ALMA). To tutaj, na najbardziej wyschniętej pustynii świata, Atacamie, naukowcy z Europy, USA, Azji Wchodniej oraz Chile za pomocą olbrzymich teleskopów doszukują się początków kosmosu, narodzin gwiazd oraz planet.

EUronomia

Robert Schuman, przedstawiając 9 maja 1950 roku swój pomysł zjednoczonej Europy, doprowadził nie tylko do stworzenia ekonomicznej i politycznej wspólnoty wielu narodów oraz do powstania biurokracji, która decyduje o kształcie ogórka, jaki może być sprzedawany w lokalnym supermarkecie. Doprowadził, jak rzekliby astronauci, do "wielkiego wybuchu", który był początkiem całkiem nowego sposobu myślenia. To był moment, dzięki któremu nie tylko minister, który przeżył dwie wojny światowe, ale i cała Europa, poczynili milowy krok. Jego zamiarem było przezwyciężenie dawnych zatargów, zażegnanie sporów i stworzenie czegoś więcej, niż tylko połączenie kilku krajów w jedną całość.

Przebywając w ALMA, udało mi się porozmawiać z francuskim astronomem oraz duńskim inżynierem. Włoch tłumaczył mi, jak działają anteny; udało mi się też spotkać Hiszpanów, Niemców i Brytyjczyków. Europejczycy mają ogromny udział w realizacji projektu, który w przyszłości zmieni naszą percepcję kosmosu. Dążą do tego razem. Wszyscy naukowcy tłumaczyli mi, jak ciężko jest koordynować tak obszerny, międzynarodowy projekt. "50% naszych problemów wynika z kłopotów w komunikacji. Mówimy tu o nieporozumieniach wartych masę pieniędzy", mówiDenis Barkats, naukowiec z Francji.

Inni

Jednak żaden z nich nie wspomina o problemach i szoku kulturowym wewnątrz ESO, europejskiej organizacji powołanej w celu budowy i utrzymywania obserwatoriów astronomicznych na półkuli południowej. Narzekają raczej na trudności w komunikacji z Chilijczykami, Amerykanami lub Japończykami. To, co kiedyś wydawało się niemożliwe, dziś stało się chlebem powszednim. Naukowcy czują się Europejczykami, dzielą wspólne wartości i wiele ich łączy. Można oczywiście znaleźć kontrargumenty i upierać się przy tym, że ESO nie jest bezpośrednio związane z UE - należą do niej bowiem także kraje spoza wspólnoty (np. Szwajcaria), ale to nie ma znaczenia. Ma je raczej fakt, że kryzys, który trawi Europę od 2008, spowodowany jest  nie tylko problemami ekonomicznymi, ale także tożsamościowymi. A nawet gorzej - brakiem tożsamości. 

Widok europejskich naukowców pracujących ramię w ramię obala tę teorię. Bez wątpienia Europa ma wspólną tożsamość. Ona żyje, pulsuje i pozwala swoim obywatelom łączyć siły i tworzyć coś, co w pojedynkę byłoby niemożliwe. Najlepszym na to dowodem jest współpraca naukowców na chilijskich pustkowiach. Jeżeli my, Europejczycy, wspólnie badamy galaktyki, które reprezentują kolebkę kosmosu, to powinniśmy też być w stanie odnaleźć tożsamy punkt widzenia. Po 63 latach potrzebujemy już tylko kilku tysięcy kilometrów, żeby się do siebie zbliżyć, a nie bilionów lat świetlnych. 

Dowiedz się więcej o autorze, śledząc jego publikacje na twitterze.

Ten artykuł jest częścią specjalnego wydania z okazji Dnia Europy, do którego powstania przyczynili się zwycięzcy Studenckiego Forum Dziennikarskiego (FEJS) "Imagining Europe", które miało miejsce w Utrechcie, w kwietniu 2013, we współpracy z cafebabel.com.

Fot.: główna (cc) Kaptain Kobold/ flickr/ official twitter page; w tekście (cc) European Southern Observatory/ flickr