Polityka

Neoburbonowie: aspirujący separatyści z Neapolu

Artykuł opublikowany 30 października 2014
Artykuł opublikowany 30 października 2014

Neoburbonowie śnią o przywróceniu Królestwa Obojga Sycylii z czasów, gdy znamienici władcy z rodu Burbonów rządzili olśniewającym i dumnym Neapolem. Czy ich zapędy to mrzonki, czy kiełkująca rewolucja?

Jeszcze niedawno 17-letnia Laura Noviello należała do ugrupowania Neoburbonów – separatystów z Neapolu, któremu marzy się wskrzeszenie świetności dawnego Królestwa Obojga Sycylii. Jednak gdy podczas demonstracji, która miała miejsce kilka miesięcy temu,  Laura dzierżyła w dłoni flagę Włoch, a nie Burbonów, jej pobratymcy wyrazili swoje niezadowolenie z jej postawy. Po tym incydencie dziewczyna postanowiła ostatecznie rozstać się z ugrupowaniem. Dla niej Włochy stanowią jeden naród, a temat secesji po 150 latach od zjednoczenia państwa nie powinien być w ogóle przedmiotem dyskusji.

Dla tych, którzy Neapol odwiedzają po raz pierwszy wąskie alejki, kilometry sznurów prania i obtłuczone fasady kamienic są ogromnym zaskoczeniem. Radosny harmider trzeciego co do wielkości miasta Włoch niewiele ma wspólnego z szykiem i elegancją Rzymu. Mezzogiorno, jak nieraz nazywa się południe Włoch, jest terenem zubożałym, borykającym się z wysoką stopą bezrobocia. Młodzi ludzie, którzy wierzą, że uda im się rozpocząć karierę właśnie w Neapolu są w zdecydowanej mniejszości. Laura Noviello, która chce zostać archeologiem i pracować w Pompejach jest jedną z nielicznych osób w swoim środowisku, które decydują się na mieszkanie w Neapolu pomimo wszystko. „Moi znajomi twierdzą, że jestem nienormalna” – mówi mi z uśmiechem.

 

Dla młodej Neapolitanki przeszłość tego regionu zawsze była niezwykle istotna. Może właśnie dlatego Laura przyłączyła się do ruchu Neoburbonów. Według niej brak wiary w przyszłość własnego kraju charakteryzująca mieszkańców południowych Włoch wynika między innymi z ich okrojonej wiedzy na temat swojej własnej historii. Większość źródeł włoskiej historiografii rażąco pomija znaczenie południowowłoskiego dziedzictwa. Problem wzbudził zainteresowanie Laury, która niedługo później wstąpiła do Neoburbonów, którzy stawiają się w opozycji do państwa włoskiego i obwiniają ekonomicznie rozwiniętą Północ za pożałowania godną sytuację na Południu. Neoburbonowie tęsknią do czasów Królestwa Obojga Sycylii, a zjednoczenie Włoch z 1861 roku postrzegają jako jeden z największych błędów w historii kraju.

Lepiej byłoby bez Północy

Jednym słowem gdyby Królestwo Neapolu nadal istniało świat byłby lepszym miejscem. Jakże wielką okazją do świętowania byłoby zrzucenie rzymskiego jarzma! Oczywiście, żaden król nie zasiadłby na tronie. Pomimo to, Neoburbonowie nie mogą oprzeć się nostalgii za „złotymi czasami”, kiedy Neapol był absolutnie olśniewający, a jego przemysł rozwijał się w najlepsze. W końcu nostalgiczne powroty do przeszłości to znane remedium na rzeczywiste problemy.

Gennaro de Crescenzo zamawia kawę w Gran Café Gambrinus, luksusowej kawiarni ze złotymi zdobieniami na suficie połżonej w samym sercu Neapolu. Mężczyzna jest przewodniczący ruchu Neoburbonów. „Kiedy przyjrzymy się historii i trendom z przeszłości zauważymy, że bez Północy Południe byłoby dziś w znacznie lepszej sytuacji” - wyjaśnia. Takie stwierdzenia w wielu budzą jednak sprzeciw. Enrico Rebeggiani, profesor ekonomii na Uniwersytecie Neapolitańskim im. Fryderyka II, kontrargumentuje, twierdząc, że „Większość społeczeństwa była uciśniona i żyła w biedzie zarówno przed jak i po zjednoczeniu Włoch”.  

Rebeggiani jest zdania, że ugrupowania podobne do Neoburbonów są odpowiedzią na polityczną inercję. Rząd nie reaguje na wzrost bezrobocia, pogłębiającą się biedę oraz rosnący konflikt pomiędzy północą i południem kraju. „Nasz obecny premier (Matteo Renzi, red.) reprezentuje lewicowe poglądy, ale w rzeczywistości jest tylko młodszą wersją Berlusconiego” – mówi profesor. Wielu obywateli z południowych Włoch nie uważa, by rząd Renziego reprezentował także ich interesy. Jednak zamiast głośno protestować, Włosi dają się znieczulić politycznemu rozczarowaniu.

Neoburbonowie nie mogą być jednak traktowani jako polityczna alternatywa, ponieważ nie wykazują żadnej politycznej aktywności ani ambicji. Woleliby być postrzegani jako ruch kulturowy, nawet jeśli wygłaszane przez nich żądania i poglądy trącą polityką. Gennaro de Crescenzo kładzie na stoliku książkę swojego autorstwa: „Il Sud. Dalla 'Bobonia felix' al carcere di Fenestrelle. Perché non sempre la Storia è come ce la raccontano" („Południe : od «Borbonii Felix» do więzienia Fenestrelle. Dlaczego opowieści o historii nie zawsze są tym, czym sama historia”, red.) wydaną w 2014 roku. Dzięki zabiegom takim, jak promocja podobnych publikacji (zazwyczaj nostalgicznych), demonstracje, organizowanie wydarzeń kulturalnych i wykładów w szkołach, Neoburbonowie chcą propagować alternatywną interpretację historii miasta.

Ukąszone przez tarantulę

Laura zdecydowała się dołączyć do ruchu między innymi ze względu na jego kulturowe inklinacje. Młoda Włoszka odkryła w sobie pasję do tradycyjnych tańców południowych takich jak Taranta, Tarantella, Pizzica i Tammurriata. Często tańczy się je boso i stanowią symbol silnej więzi tancerki z kulturowym dziedzictwem jej społeczności. Tańce opowiadają historie kobiet, które pracując w polu zostały ukąszone przez jadowite pająki, a jedynym antidotum na śmiertelny jad był taniec w rytm tamburynów. Tańczyły tak długo, aż osiągnęły stan ekstazy.

Tańce znów są popularne, ponieważ stały się symbolem rebelii” – tłumaczy Noviello. Rebelii przeciwko promowaniu nowych wartości, globalizacji i odchodzeniu od tradycji. Włoski rząd poświęca Południu zbyt mało uwagi. „Nie ma tu poczucia jedności. Jesteśmy zmuszani szukać pracy na północy kraju, choć tam pracownicy z Południa nie są traktowani poważnie. A przecież to oni napędzają tamtejszy przemysł” – mówi Laura.

Wytańczyć rozwiązanie

Trudno się dziwić, że napięcia we Włoszech wskrzesiły w mieszkańcach kraju secesyjne nastroje. Neoburbonowie nie są jedynym ruchem, który głosi, że południe Włoch radziłoby sobie lepiej bez północy. Bardziej znaną we Włoszech organizacją separatystyczną jest Liga Północna (Lega Nord, red.), która przy każdej możliwej okazji podkreśla, że najchętniej pożegnałaby się z Południem. Oprócz Neoburbonów na Południu działają inne grypy, między innymi Ruch dla Autonomii MpA oraz Sojusz Sycylijski.

Nie ma politycznej odpowiedzi na konflikt północ-południe, z którym Włochy – podobnie jak wiele innych krajów europejskich – obecnie się borykają. Z pewnością z rozsądną propozycją nie wyjdą też marginalne organizacje, takie jak Neoburbonowie, którzy obecnie woleliby skupić się na kwestiach istotnych, jak choćby bojkot Giro d’Italia 2015 – włoskiego odpowiednika Tour de France. Ponieważ wyścig ma przebiegać głównie drogami na północy i w centralnej części kraju, Neoburbonowie chcieliby znaleźć sponsorów gotowych sfinansować „Wyścig Obojga Sycylii”. W końcu - jak twierdzi Laura - świat kocha Neapol, a Włochy tego miasta nienawidzą. 

Artykuł jest częścią projektu Cafebabel „EU In Motion” sponsorowanego przez Parlament Europejski oraz fundację Hippocrène.