Polityka

Nigdy nie mów tego, że nienawidzisz

Artykuł opublikowany 15 listopada 2015
Artykuł opublikowany 15 listopada 2015

[Opinia] Podział na „nas” - obywateli Zachodu, oraz „ich” - Arabów - muzułmanów, nie pomoże w rozwiązaniu problemu, a wręcz przeciwnie – pogłebi podziały. Celem terrorystów jest z pewnością jeszcze większe poróżnienie społeczeństwa europejskiego, któremu służy łączenie piątkowych zamachów z tzw. kryzysem migracyjnym czy sugestie, że przybywający do Europy imigranci to potencjalni terroryści.

Z Paryża - fotograf i dziennikarka Kasia Stręk.

W piątek 13 listopada w Paryżu w sześciu skoordynowanych atakach terrorystycznych zginęło minimum 129 osób, 352 osoby zostały ranne, w tym 99 jest w stanie zagrażającym życiu. We Francji wprowadzony został stan wyjątkowy i trwająca trzy dni żałoba narodowa. Od piątku z całego świata spływają kondolencje i głosy wsparcia w bólu i w walce ze sprawcami tych wydarzeń bez precedensu we współczesnej historii narodu.

Przedwczorajsza noc była szczególna także ze względu na to, jak bardzo dobitnie uświadomiła nam, że nie możemy odgrodzić się od świata zewnętrznego. Żaden naród nie jest samotną wyspą, a wojna rozgrywająca się tysiące kilometrów stąd, czy tego chcemy, czy nie, dotyczy nas wszystkich.

Podział na „nas” - obywateli Zachodu, oraz „ich” - Arabów - muzułmanów, nie pomoże w rozwiązaniu problemu, a wręcz przeciwnie – pogłebi podział, postawi mur i ułatwi radykalizację prześladowanych. Celem terrorystów jest z pewnością jeszcze większe poróżnienie społeczeństwa europejskiego, któremu służy łączenie piątkowych zamachów z tzw. kryzysem migracyjnym czy sugestie, że przybywający do Europy imigranci to potencjalni lub rzeczywiści terroryści.

Ci zamachowcy, członkowie organizacji terrorystycznej IS – która nie jest przecież uznawana przez którekolwiek z państw arabskich czy muzułmańskich – są wojownikami używającymi religii jako przykrywki pozwalającej zabijać i sięgać po władzę. Prowadzona przez nich święta wojna dżihadu ma mniej więcej tyle wspólnego z islamem wyznawanym przez przeciętnego europejskiego muzułmanina, co wyprawy krzyżackie z współczesną nauką chrześcijańską.

Francuskie media i portale społecznościowe od wczoraj przestrzegają, by za zamachy terrorystyczne nie obwiniać muzułmanów żyjących na terenie Europy oraz przybywających wciąż imigrantów. Nie można wykluczyć ewentualności, według której część z przybywających imigrantów może mieć kontakty z terrorystami. Jednocześnie, nie można zapominać o tym, że styczniowych zamachów dokonali terroryści narodowości francuskiej, a minimum jeden z zidentyfikowanych przedwczoraj zamachowców był Francuzem. Sytuacja jest bardzo skomplikowana i bezmyślne upraszczanie jej na pewno nie pomoże w odpowiednim zrozumieniu. Chęć zemsty, wskazania winnych i złe emocje są naturalne. Ich źródłem jest strach. Właśnie tego chcą terroryści z IS, którzy wczoraj, w piątkowy wieczór, w samym sercu najżywszych i najbardziej towarzyskich dzielnic miasta, zaatakowali stolicę Francji.

Imigranci, rzeczywiście w dużej części młodzi mężczyźni, którzy torują drogę dla dołączających do nich kobiet i dzieci, ale także całe rodziny i osoby starsze, uciekają przed codziennymi i trwającymi od kilku lat zmultiplikowanymi zamachami. Piątkowe wydarzenia w stolicy Francji to jedynie drobna cząstka tego, co stale przeżywają Syryjczycy i Irakijczycy w ich własnych krajach. Ryzykują wszystko: zdrowie, godność ludzką, życie swoje i swoich dzieci, by dostać się na wymarzony Zachód, gdzie w ogromnej większości pragną tylko normalnie mieszkać i pracować.

Nie karzmy ofiar za winy ich oprawców. Ksenofobia i rasizm wynikają ze strachu. W wypadku kraju takiego jak Polska, niezwykle jednolitego pod względem etnicznym i wyznaniowym, ze strachu przed nieznanym. Tutaj, w Paryżu, w samym centrum wydarzeń, nie słychać jednak głosów nienawiści, strachu i ksenofobii. Jest natomiast chęć zjednoczenia się, słowa odwagi i gesty otuchy. Solidarność z ofiarami.

Wyśmiewana przez wielu polityka wolności, równości i liberalizmu, potocznie nazywana polityką „multikulti”, jest esencją i sercem tego społeczeństwa. Społeczeństwa, które bez różnorodności nie stworzyłoby tak bogatej kultury, nie wykształciłoby sztuki współczesnej myśli i filozofii. Jedność obywateli, niezależnie od ich koloru skóry, wyznania czy orientacji seksualnej, leży w definicji narodu i w dniu takim, jak dzisiejszy jest widoczna bardziej, niż w jakimkolwiek innym momencie.

Ryszard Kapuściński w „Imperium”, w passusie powtarzanym dzisiaj poprzez portale społecznościowe, pisał o trzech grożących światu plagach. Pierwszej – pladze nacjonalizmu. Drugiej – rasizmu i trzeciej – pladze religijnego fundamentalizmu. Ich wspólnym mianownikiem jest agresywny, wszechwładny i totalny irracjonalizm. „Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka na ofiary… Umysł tknięty taką zarazą to umysł zamknięty, jednowymiarowy, monotematyczny, obracający się wyłącznie wokół jednego wątku – swojego wroga. Myśl o wrogu żywi nas, pozwala nam istnieć. Dlatego wróg jest zawsze obecny, jest zawsze z nami”.Do tych plag ja dodałabym jeszcze jedną, plagę ignorancji.

W Polsce, kraju bezpośrednio nie zagrożonym ani masowym napływem imigrantów z Syrii, Iraku, Afganistanu czy Erytrei, ani potencjalnymi atakami terrorystycznymi, przeraża sposób, w jaki obywatele - także ci wykształceni i o umiarkowanych poglądach - poddają się władzy przemocy i niechęci do innych. Przerażają także wypowiedzi niektórych polityków, wykorzystujących bestialstwo zamachowców do swoich celów i do zwiększenia własnej popularności. Mimo to, tak jak nie pozwalają na to tysiące dotkniętych tragedią Francuzów, także i my nie pozwólmy, by nasze serca i umysły wypełniły się strachem i nienawiścią, które kierowałyby naszymi myślami, słowami i zachowaniem. Przed wyrażaniem uproszczonych, krzywdzących i rasistowskich opinii, którymi wypełniony jest dziś w Polsce internet, a nawet niektóre media, pomyśl, poczytaj, zastanów się. Poddając się panice i ksenofobii, bezwiednie stajesz się narzędziem w rękach terrorystów, którzy właśnie poprzez krzewienie wszechobecnej nienawiści, przerażenia i chaosu chcą zawładnąć Europą i zachodnim światem. Postępujmy raczej w myśl wyświetlanych dziś w całym Paryżu na znakach informacyjnych słów: nie bójmy się i wspólnie odpowiedzmy terrorowi, celebrując przyjaźń i radość życia. Ponieważ miłość do swoich nie jest przecież i nie powinna wyrażać się nienawiścią kierowaną do innych.  

T.Love - nie nie nie