Polityka

Nowa fala germanofobii w Europie

Artykuł opublikowany 16 grudnia 2011
Artykuł opublikowany 16 grudnia 2011
Głosy oskarżające kanclerz Niemiec – Angelę Merkel – o bezczynność podczas kryzysu euro oraz o przyczynianie się do tworzenia „zbyt niemieckiej” wspólnoty europejskiej, nie tylko rozbrzmiewają coraz głośniej, ale stają się też coraz bardziej niebezpieczne, coraz bardziej zjadliwe.

„Europa niemiecka”. Oto nazwa-widmo która prześladuje Stary Kontynent. Za kanałem la Manche, Nigel Farage, polityk prawicowej, populistycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), nie jest w stanie pogodzić się z konceptem „Europy zdominowanej przez Niemcy”. Jak donosi Daily Telegraph, Niemcy będą chciały „zdobyć” całą Europę. Podobne głosy oburzenia można usłyszeć we Francji, gdzie jeden z ministrów najzwyczajniej nie może zaakceptować wizji Niemiec, które próbują ustanowić siebie jako lidera.

Skąd nagle wyłania się ta germanofobia? W rzeczywistości, głównym tematem obecnej debaty europejskiej jest nie sama „germanofobia”, co rola Niemiec w Unii Europejskiej. Niemcy są motorem nadającym bieg UE, tylko one są na tyle silne finansowo, aby pomóc zadłużonym krajom europejskim. To z tego powodu mówi się, że los waluty euro – tj., jej ratowanie, a w najgorszym wypadku jej „zatonięcie”, postrzegany jest jakby był w rękach Niemców. Całkiem niedawno, aby zapobiec załamaniu się strefy euro, interweniował Radosław Sikorski. Polski Minister Spraw Zagranicznych zachęcał niemiecki rząd do podjęcia kroków w sprawach dotyczących reform europejskich.

"Witamy w Czwartej Rzeszy”

Problem numer jeden - w zamian za większą pomoc finansową, Merkel wymaga bardziej spójnej kontroli krajowych systemów gospodarczych. U niejednych wywołuje to nazistowskie aspiracje z przeszłości. Daily Telegraph relacjonuje: „Tam, gdzie Hitler nie zdołał odnieść sukcesu przy użyciu środków militarnych, współcześni Niemcy starają się zwyciężyć niosąc pomoc handlową i dyscyplinę finansową. Witamy w Czwartej Rzeszy”. 

Populistyczny szwargot obecny także w Niemczech

W Wielkiej Brytanii, „delikatność” Volkera Kaudera, przewodniczącego niemieckiego klubu parlamentarnego konserwatywnej Unii Chrześcijańsko - Demokratycznej (CDU), przyczyniła się do pogorszenia sytuacji, gdy w lutym tego roku, uciszył krytykę w sprawie domniemanego brytyjskiego egozimu tymi oto słowami: „od teraz w Europie mówi się po niemiecku”.

Brytyjskie media nie mogły nie zainterweniować. Daily Mail opublikował to zdanie na jedynce, dołączając do niego odniesienie do Josepha Goebbelsa - ministra nazistowskiej propagandy.

Ale ten, kto mieszka w szklanym domu, nie powinien być pierwszym oskarżycielem. Niemieccy komentatorzy nie przebierają w słowach. Na blogu Sprengsatz, czytamy, że zachowują się jak „słoń w sklepie z europejską porcelaną”.

Nie dziwi więc fakt, że słowa krytyki wobec Niemiec mnożą się w skali europejskiej.

W Grecji, dawnej ofierze okupacji nazistowskiej, dziennikarze posunęli się nawet do przechrzczenia Horsta Reichenbacha, wysokiego urzędnika UE (który sprawuje funkcję przewodniczącego grupy roboczej do spraw Grecji) „Troisième Reichenbach” oraz nadania zdjęciom jego biura tytułu „Nowa Centrala Gestapo”. Także Grecy regularnie sprzeciwjają się temu, co postrzegają jako niemieckie narzucenie, maszerując w mundurach nazistowskich.

Co do hiszpańskiego dziennika ABC, ten nie szczędzi słów krytyki, twierdząc, że Merkel ma „prawie taką samą wizję UE jak hiszpański bezrobotny, grecki rolnik, duńska gospodyni lub tokarz w Daimler-Benz”. Według włoskiego magazynu Il Sole, Niemcy są w trakcie zamykania się w „wieży z kości słoniowej”. Rumuński dziennik Dilemaveche nie zawahał się przyznać duetowi „Merkozy” ,Oscara w kategorii „najlepszy protagonista” filmowi z gatunku horror 2011 r. pt. „Odyseja budżetowa”. Nawet w Niemczech, Merkel jest ganiona we własnych szeregach.

Strategia kanclerz Niemiec rzeczywiście może wydawać się bezlitosna w oczach innych krajów europejskich. Czy Merkel nie myśli tylko własnych interesach, podczas gdy inne państwa członkowskie i waluta euro ryzykują „zatonięciem” ?

Oczywiście, plan działania Merkel nie jest pozbawiony ryzyka politycznego - grozi nam nie tylko podział Unii Monetarnej, ale całej UE (takie chaotyczne scenariusze są już powszechnie rozważane przez brokerów). Państwa UE, obawiają się utraty suwerenności i zmartwychwstania hitlerowskich Niemiec.

Kiedy przeszłość dogania Niemcy ...

Niemcy obecnie pełnią rolę europejskiego kozła ofiarnego. Niektórzy francuscy i brytyjscy czytelnicy krytykują reakcję swoich krajów, które przypisują Niemcom odpowiedzialność za błędy. Zapominają jednak o tym, że te błedy są jednak wspólne.

Według Boris Johnson, brytyjskiego polityka prawicowego, „Niemcy dorastają do takiej roli ze względu na swoją władzę gospodarczą i konieczność polityczną”. Według Joschki Fischera, byłego Ministra Spraw Zagranicznych, Niemcy nie są w sytuacji „win-win”, ale „can't win”, ponieważ „kiedy Niemcy wkraczają do akcji, pojawia się strach przed Niemcami, które zdominują kraje o słabszej pozycji na arenie międzynarodowej. Kiedy Niemcy z kolei nie reagują, pojawia się strach, że Niemcy od Europy po prostu się odwracają”.

W każdym jednak razie, Merkel stara się trzymać swoje plany z dala od UE. Według jej koncepcji, to dyscyplina finansowa, której żąda, ma umożliwić powrót do spokoju i stabilizacji rynków oraz UE. Ale kanclerz podkreśla również, że pozostałę państwa europy nie zauważyły, że Niemcy rozdają pieniądze i że tylko jedne, silne gospodarczo Niemcy są w stanie im pomóc. Początkowo strategia Merkel przynosiła zysk. Państwa słabe finansowo zajęły się swoimi finansami publicznymi ku radości rynków finansowych. Do czasu pojawienia się następnych katastrofalnych wiadomości.

Jeżeli Niemcy pozostaną dalej uparte i będą dążyć do przyspieszenia likwidacji euro, przyszłośc Europy będzie ponura, lub wręcz unicestwiona. Francuscy politycy przytaczają jedynie mroczne, żałosne detale, mówiąc o „katastrofie” (Jacques Attali), „śmierci przez uduszenie” (Jean-Louis Bourlanges) lub jeszcze o „końcu narodowej demokracji” (Jacques Myard). Na szczęście możemy się doszukać jednomyślności chociażby w jednym punkcie. Niemcy niewątpliwie mają rolę do odegrania w przyszłości Europy. Francuski dziennik Le Monde zauważa, że przyszłość Starego Kontynentu jako całości w rękach Niemców. Zapomina się jednak o kluczowej kwestii, a mianowicie o tym, że same tylko Niemcy nie uratują Europy.

Fot.: główna (cc)Pentadact/flickr; Wideo (cc)europarl/YouTube