Polityka

Oczyszczająca „rzeka” greckiej polityki

Artykuł opublikowany 19 listopada 2014
Artykuł opublikowany 19 listopada 2014

Jeden z najbardziej znanych greckich dziennikarzy Stavros Theodorakis postanowił wejść do polityki i założył To Potami, czyli Rzekę - partię, która stała się politycznym objawieniem sezonu. Choć orientacja proeuropejska i odejście od utartych politycznych podziałów to jedne z ich znaków szczególnych, formacja nie unika krytyki i sceptycyzmu wobec głoszonego przez siebie wezwania do odnowy.

Stavros Theodorakis nie jest klasycznym liderem politycznym. W T-shircie i z plecakiem pokonuje ateńskie korki na rowerze. Obycie z kamerami zawdzięcza swojej długiej karierze dziennikarza telewizyjnego. Przewodzi Το Ποτάμι (To Potami, po polsku Rzeka, red.), najmłodszej partii politycznej, która błyszczy na greckiej scenie politycznej. W zaledwie trzy miesiące formacja zdobyła 6,6% głosów w majowych wyborach europejskich.

Wybuch kryzysu gospodarczego, który szczególnie dotkliwie odczuwany jest w Grecji, sprzyjał narodzinom licznych partii politycznych o różnorakich ideologiach, które jednak często znikały szybciej, niż się pojawiały.  „W pewnym momencie do gry wkroczyła To Potami” - opowiada Angelikí Berbilini, dziennikarka polityczna tygodnika Athens Voice, „i przybyła, by zetrzeć się z partią SYRIZA (radyklaną lewicą) o głosy sympatyków centro-lewicy osieroconych po upadku PASOK-u”.

Taki sukces nowej partii jest jeszcze bardziej zaskakujący, jeśli wziąć pod uwagę, że od upadku dyktatury wojskowej w 1974 roku rządy w Grecji sprawowane były naprzemiennie przez socjaldemokratyczny PASOK i chadecką Nową Demokrację. Taka sytuacja polityczna doprowadziła do powstania kasty. Dla przykładu: w ciągu 40 lat demokracji przez 24 lata urząd premiera sprawował ktoś o nazwisku Papandreou lub Karamanli. Celem To Potami jest zmiana tego stanu rzeczy poprzez rekrutację osób spoza środowiska politycznego. „To Potami tworzy krajowa elita: profesorowie, naukowcy, artyści i sportowcy. W partii nie ma ani jednego zawodowego polityka”, podkreśla Dimitris Fyssas, również dziennikarz Athens Voice. „Nie mają problemu z przeszłością, a co najważniejsze - każdy z nich wypowiada się tylko na temat dziedziny, w której się specjalizuje” - mówi Fyssas.

Mimo wszystko niektórzy uważają, że nowe nazwiska niczego nie gwarantują. „Problemem nie są ludzie, tylko system i instytucje” - zaznacza Mary Karatza Place Identity, projektu, którego zadaniem jest zwiększenie udziału ludzi w procesie decyzyjnym. „To Potami rozczarowuje mnie stwierdzeniami typu: «my jesteśmy dobrzy, oni - źli». Problem nie skończy się zastąpieniem jednych drugimi nawet jeśli są teoretycznie lepsi. Potrzebna jest zmiana systemowa” - dodaje. Karatza uważa, że wina za ten stan rzeczy tkwi w greckiej Konstytucji z 1975 roku. Nazywa ustawę pustym tekstem, którym rząd z łatwością może manipulować. „Theodorakis musi być odważny i jasno powiedzieć: potrzebujemy nowej Konstytucji. Ona tylko podtrzymuje brak przejrzystości i nie wypływa korzystnie na rozwój społeczeństwa”.

Jednak Place Identity ma dla Theodorakisa i jego partii nie tylko słowa krytyki. Stephania Xydia, współtwórczyni projektu, przyznaje, że To Potim jej się podoba. „Mogę pochwalić Throdorakisa z dwóch powodów: po pierwsze ponieważ przemierzył Grecję, żeby wsłuchać się w potrzeby społeczeństwa, po drugie, bo stawia dobre pytania" - tłumaczy. W tej kwestii zgadza się z dziennikarzami Athens Voice - charyzma Stavrosa Theodorakisa jest kluczowa dla dobrych wyników wyborczych partii. 

Podczas pierwszej wizyty w biurze partii można pomyśleć, że jest się w przestrzeni coworkingu – przy każdym ze stołów siedzi kilka osób ze swoimi laptopami. To tam przyjmuje mnie Lina Papadaki, rzeczniczka prasowa partii, która wcześniej pracowała z Theodorakisem. „Lata temu zaczynaliśmy od kręcenia krótkich filmów dokumentalnych dotyczących różnych spraw społecznych. To właśnie wtedy, gdy byliśmy świadkami tylu historii, narodziła się idea stworzenia partii” - opowiada wśród biurowego zgiełku. „Stavros zauważył, że ludzie prosili go, żeby zrobił coś więcej” - opowiada. I wtedy zobaczyłem człowieka, o którym wszyscy mi opowiadali, Stavrosa Theodorakisa we własnej osobie. Spacerował po biurze w T-shircie. Może sobie nosić koszulkę i plecak nie przestając być liderem politycznym, ale mógłby się chociaż zatrzymać i przywitać z zagranicznym dziennikarzem, który przyjechał, żeby spróbować zrozumieć, w jaki sposób on i jego ekipa stają się objawieniem greckiej polityki.

Rodis Sabbakis to młody członek ekipy, który pracował przy kampanii Giannisa Boutarisa, popularnego burmistrza Saloników, drugiego co do wielkości miasta w kraju. Jedna z pierwszych rzeczy, na którą zwraca moją uwagę to doskonale wyczuwalna dobra atmosfera w partii. Pokazuje mi swoje krótkie spodenki – dowód na to, że każdy może tu przyjść ubrany tak, jak mu się podoba. Rodis jest dumny z pracy dla To Potami, partii łączącej idee socjaldemokratyczne z liberalnymi, ale bez określania się jako prawica lub lewica. Zapytany o niechęć, z jaką partia spotkała się z powodu odcięcia się od tradycyjnych podziałów, Sabbakis przyznaje, że to logiczna reakcja. „To zrozumiałe, ale prawdą jest też, że kształtowanie swojej tożsamości jest dużo łatwiejsze, kiedy trzeba się mierzyć z ciągłymi atakami”mówi, po chwili dodając: „ale w Parlamencie Europejskim przyłączyliśmy się do grupy Socjalistów i Demokratów, co wiele mówi o naszej pozycji na scenie politycznej”. I rzeczywiście, dwóch eurodeputowanych formacji przyłączyło się do grupy socjalistycznej jako członkowie niezależni. Partię chwalił też kandydat na Przewodniczącego Komisji Europejskiej z ramienia Partii Europejskich Socjalistów, Martin Schulz, nazywając To Potami ugrupowaniem „postępowym, poważnym i pro-europejskim”, które „współpracuje w walce z siłami zła”.

Nienazwane przez Schulza siły zła w pewnym sensie widoczne są na ulicach. Spacer po ulicach Aten jest jak wycieczka po muzeum plakatu i graffiti, z których wiele ma charakter polityczny. Na jednym z nich, podpisanym przez grupę bojowników skrajnej lewicy, AKEP, To Potami zostaje przyrównane do rządzącej Nowej Demokracji i PASOK-u jako trzy gałęzie tego samego drzewa. „Błędem jest określanie nas jako część systemu” - stwierdza Rodis, kiedy pokazuje mu zdjęcie. „Ale znaczy to też, że coś robimy dobrze” - dodaje.

Na tyle dobrze, że sondaże dają im dużo nadziei. 6,6% poparcia uzyskane w wyborach europejskich urosło już do poziomu 9,5% według badania opublikowanego niedawno przez prestiżową pracownię Public Issue, co daje partii trzecie miejsce i zwycięstwo nad skrajnie prawicowym Złotym Świtem. „Gdyby wybory odbyły się jutro, bylibyśmy gotowi do startu” - mówią Lina Paparaki i Rodis Sabbakis z biura partii. Potwierdzenie znajduję również w redakcji Athens Vocie. „Dotrwają do wyborów” - komentuje Dimitris Fyssas, „i być może wszystko będzie dążyć ku sytuacji, w której To Potami stanie się częścią wielkiej zmiany w Grecji”. Pozostaje tylko czekać na to, aż rząd obecnego premiera, Antonisa Samarasa, postanowi zwołać wybory, prawdopodobnie na wiosnę 2015 roku, żeby sprawdzić czy ta rzeka, tak pozornie czysta, przejrzysta i dobrze kierowana zdoła zatopić falę radykalizacji społeczeństwa i życia politycznego w Grecji.

Artykuł jest częścią edycji specjalnej poświęconej Atenom i został zrealizowany w ramach projektu Cafebabel „EU In Motion” sponsorowanego przez Parlament Europejski oraz fundację Hippocrène.