Polityka

Polityka obronna Europy: jak zraniony ptak

Artykuł opublikowany 3 czerwca 2009
Artykuł opublikowany 3 czerwca 2009
Wraz z powstaniem Unii dla Śródziemnomorza, Europa po raz kolejny pokazała swoje przywiązanie do dyplomacji. Czy jednak polityka zagraniczna takiej potęgi jak UE może się ograniczyć do rozmów?

Robert Kagan w swojej książce "Potęga i słabość" porównuje Europę i Stany Zjednoczone na podstawie polityki zagranicznej obu państw. Według autora, Amerykanie mieliby wywodzić się od Marsa, króla wojen z mitologii rzymskiej i w przypadku konfliktów zagranicznych uciekaliby się raczej do walki zbrojnej. Europa, natomiast, pochodząc od Wenus, miałaby tendencję do pokojowego rozwiązywania sporów na drodze negocjacji.

Działania zbrojne kontra "soft power"

Europejska polityka zagraniczna jest bez wątpienia silnie nasycona wartościami, takimi jak prawa człowieka czy demokracja, które uważa za uniwersalne. Jednakże działania Unii Europejskiej nie mogą ograniczać się tylko do rozmów, jak słusznie zauważa Szwed, Jesper Haglund, polityczny doradca przy Komisji Rozwoju w Europarlamencie. Jej potęga powinna tkwić w umiejętności użycia siły w razie konieczności i "po uprzednim oszacowaniu wszelkich możliwych konsekwencji takiego działania, jak również niepodjęcia tego typu akcji", dodaje Haglund. Innymi słowy, Europę wyróżnia zdolność dokonywania wyborów.

"Silne środki"

Dlatego właśnie, żeby wesprzeć politykę zagraniczną, Europa powinna użyć "silnych środków", uważa Diego Lopez Garrido. Oznacza to więc "zacieśnienie współpracy w prowadzeniu polityki bezpieczeństwa i obrony narodowej zarówno na poziomie politycznym jak i wojskowym (oraz cywilnym)", podsumowuje Haglund. Jednak, koniec końców, "każde państwo członkowskie ma prawo samodzielnie decydować o roli swojej armii", dodaje, dlatego perspektywa "europejskiego wojska i wspólnej polityki obronnej w Europie wydaje się być odległa".

Zwalczyć międzynarodowy terroryzm

Mimo, że Europa "nie ma wrogów, w wojskowym znaczeniu tego słowa, terroryzm pozostaje poważnym problemem", kontynuuje Haglund. Podczas sesji letniego Uniwersytetu w kraju Basków, hiszpański sekretarz stanu ds. Europy Diego Lopez Garrido przedstawił problem międzynarodowego terroryzmu jako jeden z priorytetów UE, na równi z walką przeciw rozpowszechnianiu broni atomowej i problemem krajów ubogich.

Jednakże "jest to trudne, a wręcz niemożliwe, aby z nim wygrać w bezpośredniej walce" zaznacza Haglund, "lepsze efekty w zwalczaniu terroryzmu przynoszą akcje mające na celu zbliżenie państw, regionów kulturowych i religii, a także zmniejszenie różnic pomiędzy krajami i populacjami bogatymi i biednymi". Stawia dialog przed ślepą akcją zbrojną. Raz jeszcze okazuje się, że "kwestia obrony Europy nie jest problemem ekonomicznym, ale politycznym" utrzymuje Vincent Palacio, zastępca dyrektora madryckiego think-tanku OPEX.

Uważa on również, iż niezbędne jest zdefininiowanie celów priorytetowych, a także wprowadzenie zmian na arenie międzynarodowej. Szczególnie chodzi o ponowne określenie relacji Unia Europejska - Stany Zjednoczone w ramach NATO, tak aby przestać "płacić za amerykańskie błędy".