Polityka

Proces Berlusconiego – histeria na placach i demokracja w samych majtkach

Artykuł opublikowany 22 lutego 2011
Artykuł opublikowany 22 lutego 2011
Milion kobiet demonstrowało w obronie kobiecej godności, przy aprobacie partii opozycyjnych. Setki zwolenników Berlusconiego urządziło pikiety przed budynkami sądów, inni bronili prawa do „pokazywania się w majtkach” i do „bunga bunga”, jako środków do osiągnięcia politycznego i telewizyjnego sukcesu.
Jak dotąd pewna jest tylko decyzja mediolańskiego sądu – z uwagi na niezaprzeczalne dowody nadużycia władzy i korzystania z prostytucji nieletnich, 6 kwietnia Berlusconiego ma stawić się przed obliczem trzech sędzin. Czeka go rozprawa w trybie przyśpieszonym. Oto analiza obu tych frenetycznych demonstracji.

Od kiedy była żona premiera Berlusconiego, Veronica Lario, wysłała do dziennika „La Reppublica” list, w którym domagała się od małżonka oficjalnych przeprosin za swą rozwiązłość, publiczna debata na temat roli kobiety wypełniła się okrzykami: Wstydź się!

Do przeczytania na cafebabel.com: Era Berlusconiego: tam, gdzie niemożliwe staje się możliwe

Jesteś żonaty ale, jako postać publiczna, pchasz się na telewizyjne gale, gdzie komplementujesz byłe subretki (które zrobiłeś ministrami w twoim rządzie) - wstydź się! Masz siedemdziesiąt lat i chodzisz na osiemnastki - wstydź się! Wy, dziennikarze, dopatrujecie się wszędzie zepsucia - wstydźcie się! Premier urządzający erotyczne zabawy w swej rezydencji w Arcore - wstydź się! Zadający się z prostytutkami. Z nieletnim. „Berlusconizm” promuje traktowanie kobiecego ciała w sposób przedmiotowy. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd! To wy się wstydźcie - lewicowi purytanie! I tak pośród tego całego oburzenia przyszedł czas na podwójną manifestację: tę z 12 lutego, zorganizowaną w obronie Silvio Berlusconiego przez dziennikarza, Guiliana Ferrarę, i tę z niedzieli 13 lutego, kiedy to kobiety w różnym wieku, o różnych poglądach politycznych i pochodzące z różnych środowisk, przemaszerowały w obronie godności kobiety.

W majtkach lecz żywi

Pierwsza z nich, pod hasłem „W majtkach, lecz żywi”, odbyła się w Mediolanie. Wymierzona była w „neopurytańskich lewicowych bigotów”, którzy od wybuchu afery „Rubygate” nie przestają dąć w trąby skandalu; była to forma wyrażenia sympatii i poparcia ze strony Giuliano Ferrary, dyrektora naczelnego dziennika „Foglio”, Ivy Zanicchi, eurodeputowanej z partii Pdl (niegdyś piosenkarki i prezenterki telewizyjnej) oraz Ignazia La Russa, ministra obrony.

Jeśli nie teraz, to kiedy?

U źródeł drugiej manifestacji, pod hasłem „Jeśli nie teraz, to kiedy?”, leży akcja zbierania podpisów sprzeciwu wobec królującego we Włoszech wizerunkowi kobiety - obiektu seksualnego, zapoczątkowana przez redaktorkę naczelną dziennika „L'Unita”, Concitę de Gregorio. Protesty (z udziałem osobistości politycznych i intelektualistów, również ze świata teatru) miały miejsce w wielu włoskich miastach, od Mediolanu po Rzym, Neapol i Palermo, a nawet w wielu europejskich stolicach, od Paryża po Honolulu. Manifestujące kobiety zjednoczyły się w okrzyku: Basta! I oczywiście: Wstydź się!

Nieistotne, że Giuliano Ferrara (komunista w sześćdziesiątym ósmym, a w latach dziewięćdziesiątych minister w rządzie Berlusconiego), który teraz wychwala pod niebiosa męskość i majtki premiera, jeszcze nie tak dawno prowadził wojnę pro-life przeciw aborcji i w obronie praw dziecka poczętego. Nieważne też, że poparł on rządową inicjatywę zaostrzenia dekretów wymierzonych w uliczną prostytucję. Jeszcze większą błahostką jest to, że sekretarz związków zawodowych Cigl [jeden z najwiekszych syndykatów we Włoszech i też najbardziej lewicowy], Susanna Camusso, zebrała owację tysięcy uczestniczek demonstracji, podczas gdy zaledwie miesiąc nikt nie wspomógł jej w obronie praw robotników z fabrykiFiata w Mirafiori – opuścili ją nawet przez przedstawiciele centrolewicy - zupełnie jakby w tamtej fabryce wcale nie pracowały kobiety. Banał! Magnetyzm demonstracji. Lub też - piruety włoskiej polityki, bez paradoksów i widocznych sprzeczności.

W Rzymie 200.000, na Piazza del Popolo.

Podczas gdy protestujący rywalizują na poparcie znanych osobistości, a w politycznych talk show trwają dyskusje, czy Ruby urodziła się w roku 1992 czy w 1991, prawicowi felietoniści twierdzą, że „bunga bunga” to żadne przestępstwo; z kolei lewicowi dziennikarze przypominają, że seks z nieletnimi to ciężki zarzut. Jest nim również telefon na posterunek policji (wykonany przez Berlusconiego w sprawie Ruby), z żądaniem wypuszczenia oskarżonej o drobne kradzieże Marokanki i przedstawiający ją jako wnuczkę Mubaraka (a pomyśleć, że dziś nazwisko Mubaraka już by nie zadziałało, zresztą jak i Ben Alego czy Boutefliki! – przyp.red. )

Protest mieszczański

We Włoszech, gdzie dziś rozprawia się o tym, co jest moralnie słuszne, a co nieprawe, o wolności samostanowienia kobiet, na temat prawa i roli ciała w zaawansowanej demokracji, zdaje się, że publiczna i polityczna debata musi koniecznie dotyczyć centymetrów odsłoniętej nogi na bilbordzie reklamowym. A co, jeśli to niezadowolenie to coś więcej niż wojna płci? A jeśli tu nie chodzi o zwykły skandal obyczajowy, ale o biedę? Nie, to nie w tym problem. Ci na placu mają jeszcze chleb, niektórzy nawet i drożdżówki. Głos narodu natomiast pozostaje niesłyszalny.

Fot. © Francesca Magistro. Video: Mediolan, Il Fatto Quotidiano/Youtube; Bruksela, ©  Giovanni De Paola