Polityka

Schulz nowym przewodniczącym EP: Martin kto?

Artykuł opublikowany 27 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 27 stycznia 2012
Raz, dwa, trzy i do przodu. Martin Schulz - nowy przewodniczący Parlamentu Europejskiego - nie przepuści żadnej dyskusji.

Martin Schulz ma nowe zajęcie. Jeszcze wczoraj był przewodniczącym Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D) w Parlamencie Europejskim, dziś jest juz przewodniczącym tego ostatniego. Według Silvia Berlusconiego Niemiec sprawdziłby się nie tylko tam: “Panie Schulz, mamy we Włoszech pewnego producenta, który kręci akurat film o nazistowskich obozach koncentracyjnych. Polecę mu pana do roli kapo [więzień, który nadzoruje innych więźniów w obozie koncentracyjnym], byłby pan wprost doskonały” - dogryzł Schulzowi w 2003 – po tym, jak ten ostro skrytykował wszechwładzę włoskiego premiera w polityce i mediach. Oczywiście papa Berlusconi nie miał nic złego na myśli, ot niewinny żarcik, którym nie warto zawracać sobie głowy.

Z kolei brytyjski europoseł - Godfrey Bloom - nie miał najmniejszego zamiaru przekonywać, że jego słowa zostały źle zrozumiane. Kiedy w listopadzie 2010 Schulz kończył swoje, jak zwykle pełne mocnych słów, wystąpienie, Bloom przerwał mu słowami „Ein Volk, ein Reich, ein Führer” [„Jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz” - hitlerowski slogan Trzeciej Rzeszy]. Za to hasło, stanowiące za czasów Trzeciej Rzeszy część narodowosocjalistycznej propagandy, Brytyjczyk wyleciał z sali.Możecie o nim powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest nudny.

Te dwa incydenty zdradzają, iż stereotypy narodowe wciąż królują - nawet w tak kulturowo kolorowym miejscu, jakim jest Parlament Europejski – oraz dowodzą, jak kontrowersyjną osobowością jest Martin Schulz. Jest to opinia, z którą mu zresztą do twarzy, wszak „niekontrowersyjny” to dziś „nudny”. O urodzonym w 1955 w Helrath (dzisiejszym Eschweiler) polityku wiele można by powiedzieć, lecz nudnym nazwać go nie sposób. Jego donośny głos słychać podczas niemal każdej debaty w europarlamencie; rzadko kiedy zdarza się, by nie oznajmił wszem i wobec swego stanowiska na dany temat. Wielu ma takie zachowanie za aroganckie.

Macht er das EP sichtbarer für die Bürger?Zanim odkrył świat polityki, Schulz zajmował się sprzedażą książek, dorobił się nawet własnej księgarni. Świeżo zaprzysiężony przewodniczący chętnie daje się w niej filmować podczas rozmów z klientami, z tą czy inną książką w ręku. Dla niemieckich mediów stał się bohaterem numer jeden – kolejny „nasz człowiek w Europie”, i to na jednym z najważniejszych stanowisk unijnych. Czym dokładnie zajmuje się prezydent Parlamentu Europejskiego – tego większość jego rodaków oczywiście nie wie, podobnie zresztą jak sam Parlament. Martin Schulz swoją karierę europosła rozpoczął już w 1994, niewątpliwie więc mu się tutaj podoba. To różni go od większości polityków (obojętnie, z jakiego regionu), zwykle bowiem do europarlamentu wysyłani zostają ci najmniej popularni z aktualnego rządu. Coś o tym wie Rachida Dati, niegdysiejsza francuska minister sprawiedliwości.

„Otwarta konfrontacja z Merkel i Sarkozym"

Martin Schulz nie tylko wprowadził się do europarlamentu z własnej nieprzymuszonej woli, ale również upatruje tam spełnienia swych ambitnych politycznych planów. Rola przewodniczącego europarlamentu była dotychczas typowo reprezentacyjnej natury - stołek dobry dla polityka, któremu niestraszny koniec kariery politycznej. „Temu, kto wierzy, że można zrobić więcej dla Europy przez ograniczenie parlamentaryzmu, tu i teraz wypowiadam wojnę” - powiedział w swym wystąpieniu Schulz. Ponadto „trzeba zdobyć się na odwagę i otwarcie przeciwstawić się Merkel i Sarkozy'emu”.

Do broni!Schulz, który sam określa się mianem „Rampensau” [dosłownie „świnia estrady” - osoba, która lubi przyciągać uwagę], chciałby przyznać europarlamentowi większą władzę, która wedle ustaleń od dawna mu się należy. Choć eurokryzys wzmocnił międzypaństwową współpracę w UE, ratowaniem waluty zajmują się praktycznie tylko Merkozy, Juncker i spółka. Kryzys goni kryzys. A Parlament? Został wyłączony. Schulz nazywa to „przeszczytowaniem” Unii, ma już jednak gotowy plan, by zwiększyć siłę Parlamentu: ma zamiar pojawiać się na każdym spotkaniu głów państw i rządów – i brać czynny udział.

Niby nie brzmi to zbyt spektakularnie. Trzeba jednak wiedzieć, że przewodniczącemu europarlamentu przysługuje w takich sytuacjach wedle przepisów jedynie prawo do wygłoszenia mowy otwierającej obrady, później grube ryby bawią się już same – zamknięty klub. Schulz chce do nich dołączyć i jest przekonany, że tak czy owak odniesie zwycięstwo. Obojętne bowiem, czy szefowie państw i rządów odmówią mu udziału, czy się nań zgodzą – w tym pierwszym wypadku narażają się otwarcie Parlamentowi, jedynej instytucji UE, którą zaludniają wybrańcy ludu bezpośrednio przezeń wyłonieni. Jeśli zaś skapitulują, Schulz zyska wpływ na przebieg dyskusji, a więc również oraz ich wynik.

Następny przystanek: Przewodniczący Komisji Europejskiej?

Oczekiwania wobec Schulza są wysokie. On sam postarał się, by jego zaprzysiężenie zapowiadało podmuch świeżości. Niemiec (według Wikipedii fan drużyny piłkarskiej FC Köln) ma dwa i pół roku na to, by udowodnić, jak bardzo zależy mu na zapowiadanych przez siebie zmianach. Jedno jest pewne: kariera Martina Schulza dopiero się rozkręca – wcale niewykluczone, że kolejnym jej etapem będzie obecnie zajmowana przez Barroso posada przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Fot.: główna (cc) EP/flickr; tekst (cc) EP/flickr; film: Bloom/Schulz (cc) euractiv/YouTube