Polityka

Słowacja, czarna dziura europejskich wyborów

Artykuł opublikowany 2 września 2014
Artykuł opublikowany 2 września 2014

Relacja z podróży do Bratysławy, punktu na rozdrożu między UE a Rosją, miejsca, gdzie pomimo silnej tożsamości europejskiej frekwencja wyborcza spada, jednak protesty i rozczarowanie nie spowodowały wzrostu nastrojów antyeuropejskich i populizmu.

Słowacja to nie jest kraj, w którym ludzie biegną do wyborczych urn. Już w 2004 i 2009 roku na  Słowacji odnotowano najwyższy wskaźnik absencji wyborczej wśród państw członkowskich  U­E  (17%  i 20% frekwencja). Najgorsze jednak miało dopiero przyjść - rekordowo niski, 13-procentowy, wynik przyniosły wybory majowe. To wstyd dla Bratysławy, szczegółnie w porównaniu z europejską średnią (43%) i sąsiedzką Au­strią (46%). 

Ucieczkę od urn  można tłumaczyć wyczerpaniem sił wyborców i partii: były to czwarte wybory w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Poprzedzały je wybory prezydenckie, regionalne i miejskie. To jednak nie wszystkie powody. Ľuboš Blaha, członek lewicowej partii Smer i przewodniczący Komitetu Spraw Europejskich ma jasne poglądy: „Przeciętny Słowak uważa, że 13 pośród 751 parlamentarzystów nic nie znaczy i nie ma sensu na nich głosować. Brakuje nam myślenia «europejskiego», kochamy UE jak daje pieniądze, ale poczucie wspólnoty kulturowej jest nadal  bardzo odległe". An­drej Kla­pi­ca, przegrany kandydat do Strasburga i reprezentant chrześcijańsko-demokratycznej partii Kdh, dodaje: „Problemem jest ignorancja. Uczniowe myślą, że Parlament jest w Brukseli i nie znają nawet nazwisk swoich 13 deputowanych". W ogniu krytyki znajdują się również dziennikarze: „Mówią mało o Europie. Średni czas dla eurodeputowanego w telewizji to 4 minuty, bez porównania mniej niż dla polityka krajowego".

Europa jest daleko, jeszcze dalej jest polityka

Pomimo wszystko odnosi się wrażenie, że centrum Bratysławy to salon środka Europy. Żelazna Kurtyna opadła nawet w sferze symbolicznej, pozostałości komunistycznej architektury są powoli wypierane przez wielkie centra handlowe. Wzdłuż nabrzeża Dunaju można głęboko oddychać Zachodem, gdyby nie tablice ze słowackimi napisami możnaby pomyśleć, że przechadzamy się po Wiedniu lub Dreźnie. Angielski jest powszechny wśród młodych ludzi, którzy komentują wybory bardziej z rezygnacją niż gniewem. Pa­trick Pa­vlo­ski, student nauk politycznych Uniwersytetu Bratysławskiego­, wyjaśnia: „Po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do wyborów międzynarodowych, ludzie sądzą, że wybory krajowe są ważniejsze i ciężko ich zmotywować". „Ludzie są zawiedzeni korupcją i nieadekwatnymi programami politycznymi, dlatego zwyczajnie nie chcą isć głosować" - stwierdza An­drej Čierny z tutejszej Akademi Sztuki bez ukrywania głębszych przyczyn. „Europa jest daleko, w wiadomościach mówi się o wyborach europejskich tuż przed ich przeprowadzeniem. Mogę się założyć, że większość osób w moim wieku nie ma pojęcia ilu reprezentantów Słowacja ma w Strasburgu" - mówi. Dla Andrreja i jego rówieśników Europa oznacza podróżowanie, studiowanie, pracę za granicą, niskie stawki roamingu i paliwo napędowe dla narodowej gospodarki. Na pytanie o przynależność należy bez wahania odpowiedzieć, że czują się bardziej Słowakami niż Europejczykami, ale to oni niosą flagi pokolenia, na którym spoczywa odpowiedzialność za ostatni krok do pełnej integracji. „Europa to synonim wolności. Jeszcze 25 lat temu pewnych rzeczy nie można było zrobić: czuć się wolnym, czuć się europejsko. Teraz możemy udać się gdzie chcemy, żyjemy we wspólnocie, połączeni z tysiącami innych osób" - mówi Linda Tóthová, psycholog i specjalistka ds. zasobów ludzkich. Lina ma zaledwie 31 lat, ale nie zapomina o przeszłości swojego kraju i restrykcjach komunizmu. Za zadanie stawia sobie wyjaśnienie swym rodakom, szczególnie starszym, że ich opinia ma faktyczne znaczenie. To ciężkie zadanie w społeczeństwie przekonanym o tym, że eurodeputowani to kolejne pozycje do opłacenia na liście słowackich podatników.

Żadnego eurosceptyzmu

Nłodzi Słowacy i tutejsi politycy zdają się zgadzać w jednej sprawie: unijna polityka wobec Rosji powinna być łagodniejsza. Chociaż dla wielu aneksja Krymu jest niesprawiedliwością, ale prawdą jest również, że Putin zachowuje się tak, jak inni światowi przywódcy, którzy nie są za to potępiani. Wśród studentów krąży opinia, że demonizacja Putina, promowana przez niektórych europejczyków nie jest uzasadniona i nie wszystkim się podoba. „Jesteśmy związani z rosyjskim językiem, tradycją, kulturą" - zauważa Blaha „i pierwsi poniesiemy konsekwencje sankcji nałożonych na Moskwę ze względu na uzależnienie energetyczne od ich gazu i bliskie związki pomiędzy obiema gospodarkami. Nasze położenie jest zupełnie inne niż np. Polski. Jednak to dobrze, że w UE jest jeszcze ktoś  zaangażowany w dialog z Rosją".

Jednak krytyka europejskiej polityki nie przekłada się na krytykę członkowstwa we Wspólnocie: brak zainteresowania wyborami nie oznacza reakcji eurosceptycznych. Nie ma żadnego Frontu Narodowego czy UKIP-u zbijających kapitał na niezadowolonych i ekstremistycznych grupach. Słowacka Partia Narodowa (SNS) jest rozbrojona, nie zdobyła nawet jednego mandatu. Naszą Słowację, partię nazistowskiego Mariana Kotleby z regionu Banská Bystrica, spotkał ten sam los. Głosy antyimigracyjne czy przeciw mniejszości romskiej nie przemawiają do Słowaków - opuszczenie Europy również nie jest prawdopodobne ani pożądane. „Nikt nie myśli o podważaniu Euro, tak, jak to dzieje się we Francji i Włoszech,  ponieważ kurs wymiany był bardzo korzystny, ceny nie podskoczyły błyskawicznie wraz z przewalutowaniem" - mówi Pierluigi Solieri, dyrektor gazety Buongiorno Slovacchia. Ten pogląd podziela  Roberto Rizzo z ambasady Włoch w Bratysławie: „Słowacy nigdy nie żyli na tak dobrym poziomie, dobrobyt i zatrudnienie wzrosły pomimo kryzysu, a UE przyniosła wzrost i fundusze infrastrukturalne" - zauważa. Wbrew oczekiwaniom nie ma tu silnych nastrojów antyeuropejskich, panuje raczej  pasywne uczestnictwo, tak jakby najważniejsze było samo członkowstwo w klubie, a nie zaangażowanie w proces decyzyjny.

UE - cel, a nie punkt tranzytowy

„Kiedy nie byliśmy jeszcze w Unii, koniecznie chcieliśmy dołączyć, teraz jesteśmy zrelaksowani, patrzymy na to z opanowaniem" - mówi Magdalena Vasaryova, była aktorka i ambasador, obecnie członkini słowackiego parlamentu i Komitetu ds. europejskich z ramienia umiarkowanej partii centroprawicowej Unii Demokratyczno-Chrześcijańskiej (Sdkú). „Idee odpowiedzialności i obywatelstwa są trudne do rozpowszechnienia po tylu latach panowania reżimu autorytarnego. Mieliśmy zbyt wysokie oczekiwania, najpierw w związku z upadkiem muru berlińskiego, a potem z akcesją do UE: całe pokolenie Słowaków chce doświadczyć dobrobytu, ale dla wielu poprawa jest zbyt mała i są zawiedzeni" - zauważa Magdalena. Niektórzy politycy postrzegają Brukselę jako dostępny bankomat a inni są przywiązani do rzekomo tradycyjnych wartości, pokazując obywatelom zafałszowany obraz Europy. „Nie jesteśmy mostem między Wschodem  i Zachodem. Jesteśmy stuprocentowymi Europejczykami i stopniowa modernizacja kraju będzie w dalszej perspektywie skutkować rozwiązywaniem takich gorących tematów jak LGBT czy in vitro" - dodaje młoda Słowaczka.  Vasaryova sugeruje, żeby zacząć od informacji w szkołach i w internecie. Jednak UE musi też być bardziej obecna w kraju poprzez częstsze wizyty swpioch przedstawicieli. Młodzi Słowacy czują się wewnętrznie bardziej europejsko niż pokazują to w wyborach.

Ten artykuł jest częścią projektu "EUtopia: Time to Vote", dedykowanego bratysławie. Porjekt sponsoruje Komisja europejska, ministerstwo spraw zagranicznych francji, fundacja Hippocrène, Fundacja Charles Leopold i fundacja  EVENS.