Polityka

Słowenia i zanieczyszczenie świetlne: nawet światło zabija!

Artykuł opublikowany 25 lipca 2011
Artykuł opublikowany 25 lipca 2011
W 2007 roku różnorodny ruch zrzeszający astrologów, fizyków, biologów i obrońców ptaków wpłynął na Słowenię, by ta wprowadziła najbardziej restrykcyjne na świecie prawo związane z zanieczyszczeniem świetlnym. Niektórym marzy się prawodawstwa europejskie.

Przeczytaj raport  "Slovene Light Pollution Legislation –3 Years of Positive Changes" z 2010 r.

„Widział Pan żarówki, jakie Pan sprzedaje? One są niedozwolone! I na dodatek te niebieskie LEDS, wie Pan, że są zagrożeniem dla zdrowia?” Jesteśmy w supermarkecie w Lublanie i Andrej Mohar wydaje się zdenerwowany. Ten 48-letni astronom-amator stał się w ciągu kilku lat głównym lobbystą ruchu, któremu udało się narzucić jedyne na świecie prawo dotyczące zanieczyszczenia świetlnego. Wszystko zaczęło się, kiedy to miasto Lublana zdecydowało się zainstalować nową latarnię uliczną przed jego domem. Nie mogąc spać, Andrej Mohar (który już wcześniej zastanawiał się, dlaczego coraz trudniej obserwować gwiazdy za dolinami otaczającymi słoweńską stolicę) zainteresował się zanieczyszczeniem świetlnym.

Ptaki „spalają skrzydła” w zetknięciu ze światłem

W Słowenii astronomia jest hobby na czasie. Stała się jednak trudna do praktykowania w rejonach stolicy. Państwo jest główną z dróg migracyjnych Europy. A większość gatunków ptaków przemieszcza się i orientuje dzięki gwiazdom. Sztuczne oświetlenie może je wprowadzić w błąd i zboczyć z właściwej drogi. Zahipnotyzowane bądź skrępowane przez strumień światła ptaki mogą nawet przez to umrzeć.

Według badań 20 milionów ptaków zabija się każdego roku z powodu zanieczyszczenia światłem.W Słowenii problem odbił się głośnym echem po odzyskaniu niepodległości, wraz z powrotem do łask religii. Kiedy Jugosławia była państwem komunistycznym, budowle religijne zaniedbano. Ponowne oświetlanie ich nocą spowodowało znikanie insektów. „Wcześniej w Krajnie [miasto na północnym wschodzie Słowenii], w dolinie, w której znajduje się kościół, żyło prawie 460 gatunków motyli nocnych. W tej chwili jest ich dwadzieścia”, tłumaczy Tomi Trilar, szef działu bezkręgowców w słoweńskim Muzeum Historii Naturalnej i jednocześnie od samego początku działacz domagający się spisania prawa przeciwko zanieczyszczeniu światłem.

FIFA w świetle jupiterów

Prawo wprowadzone w życie w 2007 roku jest jedynym na świecie. Jego credo to: Żadnego światła na horyzoncie. Prawo napotkało na liczne utrudnienia. Co więcej, „dwanaście lat pracy zabrało nam dojście do kompromisu”, kontynuuje Tomi Trilar. „Wspólnie stawiliśmy czoła i zgromadziliśmy nasze wszystkie kompetencje. Wykonaliśmy niesamowitą pracę pedagogiczną, by przekonać opinię publiczną. Mimo że słoweńskie prawo jest jedynym takim na świecie, jest jednak bardzo kruche. Wprowadzone przez rząd, nigdy nie było obiektem głosowania przez Parlament Europejski i może być zmodyfikowane w każdym momencie”. Stało się tak w 2010 roku wraz z inauguracją stadionu Stožice. FIFA zagroziła, że nie zatwierdzi stadionu, aż do momentu gdy wprowadzi się standardy świetlne, które prawo uniemożliwiało. W nagłości sprawy rząd zmodyfikował prawo, dozwalając lampy o wartości ULOR [przyp. tł. Upward light output ratio] równemu 0,5%. Wskaźnik pozostaje najniższym na świecie. Mimo kroku w tył prawodawstwo dotyczące zanieczyszczenia świetlnego może poszczycić się znakomitymi i uderzającymi rezultatami. W przeciągu czterech lat w Lublanie zastąpiono 50% latarni ulicznych przez nowe, mniej silne. Oszczędności świetlne są szacowane na od 40% do 60%. Jako dobry astronom Andrej Mohar potwierdził efekty tego prawa. „To skomplikowana sprawa, ale jest szansa, że będziemy mogli oglądać gwiazdy w Lublanie”, tłumaczy.

Nawet jeśli rezultaty w Lublanie zapierają dech w piersiach, reszta Słowenii nie zgadza się co do prawa. „Małe gminy nie mają środków, by wprowadzić zmiany”, ocenia Greg Bizjak. „Państwo obiecało pieniądze, ale jakoś ich nie widać”. Profesor na wydziale inżynierii energetycznej jest również dyrektorem laboratorium związanego z oświetleniem, fotometrią i dyrektorem słoweńskiego komitetu międzynarodowego do spraw oświetlenia. Inaczej mówiąc, jest na szczycie. Prawo dotyczące zanieczyszczenia świetlnego stanęło mu ością w gardle. Uważa, że jest ugruntowanym dobrem, ale wprowadzono je w życie zbyt wcześnie. „Nad takim prawem trzeba pracować 10 lat. Zmieniając oświetlenie publiczne w Celje w 2005 roku, zaoszczędzono 40% energii. Ale będzie trzeba ponownie je zmienić, by je dostosować do prawa. Jeśli chodzi o ustaloną ostatnio moc latarni ulicznych nie odpowiada ona nowoczesnych normom bezpieczeństwa. Nie wystarcz, by oświetlić parkingi. Prawo to nie zadowala nikogo”.

Jeśli chodzi o ten ostatni punkt, nikt temu nie zaprzeczy. Tomi Trilar chce „ostrzejszego prawa, nawet jeśli obecne jest najlepsze w Europie. Co prawda napotkano na kilka problemów, ale była to kwestia dopracowania kilku szczegółów”. Andrej Mohar chciałby iść naprzód. Doprowadził do usunięcia reklam świetlnych wzdłuż dróg i ocenia większość nocnych oświetleń jako bezużyteczne, walcząc jednocześnie o ich usunięcie. „Po co zostawiać parking bądź też ulicę oświetloną, skoro nikt nimi nie przechodzi. To jest kompletnie bez sensu!”

Obrońcy prawa liczą, że przykład słoweński pomoże stworzyć prawodawstwo europejskie, a projekt Life at Night, finansowany przez Unię Europejską, przysłuży się badaniu zanieczyszczenia świetlnego.

A Tupaliče comme partout en Slovénie, les Saints sont bien gardés.

Wybrano dwadzieścia jeden kościołów, by przetestować nowe oświetlenie nocne dostosowane do kształtu budynków, do intensywności świetlnej i różnych kolorów. Kontrolowany przez UNESCO projekt pozwoli według Andreja Mohara wykonać pierwszy krok ku międzynarodowej normalizacji oświetlenia patrymonialnego. I w ten sposób słoweńskie kościoły nie będą cmentarzami motyli…

Ten artykuł powstał w ramach projektu Green Europe on the ground 2010-2011, serii reportaży cafebabel.com na temat zrównoważonego rozwoju.

Fot. © Andrej Mohar