Polityka

Sto dni Hermana Van Rompuya

Artykuł opublikowany 1 czerwca 2010
Artykuł opublikowany 1 czerwca 2010
Już od stu dni Herman Van Rompuy przewodzi Unii Europejskiej, która utkwiła gdzieś pomiędzy oczekiwaniem na ożywienie ekonomiczne, a burzliwymi negocjacjami w sprawie pomocy finansowej dla Grecji. Były premier Belgii w rozmowie z Belgijskim Ruchem Europejskim opowiada o codziennej pracy na tym wymagającym stanowisku, co donosi dla cafebabel.com w Brukseli Zoe z Yorku.

Półtorej godziny w towarzystwie członków Belgijskiego Ruchu Europejskiego to bardzo dużo dla przewodniczącego Rady Europejskiej, który nie marnuje czasu w poszukiwaniu recepty na problemy starego kontynentu. Występując przed publicznością złożoną zarówno z młodego jak i starszego pokolenia oraz przedstawicieli prasy, Van Rompuy znalazł się na swoim podwórku.

Historyczne stanowisko

Ustanowienie stanowiska stałego przewodniczącego Rady Europejskiej to zwieńczenie długiego procesu. Van Rompuy przypomniał o decydujących momentach, począwszy od twórców-założycieli UE, przez wątpliwości z lat 70. po uchwalenie Konwentu Europejskiego w 2002 r., by następnie przejść do sedna sprawy: jak wprowadzić w życie ideę przewodniczącego, w obliczu faktu, iż Traktat Lizboński nie daje żadnych wskazówek w tym temacie? „Od samego początku nawiązałem nieformalne kontakty” z przewodniczącym Komisji Europejskiej, José Manuelem Barosso, pod postacią cotygodniowych spotkań z Parlamentem Europejskim, „chociaż wcale mu nie podlegam”, z Eurogrupą oraz premierem Hiszpanii, która przewodniczy Unii do 1 lipca. Pierwszy stały przewodniczący Rady Europejskiej przewodniczył nawet, wprawdzie nieformalnie, radzie strefy euro. Bez wątpienia, nie umknęła mu trudna sytuacja polityczna, w jakiej znajduje się jego własny kraj. Były premier Belgii chciałby, by sytuacja ustabilizowała się możliwie jak najszybciej, „leży to nie tylko w interesie Belgii, lecz także dla całej Europy.”

Dalszy ciąg artukułu na babelblogu z Brukseli

Zdj.: World Economic Forum/Flickr