Polityka

Ukraina: Serce Lwowa bije dla Europy

Artykuł opublikowany 6 października 2014
Artykuł opublikowany 6 października 2014

Eskalujący konflikt, nad którym nikt nie potrafi zapanować, toczy wschód Ukrainy. Aby wzmocnić władze lokalne i uniknąć dalszych podziałów, Kijów coraz bardziej zbliża się do decyzji o decentralizacji kraju. Reportaż z Lwowa - miasta, które podtrzymuje nadzieje na zmiany pomimo wszystko.

Lwów, położony 1 800 kilometrów od Paryża, stał się symbolem ruchu opozycyjnego Euromajdan i dążeń Ukrainy do uwolnienia się od oligarchów i korupcji. Polskie i węgierskie wpływy widoczne m.in. w architekturze miasta tylko utwierdzają mieszkańców Lwowa w przekonaniu, że kulturowo i historycznie należą oni do Europy Środkowej. Zarówno mieszkańcy jak i urzędnicy chcą, być miasto stało się kolebką prawdziwie europejskiej Ukrainy. Ruch Euromajdan narodził się w listopadzie 2013 roku, kiedy to ówczesne władze Ukrainy odmówiły podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Trzeba było wielomiesięcznych protestów i pełnych przemocy starć, obalenia prezydenta Janukowycza oraz wyłonienia nowej głowy państwa, by Ukraina mogła podpisać wreszcie ten dokument. Zapłaciła za to jednak utratą integralności swojego terytorium.

Z miłości do gwieździstej flagi

Lwów odegrał kluczową rolę dla Euromajdanu, głównie dzięki postawie burmistrza miasta, który zakazał używania siły wobec protestujących. W efekcie walka z reżimem dotarła aż do Kijowa. Ci, którym nie udało się wrócić, z licznych zdjęć spoglądają na przechodniów. Ich groby sa odwiedzane przez tłumy. Burmistrz Lwowa dokłada wszelkich starań, by pomóc rodzinom żołnierzy, wstawiając się za nimi przed rządem. Niektórzy opozycjoniści przebywają na froncie od marca. Andriy Sadovyi i jego administracja nie kryją swoich poglądów politycznych. Flagi UE można znaleźć w całym mieście: przed budynkami administracji publicznej, na balkonach, w sklepach, zatknięte za szyby samochodów i miejskich autobusów. Przypominają, że Ukraińcy walczyli i będą dalej walczyć w imię europejskich wartości. Nie sposób tego zignorować w czasach, gdy w niektórych francuskich miastach burmistrzowie z Frontu Narodowego zdejmują flagi europejskie z ratuszów.

Z tarasów najlepiej widać uliczne tango

Mieszkańcy Lwowa wiedzą, jak najlepiej korzystać z ciepłych letnich dni. Wylegają tłumnie na tarasy, by z góry podziwiać tango w wykonaniu profesjonalnych tancerzy. To środkowo-europejskie miasto ciepło wita turystów z Polski, Niemiec a nawet Korei Południowej. Sielankową atmosferę rujnują jednak liczne ekrany telewizyjne, które przypominają, że Ukraina jest w stanie wojny. Jedynie niewielka ukraińska flaga w rogu ekranu odróżnia ukraińskie programy od rosyjskich emisji, takich jak Rossiya. Przez cały rok o czas antenowy walczą dwa obrazki: żołnierzy z żółto-niebieskimi przepaskami broniących się przed atakami separatystów oraz żołnierzy rozbrajanych przez pro-rosyjskich obywateli. Apele Ministerstwa Obrony niezmiennie nawołują Ukraińców do działań. 

We Lwowie znajdzie się wielu wolontariuszy, którzy chcieliby dołączyć do oddziałów walczących na froncie. Są młodzi, brakuje im porządnego wyposażenia i doświadczenia. Na komendę „Na lewo zwrot!” odwraca się może połowa batalionu. Polski dziennikarz Newsweeka Michał Kacewicz twierdzi nawet, że widział, jak jeden z młodych żołnierzy o mało nie wysadził się w powietrze z nudów bawiąc się granatem. Być może przydało by się im szkolenie, ale na pewno nie brakuje im zapału. Są tacy, którzy tylko czekają na kapitulację separatystów na wschodzie, by móc ruszyć na Krym.

„Będziemy się zastanawiać, jak uda nam się wyzwolić wschód Ukrainy”

Na jednym z miejskich placów członkowie Stowarzyszenia Varta1 zbierają fundusze na wsparcie żołnierzy ukraińskich walczących na wschodzie kraju. Jeden z wolontariuszy siedzący przed namiotem – tymczasowym składem Varty1, tłumaczy, ze żołnierze potrzebują jedzenia i wody. Na pytanie, czy odzyskanie Krymu jest jego zdaniem prawdopodobne, odpowiada pesymistycznie: „Wszystko w swoim czasie. Najpierw wyzwólmy wschodnią część kraju, a potem będziemy się zastanawiać”. 

Na bramie konsulatu Federacji Rosyjskiej ktoś zawiesił dwie ukraińskie flagi w proteście przeciw rosyjskiej agresji. Pokazuje to dobitnie stan relacji między Rosją a Unią Europejską. Wygląda na to, że oprócz dwóch dozorców w krótkich spodenkach wszyscy pracownicy konsulatu opuścili swoje pozycje.

Unia Europejska nic nie płaci

Lwów płaci wysoką cenę za flirtowanie z UE. Mimo, że dom burmistrza Lwowa jest daleko od frontu, i tak niedawno dosięgły go pociski przeciwpancerne. Na szczęście nie było ofiar w ludziach. Regularnie podnoszone są alarmy bombowe (od stycznia było ich 41), które paraliżują zagrożone okręgi, najczęściej stację kolejową, oraz niepotrzebnie marnują czas policji. Każdy z telefonów z ostrzeżeniem był wykonany ze wschodu Ukrainy. Władze obawiają się też, że napływ imigrantów z miejsc objętych walkami może zostać wykorzystany do kolejnych sabotaży i dalszej destabilizacji kraju.

Podobnie, jak pozostałe miasta i regiony Ukrainy, Lwów uparcie dąży do europeizacji. Ponieważ pro-rosyjscy separatyści otrzymują pomoc od Rosji, pro-europejskie ośrodki muszą jak najszybciej wprowadzić w życie mechanizmy zacieśniania integracji z UE, by móc zrealizować swoje marzenia o rozwoju demokratycznym i gospodarczym. By skutecznie radzić sobie z napływem broni z Rosji, trzeba wzmocnić współpracę między regionami, wprowadzić podwyżki ceł oraz zapewnić społeczeństwu obywatelskiemu i lokalnym władzom łatwy dostęp do programów UE. Zmiany na Ukrainie nie będą możliwe bez wsparcia ze strony Unii. Lwów wydaje się doskonałą platformą dla tej współpracy.

Artykuł Oliviera Baumarda i Charlesa Gomiego, Lwów.