Polityka

W szarym przestworze neapolitańskiej gospodarki

Artykuł opublikowany 3 grudnia 2014
Artykuł opublikowany 3 grudnia 2014

Witajcie w Neapolu, mieście pizzy, Camorry i (prawie, że) Pompejów. Poza wymienionymi banałami, miejsce to cieszy się wątpliwą sławą Europejskiego „gangstera”. Jednak w jakim stopniu prawdziwa rzeczywistość neapolitańczyków, powszechnie uważanych za wybitnych kanciarzy, przypomina gangsta paradise

Napoli. Miasto to definiowane jest zazwyczaj całą kawalkadą przymiotników: groźne, brudne, biedne, głośne. Są to celne spostrzeżenia; wchodząc i wychodząc z krętych i wąskich uliczek Quartieri Spagnoli – jednej z najbardziej społecznie upośledzonych części miasta – widzę przejeżdżające ze świstem Vespy, które niemal polują na przechodniów i fasady budynków, które wyglądają już na „zmęczone życiem”. Camorra czai się za każdym rogiem, a głos włoskiej mammy, która wrzeszczy po neapolitańsku za dziećmi, których zwołanie do domu jest omal tak niemożliwe, jak łączenie ognia z wodą, niesie się po dzielnicy jak lament. 

Ze względu na to, że jestem dziennikarką o północno-włoskich korzeniach, łatwizną powinno być dla mnie spisanie Neapolu na straty, stanowi on bowiem wcielenie samych negatywnych stereotypów zubożałej części południa kraju. Jednak pod zszarganą opinią Neapolu kryje się miasto pełne energii, które jest domem przedsiębiorczych, ciężko pracujących kanciarzy. W powietrzu aż czuć, jak kwitnie tu działalność gospodarcza. Tutaj wszyscy są zawsze albo zajęci, albo w pośpiechu, lub po prostu angażują się w różne wymiany handlowe. To chyba by było na tyle o „leniwym” południu. 

Przewodnik po neapolitańskiej przepychance

Przez 5 000 lat swego istnienia Neapol, główne miasto handlowe południowych Włoch, wsławił się silną gospodarką. Pozostałości dawnego majestatu są widoczne na każdym kroku. Jednym z takowych zabytków jest Piazza del Plebiscito. Jednak po zjednoczeniu państwa włoskiego szczęśliwa karta Neapolu się odwróciła i od tamtej pory gospodarka miasta zaczęła podupadać. Ten długotrwały kryzys pozostawił „szary” cień nad rynkiem miasta, gdzie granice pomiędzy legalnymi i nielegalnymi działalnościami się zatarły. W rezultacie to czarny rynek narzuca dziś ton wszelkim wymianowm handlowym. Pomimo że reszta Europejskich państw przeszła na płatności elektroniczne, w Neapolu wciąż króluje gotówka. Nie zapłacicie kartą za nic, łacznie z wyśmienitą margheritą w L’Antica Pizzeria da Michele. Również Chiara, z którą się spotykam otworzyła niedawno piekarnią, gdzie przyjmuje tylko płatności gotówką. Właścicielka zgodziła się ogólnie opowiedzieć o nieformalnym handlu, lecz wstrzymała się od dyskusji na temat własnego biznesu. Według Chiary „wśród ludzi, którzy nie mogą znaleźć stałego zajęcia, jak imigranci, lub ci, którzy wykonują dorywcze prace, by jakoś wiązać koniec z końcem, nieoficjalny handel jest wszechobecny. Ma on swoje plusy, jak niższe ceny, ale też minusy – na przykład brak gwarancji stałego zatrudnienia”.

„Młodzi studenci mają w zwyczaju dorabiać sobie dorywczo w restauracjach, gdyż umożliwia im to zarobienie pieniędzy na własne wydatki. Jednak na większość z tych etatów nie ma żadnych umów, a pracownikowi płaci się gotówką” - mówi Mario, który, o ironio, jest studentem pracującym tu dorywczo w restauracjach. „Jest to dość znany i rozpowszechniony sposób zarabiania. Czy naprawdę jest on nielegalny?” - pyta ze zdziwieniem.

Profesor Nicholas DeMaria Harney, ekspert w dziedzinie handlu socjologii i kultury w Neapolu z Uniwersytetu Zachodniej Australii tłumaczy, że „płacenie gotówką jest powiązane z większymi problemami, które mają teraz miejsce we Włoszech. Dlatego też granice między tym, co nielegalne i legalne stopniowo się zacierają. W rezultacie ciężko jest odróżnić jedno od drugiego. Wiele reguł zostało stworzonych z dobrą intencją, aczkolwiek ich rezultatem jest skomplikowana struktura pracownicza, przez którą zatrudnienie kogoś do pracy jest zbyt drogie. Małe firmy wolą nie obarczać się taką odpowiedzialnością. Tak więc w gospodarce gotówkowej ogólnie chodzi o to by uniknąć podatnika”.

Również imigranci zostają wepchnięci w wir nieoficjalnej gospodarki. Nigeryjczyk Henry sześć lat temu dotarł do Lampedusy ryzykując swoje życie w podróży łodzią przez Morze Śródziemne. Teraz ledwo co łączy koniec z końcem pomagając klientom w zakupie artykułów spożywczych, oczywiście za gotówkę. Z napiwków zarabia około 20 euro dziennie, co ledwo wystarcza mu na przetrwanie. „Kiedy dotarłem do Włoch, marzyłem o lepszym życiu i dobrej pracy. A tu traktują mnie jak psa” - wyjaśnia. „Tutaj człowiek nie ma żadnych możliwości, nawet Włoch. Mam papiery, ale nie mogę znaleźć legalnej pracy z minimalną pensją. Jeśli tylko mógłbym wyjechać do Niemiec, zaopatrywałbym sklepy we włoskie ciuchy wysokiej jakości, a podatek płaciłbym państwu włoskiemu. Wtedy mógłbym sobie pozwolić na normalne mieszkanie i zapewnić byt mojej rodzinie. Niestety na razie zostaje mi tylko robota z wynagrodzeniem ledwie wystarczającym na jedną osobę” - mówi. 

Szara Strefa

Rozrost szarej strefy ma negatywny wpływ na ekonomię z powodu utraconego dochodu z podatków kraju. W 2013 roku PKB Włoch było czwartym najwyższym w Unii Europejskiej i wynosiło 1,576 tryliona euro. Kraj ten ma jeden z większych rynków szarej strefy w Europie Zachodniej 0 jego wartość wynosi w sumie 333 miliardy euro (21.1% PKB). Pod tym względem Włochy przewyższa jedynie Grecj (23.6% PKB). Odkryto również współzależność pomiędzy płatnościami elektronicznymi a rozmiarem czarnego rynku. Prawdopodobieństwo rozrostu tego ostatniego jest mniejsze w krajach, w których płatności elektroniczne są bardziej rozpowszechnione od płatności gotówką.

Z różnych powodów - czy to by uniknąć podatków, czy by prać brudne pieniądze - pewne sektory gospodarki bazują głównie na gotówce. Zgodnie z raportem Visa Europe przemysł jest bardziej narażony na niebezpieczeństwo z powodu nawyków utartych w danej kulturze i małych transakcji gotówkowych.

O rządzie, gdzieś ty?

Wydaje mi się, że podczas przechadzki podejrzanymi częściami miasta istnieje większe prawdopodobieństwo na to, by wpaść na upiora z Pompejów niż na urzędnika. Rozpadające się targowiska zatłaczają ulice, a sprzedawcy wypatrują ofiary – obserwatorów cierpliwie zaciągających się papierosami – oferując torby Gucci i Prady nieprawdopodobnie niskie ceny. Większość z tych działalności jest nielegalna, ale tutaj policja się nie pojawia. „Zaangażowanie neapolskiego rządu jest bardzo niestałe. Ludzie nie mogą ufać rządowi, bądź liczyć na wsparcie ze strony jego agencji, więc obrali inną drogę przetrwania” - mówi Nicholas. „Neapolitańczyków bardzo drażni cała ta sytuacja, dlatego też trudno im się na ten temat rozmawia”. 

Według Chiary „rząd nęka robotników podatkami nie gwarantując im bezpiecznej przyszłości. Wydaje mi się, że powrót do bardziej autorytarnych rządów, bądź brutalna rewolucja, byłyby jedynym sposobem na zmianę tej sytuacji”. Najbardziej prestiżowy oddział policji we Włoszech - Guardian di Finanza - ma niezrównaną władzę nad nieoficjalnym handlem i w związku z tym wywołuje strach w wielu neapolitańskich sercach. Guardian di Finanza odpowiedzialny jest za zwalczanie przestępczości finansowej i przemytu. Jednocześnie krążą jednak spekulacje na temat korupcji panującej w oddziale. Niestety nie udało mi się przeprowadzić wywiadu z żadnym z urzędników Biura Regionalnego Kampanii, natomiast kilku funkcjonariuszy wyższej rangi podzieliło się ze mną swoją zawodową przeszłością i zamiłowaniem do sztuki nowoczesnej.  

Sztuka aranżacji

Gdy spaceruje się neapolskimi ulicami pokrytymi kocimi łbami, człowiek nigdy nie czuje się sam – zawsze ktoś mnie obserwuje, pilnuje, bądź na mnie czeka. Tutaj nadal istnieje poczucie wspólnoty, ludzie dbają jeden o drugiego jak tylko mogą, wypatrują zagrożenia, lub jeśli należą do Cammory, uważnie obserwują, czy gdzieś przypadkiem nie czais się policja. Utrzymywanie bliskich kontaktów społecznych jest istotnym aspektem przetrwania, a przecież neapolitańczycy opanowali arriangiars, co na polski można przetłumaczyć, jako sztukę przetrwania (zwłaszcza w obliczu przeciwności losu). Tak, jak Rzym gorączkowo próbował wyciągnąć Włochy z kryzysu, tak Neapol będzie kontynuował działania, robiąc co trzeba, by nie zatonąć. Z pomocą rządu lub bez.  

Autorka artykułu chciałaby podziękować Dario Gaio Oropallo, który pracował przy projekcie jako fixer i bez którego pomocy ten artykuł nigdy nie miałby szansy powstać, oraz całej załodze cafébabel Napoli

ARTYKUŁ JEST CZĘŚCIĄ EDYCJI SPECJALNEJ POŚWIĘCONEJ NEAPOLOWI, KTÓRY ZOSTAŁ ZREALIZOWANY W RAMACH PROJEKTU CAFÉBABEL „EU IN MOTION” SPONSOROWANEGO PRZEZ PARLAMENT EUROPEJSKI ORAZ FUNDACJĘ HIPPOCRÉNE.