Polityka

walka lekarzy na turecko-syryjskiej granicy

Artykuł opublikowany 28 stycznia 2014
Artykuł opublikowany 28 stycznia 2014

We­dług ob­li­czeń Świa­to­wej Or­ga­ni­za­cji Zdro­wia obec­nie w Syrii jest około 500 000 ran­nych. W kraju zamknięto więk­szość szpi­ta­li, a le­ka­rzy jest tam nie­wie­lu. Tym, któ­rzy po­zo­sta­li na swo­ich sta­no­wi­skach, grożą rzą­do­we bom­bar­do­wa­nia i po­rwa­nia przez is­la­mi­stów. Na tu­rec­ko-sy­ryj­skiej gra­ni­cy walczą wszyscy - również lekarze.

„Nasza zie­mia jest czer­wo­na tak, jak zie­mia w Syrii. Mówi się, że to z po­wo­du krwi, która jest tu prze­le­wa­na” – szep­cze Ahmed, po­ka­zu­jąc mi za­ora­ne pola u pod­nó­ża wzgó­rza. Ogrze­wa­ne przez je­sien­ne słoń­ce wzgó­rza ota­cza­ją drogę pro­wa­dzą­cą do gra­ni­cy mię­dzy Tur­cją i Syrią.

Przed do­tar­ciem do rzą­do­we­go punk­tu gra­nicz­ne­go mi­ja­my nie­koń­czą­cą się ko­lej­kę sa­mo­cho­dów i cię­ża­ró­wek na tu­rec­kich nu­me­rach. Żadna z nich tak na­praw­dę nie je­dzie do Syrii – jadą kilka ki­lo­me­trów, roz­ła­do­wu­ją towar i wra­ca­ją do Tur­cji. Po­mię­dzy dwie­ma cię­ża­rów­ka­mi za­uwa­żam sto­ją­cy na spe­cjal­nej przy­cze­pie czołg. Po dru­giej stro­nie drogi, zaraz za tu­rec­kim sta­no­wi­skiem od­pra­wy cel­nej, stoją setki ludzi ob­ła­do­wa­nych róż­ne­go ro­dza­ju wa­liz­ka­mi, pla­sti­ko­wy­mi tor­ba­mi i dy­wa­na­mi. Wszy­scy oni nie mogą do­cze­kać się, aż za­ła­du­ją swoje ba­ga­że do sa­mo­cho­dów i tak­só­wek swo­ich zna­jo­mych, cze­ka­ją­cych na nich po dru­giej stro­nie gra­ni­cy. Ahmad pyta ich, gdzie pla­nu­ją ­je­chać. Ktoś wspo­mi­na o Szwaj­ca­rii, lub Niem­czech, ale więk­szość na chwi­lę obec­ną zo­sta­je w Tur­cji. Pierw­sze na tra­sie jest tu­rec­kie mia­sto Rey­han­li, od­da­lo­ne kilka ki­lo­me­trów od gra­ni­cy. Przed wy­bu­chem kon­flik­tu w Syrii w Rey­han­li miesz­ka­ło 63 000 osób – dziś, z po­wo­du ma­so­wych ucie­czek z Syrii, jest ich ponad dwa razy tyle. 

ostat­ni z le­ka­rzy

To wła­śnie tutaj spo­ty­kam Ah­ma­da, le­ka­rza pa­to­lo­ga, który przy­je­chał na kilka dni do Tur­cji. Ahmad to wy­so­ki, po­staw­ny męż­czy­zna w spor­to­wej kurt­ce i oku­la­rach prze­ciw­sło­necz­nych, ze smart­pho­nem, który upo­rczy­wie dzwo­ni co ja­kieś 10 minut. Jeź­dzi  w tę i z po­wro­tem po­mię­dzy Tur­cją a Homs - swoim ro­dzin­nym mia­stem, gdzie rząd As­sa­da nadal mocno się trzy­ma. „Mój dom zo­stał zbom­bar­do­wa­ny, zresz­tą tak jak wiele in­nych. Homs to twier­dza zwo­len­ni­ków As­sa­da, mia­sto otwar­cie szy­ic­kie –  tylko domy sun­ni­tów zo­sta­ły znisz­czo­ne” – mówi Ahmad. Mi­mo wszyst­ko Ahmad kon­ty­unu­uje prak­ty­kę le­kar­ską wła­śnie w Homs. Pod­czas gdy jego ro­dzi­na jest bez­piecz­na w Tur­cji, Ahmad jeź­dzi po­mię­dzy Syrią a Rey­han­li, gdzie zdo­by­wa nie­zbęd­ne me­dycz­ne za­pa­sy.

Około 15 000 le­ka­rzy wy­je­cha­ło z Syrii, gdy wy­bu­chła wojna do­mo­wa. We­dług Świa­to­wej Or­ga­ni­za­cji Zdro­wia 15% szpi­ta­li na te­re­nie kraju zo­sta­ło uszko­dzo­nych,  albo znisz­czo­nych, a 52% ka­re­tek nie na­da­je się do użyt­ku. „W Homs miesz­ka 400 000 osób” – opo­wia­da Ahmad. „Czy wiesz ilu jest tam le­ka­rzy?" Czter­na­stu. Każdy z nich spe­cja­li­zu­je się w czymś innym i żaden nie ma od­po­wied­nie­go sprzę­tu, żeby po­ma­gać ofia­rom kon­flik­tu. W ze­szłym mie­sią­cu udzie­la­łem porad sto­la­rzo­wi, który był zmu­szo­ny prze­pro­wa­dzić 5 ce­sar­skich cięć” - opo­wia­da. Gdy pytam Ah­ma­da, czy kie­dykolwiek roz­wa­żał  prze­pro­wadz­kę do Eu­ro­py, po­twier­dza. Do­wie­dział się wszyst­kie­go na ten temat. Po­trze­bo­wał­by 300 000 euro, żeby za­pła­cić prze­myt­ni­kom za prze­transportowanie sie­bie, swo­jej żony i córki do Szwe­cji. „A może drogą mor­ską?” – pytam nie­śmia­ło. Ahmad od­po­wia­da ner­wo­wym śmie­chem. „Wy­bacz, ale nie je­stem jesz­cze na tyle zde­spe­ro­wa­ny. Wiem, że dużo ludzi pró­bu­je do­stać się w ten spo­sób do Eu­ro­py, ale nadal ist­nie­ją inne, bez­piecz­niej­sze me­to­dy. Oczy­wi­ście są też dużo droż­sze” - przy­zna­je.

zie­mia ni­czy­ja

Czter­dzie­ści ki­lo­me­trów dalej na za­chód spo­ty­kam pra­cow­ni­ków jed­ne­j z naj­więk­szych mię­dzy­na­ro­do­wych or­ga­ni­za­cji po­za­rzą­do­wych. Ci Wło­si, Fran­cu­zi i Hisz­pa­nie sta­cjo­nu­ją zwy­kle­ nie­opo­dal sy­ryj­skie­go mia­sta Idlib, w obo­zie o wdzięcz­nej na­zwie Fel­li­ni. Od trzech ty­go­dni są jed­nak zmu­sze­ni ko­czować w tu­rec­kiej An­tio­chii. „Jutro rano będę pró­bo­wał prze­ko­nać rząd tu­rec­ki, żeby znów wpu­ści­li nas do Syrii” – mówi Loic, szef misji. Po wy­bu­chu bomby ukry­tej w sa­mo­cho­dzie i po­rwa­niu 6 przed­sta­wi­cie­li Czer­wo­ne­go Krzy­ża w Idlib, gra­ni­ca zo­sta­ła za­mknię­ta dla Eu­ro­pej­czy­ków. Dla ocze­ku­ją­cych na de­cy­zję rządu tu­rec­kie­go, je­dy­na moż­li­wość ko­mu­ni­ka­cji z bazą w Syrii to roz­mo­wy przez Skype. „To okrop­ne, ale jest to dla nas je­dy­ny spo­sób na le­cze­nie pa­cjen­tów” – tłu­ma­czy Elisa, wło­ska psy­cho­log. Na razie ekipa le­ka­rzy po­zo­sta­je w An­tio­chii, gdzie, bez swo­ich far­tu­chów, jest czę­sto my­lo­na z grupą tu­ry­stów. Myśl o po­now­nym prze­kro­cze­niu sy­ryj­skiej gra­ni­cy wzbu­dza w Eli­sie nie­po­kój – w ciągu ostat­nich mie­się­cy sy­tu­acja zmie­ni­ła się na gor­sze. „Pro­ble­mem jest nie tylko rząd As­sa­da, ale także ra­dy­kal­ni is­la­mi­ści, tacy jak przed­sta­wi­cie­le ISIS (Is­lam­skie Pań­stwo Iraku i Le­wan­tu) i przy­by­sze  z in­nych kra­jów mu­zuł­mań­skich. Wal­czą oni o stwo­rze­nie re­pu­bli­ki is­la­mi­stycz­nej,  która nie na­le­ża­ła­by ani do Syrii, ani do Wol­nej Armii Syrii” – tłu­ma­czy Elisa. „Oni nie lubią spo­so­bu, w jaki dzia­ła­my i pró­bu­ją na wszel­kie spo­so­by kom­pli­ko­wać nam życie. Więk­szość Sy­ryj­czy­ków nie ma po­ję­cia, kim są ci lu­dzie i czego chcą” - do­da­je.

16 wrze­śnia 2013 roku 55 le­ka­rzy z ca­łe­go świa­ta na­pi­sa­ło list otwar­ty do sy­ryj­skie­go rządu i wszyst­kich stron kon­flik­tu, pro­sząc o po­wstrzy­ma­nie ata­ków na per­so­nel i za­ple­cze me­dycz­ne na te­ry­to­rium Syrii. W li­ście, który zo­stał opu­bli­ko­wa­ny w The Lan­cet, le­ka­rze opi­su­ją bie­żą­cą sy­tu­ację jako „jedną z naj­więk­szych ka­ta­strof hu­ma­ni­tar­nych od czasu końca zim­nej wojny”.

Pew­ne­go dnia, pod­czas gdy w Eu­ro­pie dys­ku­tu­je się o moż­li­wo­ści in­ter­wen­cji bez uży­cia wojsk, Elisa pisze do mnie w mailu, że Fel­li­ni zo­sta­nie za­mknię­ty na za­wsze. Oto ko­lej­na po­dwój­na klę­ska wszyst­kich Sy­ryj­czy­ków – bez zna­cze­nia, czy są bez­po­śred­nio za­an­ga­żo­wa­ni w kon­flikt. 

Ten ar­ty­kuł jest czę­ścią ra­por­tu spe­cjal­ne­go Cafébabel na temat wy­da­rzeń w Syrii. 

- Do­ku­ment w ję­zy­ku an­giel­skim o mie­ście Homs