Polityka

Właściwy człowiek dla Europy?

Artykuł opublikowany 16 września 2009
Artykuł opublikowany 16 września 2009
José Manuel Barroso został po raz drugi wybrany na przewodniczącego Komisji Europejskiej. Europejska prasa jest jednak sceptyczna, podobnie jak Parlament: 382 europosłów zagłosowało na tak, 219 – na nie. 117 osób powstrzymało się od głosu.

Diário Económico - Portugalia

Zdaniem dziennika gospodarczego Diário Económico reelekcja José Manuela Barroso na przewodniczącego Komisji Europejskiej jest pewna: "Pytanie tylko, czy dostanie absolutną większość czy nie. ... Pierwsze pięć lat Barroso nie było łatwych, przede wszystkim dlatego, że przypadły na końcową fazę kryzysu gospodarczego. Ponadto nie odnotowano żadnych jednoznacznych zwycięstw. Nadal nie wiadomo, czy wszystkie kraje członkowskie ratyfikują traktat lizboński czy nie. ... Należy również dodać, że niełatwo jest zharmonizować działania 27 państw. Nawet w przypadku pakietu pomocowego dotyczącego walki z kryzysem gospodarczym zabrakło jednomyślności. Gdy traktat reformujący wejdzie w życie, Barroso zostanie skonfrontowany z nowymi strukturami decyzyjnymi oraz ze stałym przewodniczącym Rady Europejskiej, który będzie miał większe pole manewru przy ważnych sprawach, szczególnie, gdy zostanie nim [były premier Wielkiej Brytanii] Tony Blair. Barroso obiecuje silniejsze i bardziej zdecydowane kierownictwo. Wszystko wskazuje na to, że otrzyma drugą szansę, by zrobić dobre wrażenie."

(16/09/2009)

Knack - Belgia

Knack, belgijski tygodnik i portal informacyjny zajmujący się polityką i opiniami wątpi, czy druga kadencja obecnego przewodniczącego Komisji byłaby dobra dla Europy: "José Manuel Barroso nie ma projektu dla Europy. Dlatego szkoda, że chadecy nie wystawili kandydata, który może w sposób bardziej wiarygodny działać na rzecz Unii. Próbuje się obecnie jedynie przekonać Belgów o sensowności europejskiej współpracy. Z jednej strony Holandia robi wszystko, by nie wykonać umowy o pogłębieniu Skaldy [i tym samym o rozbudowie portu w Antwerpii]. Z drugiej strony Niemcy kupują miejsca pracy w Oplu kosztem – między innymi – fabryki w Antwerpii. Ważniejsze niż walka o posadki w Brukseli jest referendum w Irlandii na początku października. … Traktat [lizboński] musi sprawić, że Europa będzie bardziej zdolna do działania. Silniejsza. Pomimo faktu, że wielu europejskich polityków nie sprawia wrażenia, iż jest to dla nich naprawdę ważne. A Barroso z pewnością nie jest człowiekiem, który zmienia ich sposób myślenia.”

(16/09/2009)

Le Monde - Francja

We francuskim dzienniku Le Monde Pervenche Berès, eurodeputowana i przewodnicząca Komisji Gospodarczej i Walutowej PE, przytacza argumenty przeciwko reelekcji obecnego przewodniczącego Komisji: "W swoim 'dokumencie na temat politycznego ukierunkowania' José Manuel Barroso jest zdania, że kryzys dotyczy gospodarki, świata finansów i wartości. Jako że zapomina on, iż jest to także kryzys ekologiczny i społeczny, nie jest on tym człowiekiem, którego potrzebują Europejczycy, Europa i świat. Aby na nowo wkroczyć na ścieżkę wychodzenia z obecnego kryzysu potrzeba wizji i odwagi. Barroso brakuje obu. … Twierdzi on, że broni [pewnej] wizji, jednak wykonuje [tylko] płytki manewr przedwyborczy, który uzasadnia przezywanie go kameleonem. … Nieważne, czy chodzi o człowieka czy też jego polityczną orientację. W przypadku Barroso kombinacja obu rzeczy daje nieodpowiedni wynik.”

(15/09/2009)

Dziennik Gazeta Prawna - Polska

(zdj.: Chesi-Fotos CC/flickr)Andrzej Talaga skarży się na łamach polskiego dziennika Dziennik Gazeta Prawna, że duże kraje członkowskie - Niemcy i Francja - zaakceptują drugą kadencję José Manuela Barroso na stanowisku przewodniczącego Komisji Europejskiej tylko wtedy, gdy będą mogły w dalszym ciągu prowadzić narodową politykę twardej ręki: "Przepychanki wokół wyborów przewodniczącego Komisji Europejskiej pokazały, że motor europejskiej integracji zaciął się. Francja i Niemcy z głównych akolitów UE zamieniły się jej hamulcowych. To okazja, by mniejsze kraje, w tym Polska, przejęły od nich pałeczkę czołowych Europejczyków. Dziś można zapytać: Czy jest jeszcze dziś coś, co Berlin i Francja mogłyby zrobić wbrew unijnym zasadom? Wspomagają własne gospodarki, łamiąc kryteria budżetowe z Maastricht czy reguły uczciwej konkurencji. Deprecjonują też unijne instytucje."

(16/09/2009)