Polityka

Węgry: od gulaszowego komunizmu po kredyty hipoteczne

Artykuł opublikowany 16 lipca 2014
Artykuł opublikowany 16 lipca 2014

W ciągu niespełna dekady Węgry przeszły trudną tranformację od specyficznego modelu łagodnego komunizmu do demokracji kapitalistycznej. Dzięki programom adaptacyjnym kraj wszedł w nowe tysiąclecie w fazie wzrostum jednak rząd gwałtownie zwiększył zadłużenie. Tysiące rodzin zaciagało kredyty hipoteczne w obcych walutach, co doprowadziło je do ruiny.

Pierw­szym za­sko­cze­niem dla nie­przy­go­to­wa­ne­go po­dróż­ni­ka przy­by­wa­ją­ce­go do Bu­da­pesz­tu bę­dzie praw­do­po­dob­nie roz­kle­ko­ta­ny so­wiec­ki po­ciąg, który nadal prze­mie­rza trasę linii 3 do sa­me­go serca wę­gier­skiej sto­li­cy. W trak­cie po­dró­ży je­dy­nie setki bil­bo­ar­dów, które za­stą­pi­ły dawną pro­pa­gan­dę po­li­tycz­ną, będą nam przy­po­mi­nać, że od upad­ku że­la­znej kul­tu­ry i spe­cy­ficz­ne­go mo­de­lu pań­stwa wę­gier­skie­go - gu­la­szo­we­go ko­mu­ni­zmu - mi­nę­ło nie­mal ćwierć wieku.

„By­li­śmy naj­we­sel­szym ba­ra­kiem w so­cja­li­stycz­nym obo­zie" - za­uwa­ża pro­fe­sor Sándor Gyula Nagy, eks­pert w dzie­dzi­nie stu­diów eu­ro­pej­skich i wi­ce­dzie­kan Wy­dzia­łu Nauk Eko­no­micz­nych na Uni­wer­sy­te­cie Cor­vi­nus. Pod wzglę­dem go­spo­dar­czym wę­gier­ski model przy­po­mi­nał tu­tej­szą tra­dy­cyj­ną po­tra­wę - skła­dał się ze wszyst­kie­go po tro­chu. Przy­wią­zy­wa­no w nim wagę do do­stę­pu do dóbr kon­sump­cyj­nych i sta­ra­no się włą­czyć do go­spo­dar­ki pla­no­wa­nej pewne me­cha­ni­zmy ryn­ko­we. Ist­nia­ły małe przed­się­bior­stwa pry­wat­ne w sek­to­rze usług, na­pę­dza­no han­del za­gra­nicz­ny, wzra­stał eks­port do państw po obu stro­nach kur­ty­ny.

Jed­nak­że po zbu­rze­niu muru ber­liń­skie­go także na Wę­grzech po­w­sta­ło gru­zo­wi­sko. Kraj stra­ci­ł 70% do­cho­dów z eks­por­tu, a wskaź­ni­ki bez­ro­bo­cia tylko w ciągu roku się­gnę­ły 12%. Upa­dek sek­to­ra prze­my­sło­we­go przy­czy­nił się do po­waż­ne­go osła­bie­nia PKB, a wy­co­fa­nie do­płat spo­wo­do­wa­ło gwał­tow­ny wzrost cen dóbr pod­sta­wo­wych, przez co wielu miesz­kań­ców zna­la­zło się w kry­tycz­nej sy­tu­acji. „Rząd pod­jął się re­form rynku i li­be­ra­li­za­cji przed­się­biorstw pań­stwo­wych, ale nie uwol­nił się od ko­rup­cji. Ko­niecz­ne było przede wszyst­kim zmie­rze­nie się z dłu­giem pu­blicz­nym, który był ogrom­ny" - opo­wia­da Nagy.

Trans­for­ma­cja + pry­wa­ty­za­cja = szok!

Pro­ces trans­for­ma­cji i po­waż­nych re­form roz­po­czął się na Wę­grzech za ka­den­cji kon­ser­wa­ty­sty Józ­sefa An­talla, a do­koń­czo­ny zo­stał przez dwa ko­lej­ne rządy. Gdy u wła­dzy był Gyula Hor­n, który prze­kształ­cił je­dy­ną ist­nie­ją­cą do­tych­czas par­tię w do­sto­so­wa­ne do za­chod­nich wzor­ców ugru­po­wa­nie so­cjal­de­mo­kra­tycz­ne, w kraju za­ostrzono po­li­ty­kę oszczęd­no­ścio­wą przy po­mo­cy tzw. pa­kie­tu Bo­kro­sa, nad­zo­ro­wa­ne­go przez MFW. „Po­le­gał on po pro­stu na za­sto­so­wa­niu te­ra­pii szo­ko­wej" - wy­ja­śnia pro­fe­sor Nagy. Przy­spie­szo­no pry­wa­ty­za­cję, wpro­wa­dzo­no opła­ty za stu­dia, ogra­ni­czo­no wy­dat­ki so­cjal­ne i prze­pro­wa­dzo­no de­wa­lu­ację, w efek­cie czego zmniej­szy­ły się do­cho­dy. Był to naj­bar­dziej dra­stycz­ny pro­gram re­form w hi­sto­rii Wę­gier. 

Pra­wi­ca, sku­pia­ją­ca się wokół obec­ne­go pre­mie­ra Vik­tora Orbána, sko­rzy­sta­ła z po­wszech­nej nie­chę­ci wobec pa­kie­tu Bo­kro­sa i prze­ję­ła wła­dzę w 1998 roku. Jej przed­sta­wi­cie­le, poza wy­co­fa­niem naj­mniej po­pu­lar­nych, ale nie­istot­nych z go­spo­dar­cze­go punk­tu wi­dze­nia re­form, nie zaj­mo­wa­li się jed­nak głów­ny­mi li­nia­mi po­li­ty­ki po­przed­ni­ków. Po raz pierw­szy wę­gier­ska go­spo­dar­ka zna­la­zła się w fazie wzro­stu i za­czę­ła przy­cia­gać ka­pi­tał za­gra­nicz­ny.

Kiedy pierw­szy rząd Orbána po­nióśł klę­skę w 2002 roku, po­grą­żo­ny oskar­że­nia­mi o kon­cen­tra­cję wła­dzy i ko­rup­cję, wę­gier­ski dług był czę­ścio­wo spła­co­ny, in­fla­cja zmniej­szo­na, a go­spo­dar­ka utrzy­my­wa­ła stałe tempo wzro­stu. So­cja­li­ści po­now­nie do­szli do wła­dzy w mo­men­cie ko­rzyst­nych per­spek­tyw po­li­tycz­nych i go­spo­dar­czych. Za­le­d­wie dwa lata póź­niej Węgry przy­stą­pi­ły do UE, a naj­póź­niej w 2008 roku pla­no­wa­no wej­ść do stre­fy euro. Wszyst­ko było w jak naj­lep­szym po­rząd­ku.  

KRE­DY­TY WE FRAN­KACH -  STRZA­Ł W dzie­siąt­kę?

I wów­czas wy­da­rzy­ło się coś nie­zw­ykłe­go. W 2003 roku kształ­tu­ją­ca się klasa śred­nia za­czę­ła za­cią­gać kre­dy­ty w euro. „Wszyst­ko roz­po­czę­ło się w jed­nym z au­striac­kich ban­ków" - tłu­ma­czy Gábor Szie­gel, wów­czas star­szy eko­no­mi­sta w Na­ro­do­wym Banku Wę­gier, dziś do­rad­ca w sek­to­rze pry­wat­nym. „Od­set­ki w euro oscy­lo­wa­ły w oko­li­cach 4%, pod­czas gdy cena w fo­rin­tach była wyż­sza o około 10%. Ktoś stwier­dził, że by­ło­by do­brym po­my­słem zaofe­ro­wać takie po­życz­ki wę­gier­skim klien­tom - naj­pierw na sa­mo­chód, z cza­sem po­ja­wi­ły się kre­dy­ty hi­po­tecz­ne" - wspo­mi­na.

Od 2004 roku do wy­bu­chu swia­to­we­go kry­zy­su go­spo­dar­cze­go frank za­stą­pił euro na rynku kre­dy­to­wym. „Kurs wy­mia­ny fo­rin­ta był opła­cal­ny, marża zysku więk­sza, więc ktoś po­my­ślał: dla­cze­go by na tym nie sko­rzy­stać?" - tłu­ma­czy Szie­gel. Stało się to moż­li­we, po­nie­waż ty­sią­ce ro­dzin - 10% po­pu­la­cji - zde­cy­do­wa­ły się na wiel­ki skok - zakup auta, speł­nie­nie za­chcian­ki czy upra­gnio­ną wy­pro­wadz­kę z so­cja­li­stycz­ne­go blo­ko­wi­ska. Jed­nak­że kry­zys znisz­czył plany wej­ścia do stefy euro. W mię­dzy­cza­sie rząd so­cja­li­stów, ko­rzy­sta­jąc ze sprzy­ja­ją­cej ko­niunk­tu­ry, znacz­nie zwięk­szył wy­dat­ki pu­blicz­ne i wró­cił do za­dłu­ża­nia pań­stwa do gra­nic moż­li­wo­ści.

Po­wrót do oszczęd­no­ści po skan­da­lu z udzia­łem so­cja­li­stycz­ne­go pre­mie­ra Fe­renca Gyurc­sány'ego, który w 2006 roku przy­znał, że kła­mał, aby wy­grać wy­bo­ry, ude­rzył w kie­sze­nie ro­dzin ob­cią­żo­nych kre­dy­ta­mi. De­wa­lu­acja fo­rin­ta od po­cząt­ku kry­zy­su po­dwo­iła ich za­dłu­że­nie, które tym samym dla więk­szo­ści z nich stało się nie­moż­li­we do spła­ce­nia - zwłasz­cza, że śred­nie wy­na­gro­dze­nie oscy­lo­wa­ło w tam­tym cza­sie wokół 350 euro. Pa­ra­doks sy­tu­acji jest oczy­wi­sty - po­mi­mo za­cho­wa­nia kon­tro­li nad po­li­ty­ką mo­ne­tar­ną, de­wa­lu­acja do­pro­wa­dzi­ła do zu­bo­że­nia lwiej czę­ści miesz­kań­ców.

Kto był za to od­po­wie­dzial­ny? Pro­fe­sor Nagy nie ma wąt­pli­wo­ści: „Wszy­scy. Banki, które nie wy­ja­śnia­ły, na czym po­le­ga ry­zy­ko, rząd, który nie wy­si­lił się zbyt­nio, aby ure­gu­lo­wać sy­tu­ację i oby­wa­te­le, któ­rzy nie roz­wa­ży­li ry­zy­ka". Gábor Szie­gel zga­dza się, ale w jego po­glą­dach można do­strzec pe­wien dy­so­nans. „Nie sądzę, żeby banki wie­dzia­ły z góry, że po­mysł był zły. Rynek wa­lu­to­wy, a kon­kret­nie rynek fran­ka, przez pra­wie 15 lat był sta­bil­ny. Nikt nie mógł prze­wi­dzieć ry­zy­ka zwią­za­ne­go z wy­ku­pem ob­li­ga­cji na rynku wtór­nym, który to spo­wo­do­wał zmia­nę kur­sów wy­mia­ny.

Szie­gel wska­zu­je jed­no­cze­śnie na naj­istot­niej­szy fakt w wę­gier­skim kry­zy­sie: „To, co było sza­leń­stwem i jed­no­cze­śnie klu­czem do wszyst­kie­go, to przej­ście do kre­dy­tów hi­po­tecz­nych we fran­kach. W przy­pad­ku kre­dy­tów w euro można by było od­dzia­ły­wać przy­naj­mniej na jedną ze zmien­nych, to zna­czy kurs wy­mia­ny fo­rin­ta. Tym­cza­sem jeśli ob­cią­ży­my hi­po­te­kę we fran­kach, wią­że­my go­spo­dar­kę z dwoma ro­dza­ja­mi ry­zy­ka, na które nie je­ste­śmy w sta­nie wpły­wać, a są to wa­ha­nia kursu fran­ka w sto­sun­ku do euro i do fo­rin­ta" - przy­zna­je.

ROZ­WIĄ­ZA­NIEM jest EU­RO­PA

Jak za­po­biec po­wtó­rnej ka­ta­stro­fie? Jest to trud­ne, ale obaj eko­no­mi­ści są zgod­ni co do klu­czo­wej kwe­stii: ko­niecz­na jest ko­or­dy­na­cja i po­ro­zu­mie­nie w spra­wie po­li­ty­ki go­spo­dar­czej mię­dzy wszyst­ki­mi człon­ka­mi Unii. „Nie tak łatwo wy­co­fać z rynku pro­dukt tego typu. Na­ro­do­wy Bank Wę­gier sprze­ci­wiał się, ale w jego mocy było je­dy­nie ostrze­ganie. Jeśli za­ka­żesz pro­duk­tu na skalę na­ro­do­wą, między­na­ro­do­we banki po pro­stu prze­nio­są bazy da­nych swo­ich we­gier­skich klien­tów do sie­dzi­by w innym pań­stwie i pro­ble­m po­wró­ci. Można tego unik­nąć je­dy­nie dzię­ki wspól­nej po­li­ty­ce nadzo­ru ostroż­no­ścio­we­go w skali makro" - za­pew­nia Szie­gel.

Nie­mniej jed­nak Nagy scep­tycz­nie od­no­si się do moż­li­wo­ści wę­gier­skiej wa­lu­ty. „Ktoś, komu wyda­je się, że małe pań­stwo jest w sta­nie kon­tro­lo­wać swoją go­spo­dar­kę przy po­mo­cy kursu wa­lu­to­we­go, nie wie, w jakim świe­cie żyje. To rynek kon­tro­lu­je go­spo­dar­kę. Wła­śnie dla­te­go na­le­ży dążyć do więk­szej in­te­gra­cji eu­ro­pej­skiej". To cie­ka­wa lek­cja w pań­stwie, w któ­rym pa­ra­doks zdaje się być na­tu­ral­nym sta­nem rze­czy. Być moze dla­te­go na Placu Wol­no­ści, w samym cen­trum Bu­da­pesz­tu, za­le­d­wie sto me­trów od sta­re­go mo­nu­men­tu bo­ha­te­rów Armii Czer­wo­nej znaj­du­je się po­mnik Ro­nalda Re­agana. Widok godny naj­lep­sze­go gu­la­szu.

TEN REPORTAŻ JEST CZĘŚCIĄ EDYCJI PROJEKTU „EUTOPIA: TIME TO VOTE”. PROJEKT JEST WSPÓŁFINANSOWANY PRZEZ KOMISJĘ EUROPEJSKĄ, MINISTERSTWO SPRAW ZAGRANICZNYCH FRANCJI, FUNDACJĘ HIPPOCRÈNE, FUNDACJĘ CHARLESA LEOPOLDA MAYERA ORAZ FUNDACJĘ EVENS