Polityka

Wiedeń: austriacka młodzież spogląda w prawo

Artykuł opublikowany 14 października 2014
Artykuł opublikowany 14 października 2014

Rywalizujący na rynku pracy z imigrantami Austriacy zaczynają popierać coraz bardziej radykalne organizacje konserwatywno-nacjonalistyczne. 

W ponure i deszczowe popołudnie 27 września około 40 osób krząta się po prawie pustym placu Wallensteinplatz w wiedeńskiej dzielnicy Brigittenau. Garstka zgromadzonych przechadza się wśród straganów pełnych starych kryminałów i innych rupieci. Jedno ze stoisk oferuje piwo, inne gorące napoje i domowe ciasto. W oddali ktoś  śpiewa i gra na gitarze.

Można się zdziwić brakiem rozmachu zapowiadanej od dawna imprezy. To „Blaues Fest”, festyn rodzinny organizowany przez lokalne struktury prowadzącej w sondażach Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ). Zdaniem prof. Reinharda Heinischa z Uniwersytetu w Salzburgu może ona zdobyć głosy nawet 30-33% wyborców w tym kraju. Tymczasem, mimo całego politycznego zaplecza organizacji, która ma 40 tys. członków, odbywający się w tym samym czasie na drugim końcu miasta apolityczny lokalny pchli targ przy ulicy Neubaugasse przyciągnął o wiele więcej osób.

Powrót na szczyt

Po raz pierwszy głośno o FPÖ zrobiło się w latach 80., gdy stery w partii objął charyzmatyczny Jörg Haider. Pod jego przywództwem, dzięki zręcznej mieszance populizmu i prawicowej retoryki, partia odniosła swój największy sukces wchodząc do rządu w 1999 roku. Spotkało się to z bezprecedensowym oburzeniem ze stron innych państw, a Unia Europejska wprowadziła z tego powodu sankcje wobec Austrii. Był to ich największy sukces, ale również początek kryzysu. Organizacja, która zdobyła swoją popularność na krytykowaniu establishmentu, teraz stała się jego częścią. Szybko zaczęły się kłótnie i napięcia, zakończone w 2005 roku, gdy Haider i politycy skłonni zostać w rządzie stworzyli Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii (BZÖ), a FPÖ stała się partią opozycyjną.

Po 15 latach Partia Wolnościowa wraca na szczyt. Zdaniem prof. Heinischa ich popularność wynika ze słabości pozostałych dużych ugrupowań. „Poza Zielonymi, którzy dla wielu wyborców są przeintelektualizowani, FPÖ jest jedyną partią oferującą coś młodym. Pozostałe partie skupiają się na innych grupach – socjaliści na emerytach, a konserwatyści na katolikach i rolnikach” - tłumaczy specjalista od austriackiej prawicy. Partia Wolnościowa opiera się w dużej mierze na głosach młodych ludzi – w ostatnich lokalnych wyborach byli najpopularniejsi wśród wyborców z przedziału wiekowego 16-29 lat. Trzonem partii są mężczyźni bez wyższego wykształcenia. Klasa robotnicza, uczniowie techników i zawodówek – osoby które muszą rywalizować z imigrantami o pracę, z sentymentem słuchając opowieści o tym, jak kiedyś było lepiej. Typowego wyborcę FPÖ bardzo dobrze uosabia jej lider, HC Strache – technik dentystyczny oraz najmłodszy przewodniczący dużej partii w Austrii.

Austria dla Austriaków

Aby dotrzeć do młodych ludzi, lider FPÖ nagrał hip-hopową piosenkę. Obejrzało ją ponad milion osób.

„Ludzie chcą powrotu do korzeni. Nie podoba im się obecna polityka, w której zbyt wiele czasu poświęca się imigrantom, zapominając o rodowitych Austriakach” – tłumaczy mi Alexander Schierhuber, lider studenckiej młodzieżówki FPÖ – Ring Freiheitlicher Studenten (RFS) oraz asystent europosłanki Barbary Kappel. Uważa, że młodzi, czując zagrożenie imigracją, problemy na rynku pracy oraz wzrost przestępczości, zwracają się w stronę jego partii. Jako sztandarowy przykład polityki, która im się nie podoba, podaje historię budynku w wiedeńskiej dzielnicy Erdberg, który miał zostać akademikiem, a stał się tymczasowym ośrodkiem dla uchodźców z Syrii.

FPÖ nie jest jedyną konserwatywną organizacją, która zdobywa popularność wśród młodych Austriaków. W kraju bogata jest historia tradycyjnych, silnie konserwatywnych bractw studenckich. Oficjalnie są one niezależne, jednak zdaniem prof. Heinischa, Strache w dużym stopniu polega na nich przy budowaniu struktur partyjnych FPÖ w Wiedniu.

Jednym z najmłodszych i najbardziej widocznych ruchów jest austriacki odłam identitaryzmu. Założony w 2012 roku w Wiedniu zrzesza obecnie ok. 100 osób i ma drugie tyle nieoficjalnych sympatyków. Głównym celem ruchu jest walka z muzułmańską imigracją. Nie uważają się oni za ruch prawicowy, a jedynie oddolną inicjatywę. „Nie jesteśmy prawicą czy lewicą, nie popieramy partii obecnych w Parlamencie. One, a szczególnie lewica, nie są w stanie odpowiedzieć na problemy takie jak imigracja, napięcia etniczne, postępująca globalizacja i liberalizm gospodarczy” – tłumaczy mi lider Identitäre Bewegung Österreich (IBÖ), Alexander Markovics.

Problemy i szanse

Skrajna prawica w Austrii jest dużo skrupulatniej badana niż podobne ruchy w innych europejskich krajach i wynika to z historycznych powodów. Gdzie indziej podobne organizacje są komentowane przez lewicowe partie bądź think-tanki, tu zajmuje się nimi Centrum Dokumentacji Austriackiego Ruchu Oporu (DÖW) – fundacja, która bada również Holocaust i neonazistów. Każdy, kto chce, może bez problemu wydobyć na światło dzienne niewygodną przeszłość. Pierwsi powojenni liderzy FPÖ byli nazistami, to samo jednak można powiedzieć o przywódcach pozostałych dużych austriackich partii. „To były inne czasy” – tłumaczy mi Schierhuber, gdy pytam o jego poprzednika Norberta Burgera, lidera młodzieżówki z lat 70., nazwanego przez DÖW neonazistowskim terrorystą. „Poza tym on nie był terrorystą, tylko walczył o wolność Południowego Tyrolu” – dodaje. Prof. Anton Pelinka z Central European University w Budapeszcie uważa, że samych neonazistów jest obecnie w Austrii kilka tysięcy. „W FPÖ, albo przynajmniej w jej pobliżu, są neonaziści, lecz stanowią niewielką grupę. To nie oni są jednak problemem, problemem jest to, że ich obecność nie przeszkadza młodym wyborcom" - dodaje profesor. Niektóre grupy starają się wyprzedzić atak - np. IBÖ na swojej stronie internetowej zaznacza, że oskarżanie jej o nazizm jest nie na miejscu.

„FPÖ jest mniej radykalne niż sądzi większość ludzi. Nie można ich porównywać z węgierskim Jobbikiem albo greckim Złotym Świtem” – mówi natomiast prof. Heinisch. Czy stać ich jednak na to, by wygrać wybory? Na sukces na miarę francuskiego Frontu Narodowego albo brytyjskiego UKIP-u? Prof. Heinisch uważa, że wszystko zależy od tego, co zrobią pozostałe duże partie. Jego zdaniem Strache jest mniej utalentowanym politykiem od Haidera, więc może być ciężko nawet z sukcesem na miarę tego z 1999 roku. „W Austrii partie są starsze niż kraj, zakładały go już dwukrotnie – w 1918 i 1945 roku. Gdy widzą, że tracą popularność, znajdują nowego lidera i odzyskują stracone poparcie. Socjaliści wygrali tak trzy wybory parlamentarne pod rząd. Możliwe, że tym razem będzie tak samo” – tłumaczy prof. Heinisch.

Dopóki jednak mniej radykalne partie nie przedstawią ciekawej oferty rywalizującym na rynku pracy z imigrantami Austriakom, będą oni z zainteresowaniem patrzeć w stronę FPÖ oraz oddolnych konserwatywnych ruchów takich jak identytaryzm.

TEN RE­POR­TAŻ JEST CZĘ­ŚCIĄ EDY­CJI PRO­JEK­TU „EU­TO­PIA: TIME TO VOTE”. PRO­JEKT JEST WSPÓŁ­FI­NAN­SO­WA­NY PRZEZ KO­MI­SJĘ EU­RO­PEJ­SKĄ, MI­NI­STER­STWO SPRAW ZA­GRA­NICZ­NYCH FRAN­CJI, FUN­DA­CJĘ HIP­POCRÈNE, FUN­DA­CJĘ CHAR­LE­SA LE­OPOL­DA MAY­ERA ORAZ FUN­DA­CJĘ EVENS.