Polityka

Wielki Brat na Słowacji

Article published on 9 stycznia 2008
Article published on 9 stycznia 2008
21. grudnia 2007 zlikwidowano kontrole graniczne wewnątrz UE. Za to wschodnia granica upodobniła się do twierdzy.

Jacky jest bohaterem wieczoru. Samiec rasy Retriever ze słowackiego urzędu celnego wyczul schowek z papierosami w ukraińskim Oplu. Kierowca musi na oczach celników rozebrać swoje auto. Bez słowa rozkręca je na części. Papierosy są wszędzie, we wszystkich możliwych schowkach. Ponad 20 sztang. Kierowcy grozi kara nawet do 3 lat wiezienia i zakaz wjazdu do Unii przez 5 lat.

To codzienność na największym ukraińsko-słowackim przejściu granicznym Vysne Nemecke. Przemytnicy papierosów to tylko "małe rybki". Z wielką pomocą UE Słowacja uszczelniała swoje granice przed nieproszonymi imigrantami. To przejście graniczne jest jednym z ostatnich miejsc kontroli granicznej pomiędzy Ukrainą i Oceanem Atlantyckim od rozszerzenia strefy Schengen 21. grudnia 2007 roku.

Cud z Schengen

Miroslav Uchnar, szef nowej centrali policji w zwykle zaspanym Sobrance na wschodzie Słowacji mówi o "małym cudzie". Przed końcem roku UE wydawała się być zdecydowana nie dopuścić Słowacji do strefy Schengen. Czesi, dla których swoboda ruchu w Europie jest bardzo ważna, grozili zamknięciem granicy ze Słowacją, pomimo tego, że Czesi i Słowacy żyli przez ponad 75 lat w jednym państwie, a reżim graniczny od 1993 roku był raczej luźny.

Również słowacki minister spraw zagranicznych, Robert Kaliniak, wspomina dziś tamte czasy ze strachem, ponieważ Słowacy wywołali w Brukseli i w Pradze zadziwienie swoim nieprzygotowaniem do debaty nad Schengen. Ten 35-latek zbiera teraz pochwały: "Kiedy mój kolega z Luksemburga zobaczył to przejście graniczne, stanął przy ogrodzeniu i powiedział do dziennikarki: stoję teraz na granicy luksembursko-ukraińskiej".

Granica polsko-ukraińska (Fot.: Jan Zappner/ n-ost.de)

Żeby pokazać przesiedleńców Kaliniak musi cofnąć się do starszych nagrań wideo. "Obecnie takich przypadków nie mamy": mówi tonem niemal przepraszającym. "Rozniosło się, że zbudowaliśmy twierdzę. Imigranci próbują odtąd dostać się na zachód przez Polskę lub Węgry".

Z wdzięcznością wypowiada się o "solidarności europejczyków". Rozdysponowali 1/3 ze 100 mln euro, które zostały włożone w umocnienie granicy. "Do tego dochodzą specjaliści od włamań samochodowych i rozpoznawania fałszywych dokumentów, którzy szkolili naszych pracowników. Dlatego można tę granicę z całą pewnością nazwać europejską".

Kamery wszędzie gdzie tylko spojrzeć

W centrali w Sobrance jest spokojnie. Sześciu pracowników w małym pomieszczeniu pełnym monitorów ogląda wszystkie odcinki granicy. To granica bez drutów kolczastych. Kamery nie pozwalają dostać się nieproszonym gościom do strefy Schengen. Na południowym krańcu granicy, który jest płaski i łatwy do obserwowania kamery stoją w odległościach 167 m od siebie. Po zmroku albo przy zlej pogodzie automatycznie przełączają się na podczerwień.

Bardziej skomplikowana jest geografia północnego, górzystego obszaru. Tam specjalne urządzenia kontrolują nielegalne przekraczanie granicy. Urządzenia Thermo-Vision potrafią rozpoznać obiekty w odległości nawet do 5 kilometrów. Co więcej, odróżniają ludzi od zwierząt. “Nikt nam nie wierzył, że to działa“, wspomina szef policji, "do momentu kiedy zaprezentowaliśmy to na policjancie. Został pokazany przez kamerę, a jego pies - nie".

Wielki Brat grasuje też na przejściach dla samochodów ciężarowych i na przejazdach kolejowych. Ciężarówki i wagony są skanowane. Każdy człowiek ukrywający się w nich staje się ofiarą techniki. Tu też nie ma szans dla ludzi będących w drodze do raju UE. Komu pomimo tych wszystkich elektronicznych stróżów uda się przedrzeć, ten musi się liczyć z tym, że zostanie schwytany w jednej z 40 kilometrowych stref wewnątrz kraju.

Koniec podroży w Sobrance

Na komendzie policji nielegalni imigranci są nie tylko poddawani przesłuchaniom ale w pierwszej kolejności otaczani opieką. "Mieliśmy tu już zatrważające przypadki", mówi szef policji. "Na przykład przypadek Czeczenki znalezionej w lesie, która straciła trójkę dzieci próbując przedostać się do Polski. Dzieci zmarły z wycieńczenia i zimna". Niedługo czasie w okolicy powstanie przychodnia lekarska.

Kto nie postara się o azyl w Słowacji zostaje deportowany do Ukrainy. "Współpraca z drugą stroną przebiega bezproblemowo", mówi Uchnar. Oczywiście są wyjątki, czasami ukraińscy strażnicy są pomocnikami przemytników. Żeby to samo nie stało się po słowackiej stronie, strażnikom osładza się życie wyższymi zarobkami. Przeciętna płaca na Słowacji to 378 euro. Strażnicy graniczni, których liczba z 240 w wzrosła w 2004 do 886, dostają przeliczając 840 euro. "To ma ich zmotywować do nie brania łapówek od przemytników", tłumaczy Uchnar. Oczywiście urzędnicy znają system najlepiej. I wiedza doskonale, że kolegom nic nie ujdzie płazem.

Autor należy do niemieckiej sieci korespondentów n-ost

(Zdjęcie w tekście: ©Jan Zappner/ n-ost.de)