Polityka

WOLNA SYRIA RODZI SIĘ W PARYSKIEJ RESTAURACJI

Artykuł opublikowany 31 stycznia 2014
Artykuł opublikowany 31 stycznia 2014

W samym sercu Pa­ry­ża znaj­du­je się miej­sce, w któ­rym Sy­ryj­czy­cy czują się jak w domu. Róż­no­rod­ność jest tu mile wi­dzia­na, a je­dy­nym hym­nem jest wol­ność. To miej­sce to pro­wa­dzo­ne przez Al Ba­ti­na Ah­ma­da „Bi­stro Sy­rien”, które chęt­nie przyj­mu­je wszyst­kich tu­ła­czy. Stało się ono pa­ry­skim oknem na po­wsta­nie w Syrii.

Białe ścia­ny re­stau­ra­cji zo­sta­ły prze­kształ­co­ne w ogrom­ną ta­bli­cę w pełni od­da­ją­cą ducha buntu. Wszę­dzie można prze­czy­tać nie­zli­czo­ne hasła w ję­zy­ku arab­skim – nie mogę ich roz­szy­fro­wać, ale prze­czu­wam ich zna­cze­nie. Kiedy pro­szę Ah­ma­da o prze­tłu­ma­cze­nie nie­któ­rych zdań, mówi mi, że w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści do­ty­czą wol­no­ści. „Nie ma tu żad­ne­go zda­nia, które ko­ja­rzy­ło­by się z ra­dy­kal­nym is­la­mem" – mówi z dumą. Za­pi­sa­na ścia­na uka­zu­je więc w pro­sty spo­sób, że za re­wo­lu­cją sy­ryj­ską kryje się znacz­nie wię­cej niż fun­da­men­ta­lizm.

Lokal znaj­du­ją­cy się pod nu­me­rem 14 bul­wa­ru Bonne No­uvel­le jest praw­dzi­wą przy­sta­nią dla uchodź­ców. Wy­strój i oświe­tle­nie są tu cie­płe i każdy obie­ży­świat jest mile wi­dzia­ny. „Wszy­scy czują się tu jak u sie­bie – ar­ty­ści, pi­sa­rze, dzia­ła­cze po­li­tycz­ni i zwy­kli lu­dzie. Sun­ni­ci, szy­ici, chrze­ści­ja­nie i Kur­do­wie" – mówi Al Batin Ahmad, wła­ści­ciel tej nie­zwy­kłej re­stau­ra­cji ser­wu­ją­cej tra­dy­cyj­ne dania sy­ryj­skiej kuch­ni. Jego sło­wom do­wo­dzi eg­zem­plarz ty­go­dni­ka sa­ty­rycz­ne­go „Le Ca­nard En­cha­ine”, który leży przy wej­ściu do re­stau­ra­cji, obok tacy z ba­kla­wą. Tego pisma nie uświad­czysz w miej­scu, w któ­rym bra­ku­je wol­no­ści. 

Dwa­dzie­ścia lat temu Al Batin opu­ścił swoje ro­dzin­ne mia­sto Nawa i prze­niósł się do Szwe­cji, a na­stęp­nie do Pa­ry­ża. Kiedy roz­po­czę­ła się Arab­ska Wio­sna, na­tych­miast po­my­ślał, że „w Syrii też mo­gło­by się to wy­da­rzyć". I tak się też stało. Ponad tysiąc dni póź­niej i wiele ki­lo­me­trów dalej, dzię­ki swo­jej re­stau­ra­cji ten 42-let­ni Sy­ryj­czyk, spra­wia­ją­cy wra­że­nie spo­koj­ne­go i peł­ne­go dy­stan­su, stał się czę­ścią re­wo­lu­cji. „Po­mysł na pierw­szą pro-sy­ryj­ską ma­ni­fe­sta­cję w Pa­ry­żu zro­dził się wła­śnie w tym miej­scu” – wy­ja­śnia. Obok niego spo­strze­gam po­wie­szo­ną na ścia­nie zie­lo­no-bia­ło-czar­ną flagę sy­ryj­skich re­be­lian­tów. Cza­sem re­wo­lu­cja może być okre­ślo­na ko­lo­rem. „Syria to nie jest ani au­to­ry­tar­ny reżim, ani ra­dy­kal­ny islam. To zbiór na­ro­dów i re­li­gii, cy­wi­li­za­cja li­czą­ca ponad 4 000 lat. Po­dob­nie jak każdy inny kraj na świe­cie, za­słu­gu­je na wol­ność" – mówi Ahmad. To ostat­nie słowo ma w jego ustach szcze­gól­ny wy­dźwięk.

WI­DZIA­ŁEM, JAK WY­KŁU­WA­LI OKO MO­JE­MU OJCU

Dziś jak co wie­czór wielu uchodź­ców przy­szło do re­stau­ra­cji po­roz­ma­wiać, zjeść i po­słu­chać cie­ka­wych opo­wie­ści. Ahmad przed­sta­wił mi kilku z jego gości i za­pro­sił mnie do wspól­ne­go stołu na ta­ra­sie, gdzie ze­bra­ni roz­ma­wia­ją ży­wio­ło­wo i palą shi­shę. Jej za­pach pod­kre­śla­ją po­wie­wy zi­mo­we­go wia­tru. Jeden z obec­nych przy stole przed­sta­wia mi się – Ho­us­sam Al­de­en to za­wo­do­wy dzien­ni­karz o sym­pa­tycz­nym wy­ra­zie twa­rzy. „Je­stem fre­elan­ce­rem i pra­co­wa­łem dla Fran­ce 2, CNN i BBC” – wy­ja­śnia, po­słu­gu­jąc się pięk­ną an­gielsz­czy­zną. Wy­je­chał z Da­masz­ku 29 maja 2011 ro­ku. Chcia­no go aresz­to­wać po tym, jak wła­dze od­kry­ły jego praw­dzi­wy zawód. „To miej­sce jest dla mnie czę­ścią Syrii – spra­wia, że czuję się jak w domu” – tłu­ma­czy. Po chwi­li do­da­je, że Al Batin jest dla nich wszyst­kich jak „praw­dzi­wy oj­ciec”. „Znam wielu Sy­ryj­czy­ków, któ­rzy przy­je­cha­li tu nie zna­jąc ję­zy­ka, bez pie­nię­dzy i bez dachu nad głową. On im wszyst­kim po­ma­ga” – opo­wia­da Ho­us­san. „No­co­wa­łem w jego re­stau­ra­cji i spę­dzi­łem tu razem z 64 in­ny­mi uchodź­ca­mi Syl­we­stra” – do­da­je.

Przy na­szym stole sie­dzi też ar­ty­sta Kha­led Al­kha­ni, który trzy mie­sią­ce temu ma­lo­wał ścia­ny bi­stra: gra cieni i syl­we­tek w cie­płych ko­lo­rach, które mo­że­my po­dzi­wiać we wnę­trzach od­zwier­cie­dla jego oso­bi­ste do­świad­cze­nia. Miał za­le­d­wie 7 lat, gdy w lutym 1982 roku sy­ryj­ska armia Ha­fe­za al-Asa­da zrów­na­ła z zie­mią jego ro­dzin­ne mia­sto Hama, aby stłu­mić bunt spo­łecz­no­ści sun­nic­kiej. Zgi­nę­ło wtedy 40 000 osób, w tym wielu cy­wi­lów. Wśród nich był oj­ciec Kha­le­da. „Wi­dzia­łem, jak wy­dłu­by­wa­li mu oko. Nigdy nie uda mi się usu­nąć z pa­mię­ci tego ob­ra­zu” – wspo­mi­na, a na jego twa­rzy ma­lu­je się złość i ból. „Tutaj pró­bu­je­my bu­do­wać przy­szłość Syrii bez re­żi­mu Ba­sha­ra al-As­sa­da” – mówi z prze­ko­na­niem. „Oni myślą, że są bo­ga­mi i mogą bez­kar­nie za­bi­jać” – do­da­je. Po­mi­mo, że zdaje sobie spra­wę z faktu, że cena, którą Syria za­pła­ci za re­wo­lu­cję bę­dzie wy­so­ka, pod­kre­śla, że „naród sy­ryj­ski jest go­to­wy wal­czyć za wol­ność do ostat­nie­go tchu, bez wzglę­du na kosz­ty”. W tym mar­szu ku wol­no­ści re­stau­ra­cja prze­kształ­ci­ła się w „okno na świat” – miej­sce, gdzie można roz­ma­wiać „bez py­ta­nia o zgodę”.

RA­DY­KAL­NY ISLAM TO DLA ZA­CHO­DU PRE­TEKST, ŻEBY NIC NIE ROBIĆ

Kilka me­trów od nas uśmiech­nię­ci Firas i Sadek pro­wa­dzą oży­wio­ną roz­mo­wę. Obaj po­cho­dzą z Da­masz­ku i przy­by­li do Pa­ry­ża wiele lat przed re­wo­lu­cją. Firas jest ma­la­rzem, ale do­ra­bia w re­stau­ra­cji. „Pra­co­wa­łem jako fo­to­graf żony sy­ryj­skie­go pre­zy­den­ta, ale oko­licz­no­ści zmu­si­ły mnie do rzu­ce­nia pracy i wy­jaz­du” – wy­zna­je. Sadek Abou Hamed jest dzien­ni­ka­rzem Fran­ce 24. „Fran­cu­ski ko­le­ga za­py­tał mnie, czy sy­ryj­ska re­wo­lu­cja jest świec­ka. Od­po­wie­dzia­łem mu, że war­to­ści, dla któ­rych wal­czy­my są dużo prost­sze: jest to god­ność i wol­ność” – tłu­ma­czy z pro­fe­sjo­na­li­zmem. „Po­ja­wie­nie się ra­dy­kal­nych grup is­lam­skich zruj­no­wa­ło nasz wi­ze­ru­nek, ale nie praw­dzi­we­go ducha buntu” – mówi i od razu do­da­je: „Ra­dy­kal­ny islam to pre­tekst dla Za­cho­du, żeby nic nie robić”.  

Firas śpiesz­nie zdąża ku wyj­ściu. „Prze­pra­szam, ale muszę już iść – w piąt­ki gramy w piłkę nożną” – tłu­ma­czy. Kilka me­trów dalej jego ko­le­dzy uśmie­cha­ją się, krzy­czą i obej­mu­ją się. Są wśród nich Al Batin, Ho­us­sam, Kha­led, oraz wielu in­nych. Wszy­scy cie­szą się chwi­lą ra­do­ści, która na chwi­lę po­zwa­la im za­po­mnieć o „re­wo­lu­cji, która zmie­ni­ła się w wojnę”. Oto mo­ment za­po­mnie­nia o bólu i nie­do­stat­ku. Dzię­ki Ah­ma­do­wi i temu azy­lo­wi peł­ne­mu aro­ma­tów, przy­praw i tra­dy­cyj­nych sma­ków, wszy­scy zna­leź­li miej­sce, w któ­rym mogą pie­lę­gno­wać wol­ność na­ro­du sy­ryj­skie­go. 

„Pra­gnę dla każ­de­go ta­kiej wol­no­ści, w któ­rej wol­ność jed­nych nie bę­dzie ka­mie­niem gra­nicz­nym dla dru­gich, lecz w któ­rej znaj­dą oni po­twier­dze­nie oraz moż­li­wość roz­sze­rze­nia swo­jej wol­no­ści w nie­skoń­czo­ność; pra­gnę wol­no­ści jed­nost­ki, nie­ogra­ni­czo­nej przez wol­ność wszyst­kich, wol­no­ści w so­li­dar­no­ści, wol­no­ści w rów­no­ści; wol­no­ści try­um­fu­ją­cej nad bru­tal­ną siłą i za­sa­dą wła­dzy, która była za­wsze tylko ide­al­nym wy­ra­zem tej siły; wol­no­ści która oba­liw­szy wszyst­kich boż­ków nie­biań­skich i ziem­skich, stwo­rzy i zor­ga­ni­zu­je nowy świat na gru­zach wszyst­kich Ko­ścio­łów i wszyst­kich Państw” - Mi­chał Ba­ku­nin.

Ten ar­ty­kuł jest czę­ścią ra­por­tu spe­cjal­ne­go Cafébabel na temat wy­da­rzeń w Syrii.