Polityka

Wybory - pułapka na głupców, czyli historia głosowania we Francji

Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2012
Artykuł opublikowany 20 kwietnia 2012
W przeddzień wyborów prezydenckich we Francji zostaniemy zarzuceni najświeższymi danymi statystycznymi szczegółowo opisującymi jak będą głosować ludzie młodzi, starsi, kobiety, mężczyźni oraz poszczególne grupy należące do rozmaitych kategorii społecznych i zawodowych.
Jednak jeżeli istnieją głosy, które regularnie przechylają szalę wyborów i przekreślają przedwyborcze prognozy, to możemy być pewni, że są to tzw. głosy...głupca.

We Francji, bez dwóch zdań istnieją całe masy (10-20% głosujących), które w ciągu kilku lat są zdolne zmienić zdanie o 180 stopni. Są ich całe masy, bo nawet jeśli obszerna literatura polityczna próbowała zdefiniować zarys tych mas (jak np. tacy autorzy jak Michel Audiard czy François Cavanna), ich granice były zawsze trudne do określenia. Jak więc teraz policzyć ile tak naprawdę jest „głosów głupca”?

Źle się z tym czuję, ale oddam „głos użyteczny”

Trudno określić, ponieważ wielu „głupców” nie chce się ze swoją głupotą wychylać. Reszta mówi o niej wprost. Od razu przychodzą na myśl wiece wyborcze Frontu Narodowego z początków lat 80-tych, gdzie można było spotkać zwolenników tej partii z dumą prezentujących koszulki z napisem: „Jestem głupcem. W 81 roku zagłosowałem na Mitteranda”. Wtedy mieliśmy do czynienia z „głupcem”, który się ujawnia, z głupcem walczącym. Niestety obecnie „głupiec” jest o wiele mniej skłonny do wychylania się ze swą głupotą.

Pozostaje raczej wstydliwy i zamknięty w sobie.Trudno jest również zdefiniować pojęcie „głosu głupca” [fr. „vote con”] (czy też „głupiego głosu”?). Czy możemy jednak być pewni, że wobec braku możliwości oddania „głosu użytecznego” nigdy nie oddamy „głosu głupca”? To prawda że pojęcie „głosu użytecznego” (do oddania którego - uwaga! - nawołują nie sami szefowie partii, czy kandydaci na prezydenta, ale ich poplecznicy!) przywodzi na myśl takie słowa jak: strategia, planowanie, inteligencja. Na przykład: „Nie głosuję na prawicę z zasady, bo mam poglądy lewicowe, ale (głosując na umiarkowaną prawicę) wierzę, że zablokowanie możliwości dojścia do władzy skrajnej prawicy to mój psi, republikański obowiązek”. Właśnie tak się stało w 2002 roku, gdy głosy tradycyjnych wyborców lewicy uniemożliwiły Jean-Marie Le Penowi wygranie wyborów prezydenckich w drugiej turze (oddali oni głos na centroprawicowego Jacquesa Chiraca). „Źle się z tym czuję, ale oddam głos użyteczny” - zapewne pomyśleli. Tylko czy oddając „głos użyteczny” podejmujemy demokratyczną grę? Czy nie czujemy się manipulowani i nie dajemy się skusić do pójścia w stronę „głupoty”?

Czy „głos głupca” to przewrotny efekt demokracji?

Wzywanie do oddania „głosu głupca” z pewnością istnieje, tylko jest zawoalowane. Dlatego też nasi politycy odwołują się do wachlarza rozmaitych negatywnych odczuć, takich jak strach, zawiść czy zazdrość, rozłożonych na całą gamę sloganów od „Ochronimy was” po „Nie lubię bogatych”. Można się założyć, że obecna kampania, która nie błyszczy specjalnie wzniosłością myśli, przyczynia się stopniowo do coraz bardziej bezpośrednich wezwań do oddania „głosu głupca”. W istocie, w wyniku zawirowań tej „socjologii wyborczej dla nikogo” powiemy że „głos głupca” to tak naprawdę rezultat taktyki zorganizowanej z całą znajomością rzeczy przez „mądrych”. Tych mądrych, którzy tym razem jeżą się na „pułapkę na głupców” (fr. „Élections, pièges à cons” - ten określający wybory slogan, popularny od 1968 roku, został pierwszy raz użyty przez Jean-Paula Sartre'a).

Należy uważać, żeby nie przypisywać oddawania „głosu głupca” wyłącznie osobom o niskiej inteligencji. Osoby te są często wykształcone i dobrze zorientowane w sytuacji wyborczej. Wystarczy im po prostu, na przykład, posłużyć się możliwością powiedzenia „nie”, z czego we Francji otwarcie wszyscy korzystają. Czują się więc wolni i niezależni, podczas gdy tak naprawdę są konserwatywni i reakcyjni. Któż bowiem zadowala się jedną jedyną okazją do wyrażania swego zdania i wypowiedzenia „nie”? Czyż nie umacnia się stopniowo w swoim zamyśle odmowy przy następnych okazjach, kiedy mu coś nie pasuje? Szukajcie, szukajcie... a znajdziecie.

Ostatnie pytanie: czy oddanie „głosu głupca” to kwestia wieku wyborcy? O ile ogólnie prawdą jest, że „nie da się tego na sto procent ustalić”, to można też zauważyć, że w kraju gdzie nie można odebrać prawa jazdy komuś, komu bardzo pogorszył się wzrok, nie można również odebrać prawa głosu komuś, kto wykazuje oznaki demencji starczej. Może należałoby dostrzec współzależność społeczeństwa coraz bardziej starzejącego się ze społeczeństwem, w którym wzrasta poziom głupoty? Byłoby to prawdopodobnie ujęcie niesprawiedliwe i mocno ograniczające fakty. Lepiej już zaśpiewać za Georgesem Brasssensem „Czas nie ma nic do rzeczy, gdy...”(fr. „le temps ne fait rien à l’affaire, quand on…”).

Jeżeli osoby, które dopadły wątpliwości i obawy po przeczytaniu tego artykułu, chcą przed pójściem na wybory poznać stopień swojej głupoty, mogą zajrzeć na stronę internetową poświęconą tej tematyce.

Fot. : główna (cc) Brice Blondel/flickr , teskt (cc) Sterin/flickr ; wideo : Alain Badiou (cc) pietro681bleu/YouTube, Brassens (cc) ptetbenquoui/YouTube.