Polityka

Wybory w Belgii: sukces radykalnej flamandzkiej partii nacjonalistycznej (N-VA)

Artykuł opublikowany 18 czerwca 2010
Artykuł opublikowany 18 czerwca 2010
13 czerwca 2010 minęło ledwie 20 lat, od kiedy Belgowie poszli po raz pierwszy na wcześniejsze wybory. W przeciągu ostatnich siedmiu, głosowali sześciokrotnie. Surrealistyczne? Może. Ostatnie lata przypominają jedną rozwlekłą kampanię wyborczą, podczas której żadna z partii nie czyni najmniejszych ustępstw.

Przez ostatnie trzy lata rząd belgijski pod przywództwem premierów Yvesa Letermea, Hermana Van Rompuya i ponownie Yvesa Letermea, potykał się o kolejne kryzysy. Dla ratowania sytuacji król stworzył nawet nowe stanowiska królewskich negocjatorów, które obsadził doświadczonymi byłymi ministrami. 

Słyszeliście o BHV?

Po trzech latach Flamandzcy Liberałowie i Demokraci (Open VLD) podali rząd do dymisji, nie znajdując żadnego rozwiązania na problem podziału dwujęzycznego okręgu wyborczego Brussels-Halle-Vilvoorde (BHV). Cała kampania wyborcza koncentruje się teraz wokół BHV. Kryzys gospodarczy szaleje, euro jest pod presją, budżet brnie coraz głębiej w deficyt, społeczeństwo coraz szybciej się starzeje, lecz kampania w całości dotyczy kwestii podziałów społecznościowych. Partie w Belgii nie widzą wiele innych opcji poza graniem tą kartą. W roku 2007 partia centrum (Chrześcijańscy Demokraci i Flamandowie, CD&V) utworzyła blok wspólnie z separatystycznym Nowym Sojuszem Flamandzkim (N-VA), by wygrać wybory. Jednakże konflikt na tle społecznościowym stał się tak wyraźny, że utworzenie rządu było praktycznie niemożliwe. Okręg wyborczy BHV, który w rzeczywistości nigdy nie był podzielony, stał się największym symbolem niemocy dojścia do kompromisu pomiędzy różnymi grupami językowymi w Belgii.

Do poczytania na cafebabel.com : Kim jesteś, Belgu?

Najbardziej surrealistyczne jest to, że Belgów, którzy rozumieją delikatność kwestii BHV, dystryktu, którego najwyraźniej nie da się podzielić, można policzyć na palcach jednej ręki. Dwa miesiące temu upadł rząd; dlatego też kampania wyborcza obraca się wokół kwestii, którą przeciętny Belg rozumie jedynie w jej symbolicznym wymiarze.

Ostatnie wybory i Interes Flamandzki (VB)

24 listopada 1991 r., flamandzka partia nacjonalistyczna Blok Flamandzki (dzisiaj Interes Flamandzki) była wielkim zwycięzcą. Czarna Niedziela wyznaczyła początek niekończącego się wzrostu skrajnie prawicowej partii, do tego stopnia, że klasyczne belgijskie koalicje pomiędzy dwiema dużymi rodzinami politycznymi stały się matematycznie niemożliwe. W 2004 r., podczas gdy inne partie tworzyły nienaturalne sojusze, Blok powtórzył swój sukces. Do roku 2007, Belgia znajdowała się na skraju totalnego paraliżu.

N-VA może dostać 26% głosów.

Su partido, el N-VA ha conseguido 28 de los 150 escaños del ParlamentoW międzyczasie, na skutek presji międzynarodowej, rozpadł się Blok Flamandzki. CD&V uczepiło się stanowiska premiera po tym, jak rozpadł się sojusz z N-VA, i dziś zadaje ciosy. Wiecznie radykalna społeczność flamandzka czuje, że partia „zdradziła” sprawę flamandzką w zamian za władzę, której nie wykorzystała. Dzisiaj sondaże wskazują, że N-VA - partia, która sześć lat wcześniej nie mogła przekroczyć progu wyborczego, ale która bez szwanku wyszła z dialogu o kwestiach podziału w społeczeństwie - może otrzymać 26% głosówelektoratu flamandzkiego

Po 13 czerwca N-VA będzie dyktować warunki, ale czy charyzmatyczny lider partii, Bart De Wever, dołączy do rządu koalicyjnego? Wymagałoby to poważnej reformy państwa nadającej szerokie kompetencje regionom oraz społecznościom. Czy N-VA i partie francuskojęzyczne, znajdą gdzieś pomiędzy ich sprzecznymi żądaniami do kompromis? Prawdopodobnie nie. Kolejnym, bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest szeroka koalicja przegranych: tradycyjnych partii politycznych, które wytyczą ostatnią reformę państwa, trzęsąc tyłkiem ze strachu, z nadzieją natychmiastowego osuszenia gruntu pod nogami N-VA. Cztery lata, które dzielą nas od kolejnych wyborów federalnych, mogą przynieść Belgii tak bardzo potrzebną stabilizację polityczną. Jednakże istnieje prawdopodobieństwo przetasowania kart przez wyborców w taki sposób, że stabilność już zawsze należeć będzie do przeszłości.

Artykuł napisany przez Toma Cocheza i opublikowany w dłuższej wersji w niezależnym magazynieApache News Lab.

Zdj.: główne ©stttijn/Flickr; Bart Van Wever ©thomasgeuens/Flickr