Polityka

Z wyborów na ulicę: bojkot demokracji?

Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2011
Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2011
Wstrzymanie się od głosu uchodzi w rozwiniętych demokracjach za wyraz braku zainteresowania wydarzeniami politycznymi. Co jeśli zostanie ono użyte do osiągnięcia celów politycznych?

Protesty, oburzeni obywatele oraz demonstranci są widoczni na każdym kroku. Ostatnio w krajach arabskich, a od dawna w Europie, coraz więcej ludzi wychodzi na ulice. Jedni sprzeciwiają się radykalnym cięciom budżetowym, inni skandują: ,,nie jesteśmy materiałem w rękach polityków oraz bankowców” i walczą zarazem o ,,prawdziwą demokrację”. Recesja gospodarcza oraz wzrost utraty wiary w politykę panują obecnie w wielu krajach europejskich. Rosnące bezrobocie, spadający standard życia, brak perspektyw oraz słabo płatne prace były tym, co zjednoczyło młodych ludzi, a następnie przedstawicieli innych grup społecznych i dało początek ogólnokrajowych demonstracjom. Trudno przewidzieć, w jakim stopniu owe protesty mogą rozwiązać problemy oraz czy są w stanie spowodować zmiany polityczne i gospodarcze.

Cechą wspólną protestujących jest to, że domagają się zmian w polityce ich krajów. Jednakże protesty w Madrycie i Kairze różnią się czymś bardzo ważnym – powodem niezadowolenia manifestujących. Podczas, gdy w Egipcie manifestanci protestują przeciwko autokratycznym rządom – walczą, aby posiadać prawo wyboru oraz żądają wprowadzenia demokracji, w niektórych częściach Europy panuje przekonanie, że głosowanie mija się ze swoim celem, a raczej jego skutecznością.

Wychodząc z założenia, że frekwencja wyborcza wyraża aprobatę demokracji reprezentatywnej, powstrzymanie się od udziału w wyborach powinno być traktowane jako wyraz dezaprobaty. Brak udziału w wyborach jest od dawna praktykowany w różnych zakątkach Europy. W portugalskiej wiosce Lajeosa do Dão obywatele zbojkotowali ostatnio wybory do parlamentu, które miały odbyć się w miejscowej szkoły podstawowej, zaryglowując drzwi wejściowe do budynku. Jeszcze większy zasięg miał ogólnospołeczny apel do bojkotu wyborów w Hiszpanii. Na wezwanie ,,odpowiedziało” blisko 25 000 osób w Madrycie oraz 60 000 w całym kraju.

Pozostaje jednakże wątpliwość, czy poprzez absencję wyborczą oraz demonstracje można uzdrowić polityczny system? Pewne jest to, że od określonej liczby niegłosujących wzwyż, wynik wyborów jest uważany za niereprezentatywny i prawnie niewiążący, co oznacza w praktyce nowe głosowanie. Jeśli wyborcy ponownie zagłosują w ten sam sposób, rozpisane zostaje referendum w sprawie zmiany konstytucji, które może wymusić zmiany polityczne. Ale jakie zmiany? Czy następstwem demokracji reprezentatywnej będzie demokracja partycypująca? Jest wątpliwe, że takie państwa terytorialne jak Hiszpania, Portugalia czy Grecja pozwolą sobie na wprowadzenie podobnego ustroju we własnych krajach. Jaki ustrój pozostaje zatem Europejczykom? Nie byli oni przecież tymi, którzy tak chętnie chwalili się swoją demokracją w świecie arabskim?

Fot. główne (cc)tupolev und seine kamera/flickr