Polityka

Załamanie gospodarcze wpłynie na wybory w Hiszpanii

Artykuł opublikowany 21 lutego 2008
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 21 lutego 2008
Hiszpania, będąc w czołówce europejskiej pierwszej ligi, przeżywa negatywne skutki zbyt dużego wzrostu gospodarczego. Kryzys zagraża zbliżającym się wyborom.

(Jaimed'urgell/Flickr)Hiszpania jej zamki, jej słońce... i cud, który spowodował, że kraj ze wzrostem gospodarczym równym wzrostowi USA awansował od 1994 roku z szesnastego na ósme miejsce pod względem PKB, a Hiszpania wedle oenzetowskiego Wskaźnika Rozwoju Społecznego przesunęła się z 22 na 13 miejsce. Ukoronowaniem jest hojny budżet, który zadowala europejskich sąsiadów. Jednak te wyliczenia, jak domek z kart, mogą runąć przez kryzys finansowy. Ekonomia ingeruje w wybory, a Zapatero, szef hiszpańskiego rządu, trzyma fason i próbuje nie utonąć.

Hiszpania, która się uśmiecha

Oto dziesięciolecie niezwykle przychylne hiszpańskiej gospodarce: silny wzrost i niewielki deficyt budżetowy. W skrócie: pełne szczęście. Przepis na "hiszpański cud" opiera się przede wszystkim na wewnętrznym popycie i imigracji, a dostęp do dóbr konsumpcji pozwolił Hiszpanom osiągnąć europejski poziom życia. Banki przyspieszyły ten proces prowadząc ekspansyjną politykę monetarną. Ponieważ aby konsumować i inwestować potrzeba pieniędzy, Hiszpanie zadłużają się, czasem na niestałe procenty. Pomyślcie tylko - pożyka na 50 lat ze zmiennym oprocentowaniem!

Hiszpania mlekiem i miodem płynąca (anroir/Flickr)A co jest lepszego niż dom? Dziesięć lat temu Partia Ludowa zapoczątkowała tą gorączkę propagując kulturę własności. Jednak, żeby kupić dom trzeba pożyczyć pieniądze. Branża nieruchomości rozkwitła przyczyniając się w dużej mierze do "hiszpańskiego cudu". Potem ruszyła cała gospodarka. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza rządząca od 2004 roku obiecywała uspokoić rynek. Po części jej się to udało: udział budownictwa w PKB zmalał z 14% do aktualnych 9%.

Inflacja i bezrobocie

Jako że każdy cud ma swoją cenę, hiszpański wzrost spowodował zwiększenie inflacji. Z powodu coraz większej ilości pieniądza, jego obieg staje się zamknięty i nie udaje się go zahamować. W efekcie ceny rosną. Wewnętrzna konsumpcja osiągnęła szczyt, eksport staje się trudny i kraj musi zadłużyć się za granicą. Co gorsza, wydajność nie wzrasta a to oznacza, że kraj nie ma środków, by bez końca przedłużać gospodarczy raj i żyje ponad stan. Analitycy obawiają się powtórki amerykańskiego kryzysu.

Bańka nieruchomości eksplodowała w 2007 roku. Połowa agencji nieruchomości musiała wtedy zamknąć podwoje i, żeby skomplikować jeszcze sytuację, na całym świecie rynek stał się niespokojny. Wzrost obniżył się z 4,3% w 2006 roku do 3,8% w 2007 roku. W tym samym czasie stopa bezrobocia wzrosła z 8,1% do 8,6%. Pierwszy odruch premiera Zapatero zaplątanego w elektoralny bój to dać każdemu Hiszpanowi 400 euro zgodnie z keynesowską iluzją, że zaleczy się problem. Na szczęście ostrożna polityka budżetowa wdrożona w ostatnich latach pozwoliła na zaoszczędzenie "na chude lata" 50 miliardów euro.

Z reformami trzeba jeszcze poczekać

Jednak Hiszpania nie może zapomnieć o myśleniu długofalowym. Otwartość, elastyczność, edukacja: czy nie lepiej rozwiać złudzenia bogactwa i doprowadzić do prawdziwej poprawy? Hiszpania to jedyny kraj należący do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w którym w latach 1995-2005 średnia płaca zmniejszyła się. Hiszpania nie może wciąż opierać wzrostu na polityce niskich płac.

Pedro Solbes odpowiedzialny za wprowadzanie Euro (jmlage/Flickr)Pedro Solbes, który zapoczątkował reformę wstępując do Ministerstwa Finansów w 1993 roku, nie zdołał ujednolicić przepisów kiedy został europejskim Komisarzem ds. finansów. Kiedy ponownie został ministrem w Hiszpanii przepraszał, że nie przewidział krachu na rynku nieruchomości. Czy dlatego Hiszpanie nie zostali zaproszeni na Downing Street gdzie odbywało się spotkanie na temat kryzysu gospodarczego pod koniec stycznia?

Zdjęcia w tekście: Zapatero (Jaime D'Urgell/Flickr); Hiszpania (anroir/Flickr); Pedro Solbes (jmlage/Flickr)