Polityka

Zamachy w Stambule: banalność zła

Artykuł opublikowany 27 stycznia 2016
Artykuł opublikowany 27 stycznia 2016

W ataku terrorystycznym w turystycznej dzielnicy Błękitnego Meczetu w Stambule o poranku 12 stycznia zginęło 10 osób, a 15 zostało rannych. I choć dziś w całym mieście wciąż mówi się o tych wydarzeniach, życie toczy się dalej. Jakby terror stał się już przykrym banałem.

Godzina 11.30, wtorkowe przedpołudnie. Breaking news na lokalnych kanałach telewizyjnych, SMS-y wysyłane do najbliższych, poczta pantoflowa wśród klientów jednego z Bakkali, portale społecznościowe. Wiadomość wkrótce pojawia się na ustach wszystkich: w Sultanahmet, turystycznej dzielnicy Stambułu, w niewyjaśnionych okolicznościach nastąpiła eksplozja.

Ja sama dowiaduję się o tym od rodziców niemal w tej samej chwili, gdy czytam na facebooku post znajomego, w którym pyta: „Jestem przy Cihangir (Taksim) i właśnie słyszałem wybuch, ktoś poza mną też?”. I kolejny, w którym ktoś odpowiada, że też słyszał – „...brzmiało jak grzmot, ale przecież na niebie nie ma chmur. Różne  duże obiekty latają nad Stambułem, kiedy grasuje wiatr Lodos. Może to właśnie słyszeliśmy?”.

Staram się zachować spokój i utwierdzać się w przekonaniu, że to rzeczywiście Lodos, ten porywisty i gorący podmuch, który często bywa sprawcą ogromnych szkód. Nawet firmy gazociągowe zalecają, by wyłączać ogrzewanie, kiedy się pojawia, ponieważ zdarza się, że blokuje kominy.

Jednym uchem wpada…

Mimo to zaglądam na Hurriyet Daily News, angielskojęzyczną wersję renomowanej tureckiej gazety codziennej Hurriyet. Na głównej stronie mowa jest o eksplozji w pobliżu Błękitnego Meczetu, która zabiła kilka osób.

Natychmiast dzielę się tą informacją z moimi współlokatorem, trzydziestoletnim grafikiem. Ledwie podnosi wzrok znad swojej aplikacji na komórce, której nazwy nie pamiętam. Jego reakcja jest interesująca o tyle, że na razie po prostu żadna. Zupełnie żadna.

Dopiero kiedy staje się jasne, że jest wiele ofiar śmiertelnych i że najprawdopodobniej mamy do czynienia z atakiem terrorystycznym, dociera do nas powaga sytuacji. „Lepiej nie jedź metrem” – radzi  mi. „Muszę wprawdzie iść do pracy, ale jakoś sobie poradzę” – odpowiadam. Quentin z cafébabel Istanbul zgadza się ze mną: „Na uniwerku ludzie piją çay i śmieją się przy tym, nie ma żadnych zasępionych min!”. Mówimy sobie, że to duża przesada: zostawać w domu, uniknąć wszelkiego przemieszczania się, jak gdyby nasze życie było zagrożone.

…a drugim wypada

Podczas gdy sama jestem zdziwiona swoim spokojem i zdolnością wypierania, zastanawiam się nad stosunkiem do terroryzmu w mieście, w którym mieszkam od dwóch lat. Bomba, eksplozja, strzelanina: to sytuacje, które delikatnie mówiąc znaczą dla mnie tyle, co zapłata czynszu pod koniec miesiąca. Może nawet mniej. Serio.

Byłam w wielkim szoku po zamachach w Ankarze (10.10.2015 r., jak dotąd najgroźniejszy zamach w Turcji, do którego przyznał się Daesh; zginęły w nim 102 osoby) i w konsekwencji stałam się ostrożniejsza. Jednak nie mogę powiedzieć, żebym kiedykolwiek naprawdę niepokoiła się o swoje bezpieczeństwo, a już na pewno nie w takim stopniu, jak moi znajomi z Belgii czy Francji. Moja lekkomyślność czy lekkomyślność powszechna?

Tym, co powoduje, że stawiam sobie tego typu pytania, jest częstotliwość takich sytuacji – sytuacji, w świetle których zamach w Stambule wydaje się bardziej poruszać ludzi oddalonych o tysiące kilometrów niż tych, którzy tu żyją.

Przyzwyczajenie i geografia

Nie wiem, co jest tego przyczyną. Może chodzi o to, że tam, w Belgii, Holandii i Francji, są nasze rodziny, nasi przyjaciele, którzy słuchają wiadomości i się niepokoją. Kiedy w 20 dni po strasznym zamachu w Ankarze w serwisach informacyjnych  pojawiają się nagłówki w stylu: „Wybuch w Stambule w pobliżu stacji metra”, trudno się dziwić, że  mój ojciec pisze mi, że „już czas wracać do Brukseli”. Puck, również z ekipy lokalnej Cafebabel w Stambule, napisał mi na przykład: „O zamachu dowiedziałem się, kiedy rodzina i przyjaciele zaczęli pytać, czy jestem jeszcze żywy.”

Może dzieje się tak też dlatego, że w przeciwieństwie do „mojej ojczyzny“, tego rodzaju wydarzenia, takie zamachy, po prostu zdarzają się tu częściej. Mówiąc „tutaj”, mam na myśli ogólnie Turcję, podzieloną od 1984 roku przez konflikt kurdyjski. Ale też w samym Stambule, którego gęstość zaludnienia wynosi ponad 5 000 mieszkańców na kilometr kwadratowy, ryzyko zamachów jest na pewno wyższe. I nieuniknione jest też, że im więcej się o tym mówi, tym bardziej się do tego przyzwyczajamy. Do tego dochodzi podział miasta przez cieśninę Bosfor na trzy części (azjatycką, europejską i Złoty Róg). Kiedy czyta się: „Kobieta dokonała zamachu samobójczego przeciwko policji w dzielnicy Fatih” – można odnieść wrażenie, że mowa o jakimś bardzo odległym miejscu.

Kolejnym powodem może być narastająca od czasów protestów na placu Taksim i zamachów w Ankarze sensacyjność. Przez pryzmat tamtych wydarzeń interpretowane są obecne zajścia w Stambule. Wszystkich demonstrantów porównuje się do tych z placu Taksim, każdy wybuch staje się aktem terroru. Poza tym Stambuł jest miastem o wielkości 2 600 kilometrów kwadratowych, które z kolei jest częścią aglomeracji liczącej 5 000 kilometrów kwadratowych.

Kiedy więc mówi się o „eksplozji w Stambule“, dotyczy to naprawdę całkiem sporego obszaru. Weźmy na przykład wiadomość o policji, która „otworzyła ogień w Stambule” - wybrakowany, krzykliwy nagłówek. Okmeydani to dzielnica w której, nie owijając w bawełnę, często dochodzi do scysji i aktów przemocy między policją a cywilami. To tak, jakby donosić o każdym incydencie z przedmieść Paryża czy Nowego Jorku.

Nasze rodziny, które za bardzo się martwią, kraj, w którym wszyscy przywykli już do „najgorszego”, wydarzenia opisywane przez media zbyt ogólnikowo – być może różnicę w reakcjach pomiędzy tymi, którzy są na miejscu, a tymi oddalonymi o tysiące kilometrów wyjaśnia jeden z czynników opisanych powyżej. Może żaden z nich. A może wszystkie.

Nie mam gotowych odpowiedzi. Pewne jest to, że jedna rzecz uległa zmianie: po raz pierwszy jestem zaniepokojony tym, jak dalej potoczą się losy świata – tym, że terror stał się banalny. Także dla mnie.

-

Artykuł autorstwa ekipy lokalnej cafébabel Istanbul.