Polityka

Zbudowane na benzenie

Artykuł opublikowany 1 lutego 2007
Artykuł opublikowany 1 lutego 2007
Budapeszt chce wznieść nowoczesny park naukowy na terenach byłej fabryki gazowej Obuda. Niestety brakuje mu funduszy i politycznej stabilności

Tutaj, proszę popatrzeć, to jest wieża ciśnień!, Imre Gróf, trzymając mocno lewą ręką kierownicę, prawą wskazuje mi czerwono-białą wieżę, która wznosi się na tle grudniowego nieba Budapesztu. Dzikie krzaki przylegają do jej cokołu.

Gróf manewruje zdecydowanie swoim samochodem po trudnych do przebycia terenach byłej fabryki gazowej Obuda w północnym Budapeszcie. Wyboje to najmniejszy problem, mówi, ale tutaj wszystko jest w bardzo złym stanie. Budynki zostały wybudowane między 1912 a 1914 rokiem, kiedy zapotrzebowanie na gaz w Budapeszcie było duże. 70 lat później wyszły już z użycia, a zakład zamknięto. Dzisiaj stoją opuszczone nad brzegiem Dunaju.

Jednak czy coś wkrótce się tu zmieni, zależy od dobrej woli władz Budapesztu. Już wkrótce ma powstać nowoczesny park naukowy. Muzeum Techniczne Węgier mogłoby wtedy znaleźć tu swoje nowe miejsce, wraz z hotelami i restauracjami.

Imre Gróf, krępy, niepozorny pięćdziesięciolatek z brodą i wąsami powinien te plany urzeczywistnić. Jest przewodniczącym towarzystwa Budapest Urban Development. Skromne biuro Grófa znajduje się przy wjeździe na tereny. Stąd próbuje znaleźć inwestorów dla chronionych obiektów. To nie jest proste zadanie, ponieważ jego jedynym współpracownikiem jest jego sekretarka.

Dobra jakość w dobrej atmosferze

Przedsiębiorstwo Graphisoft rozwinęło tutaj, w południowej części terenów, swój Softwarepark. Większość budynków parku zrobiona jest z surowej cegły i szkła. W stołówce firma Future Catering zapewnia młodym ekspertom węgierskie specjały i napoje energetyczne.

Graphisoft została założona w 1982 roku i rozpoczęła szybko działalność na całym świecie. Zajmuje się oprogramowaniem architektonicznym. Główny architekt János Kocsány kieruje losem parku: Wierzymy, że dobrą jakość można osiągnąć tylko w dobrej atmosferze, opisuje ideę parku. To, co jest dobre dla nas, będzie również dobre dla innych przedsiębiorstw. Dlatego też oferujemy tutaj budynki biurowe.

Kiedy projekt rozwoju parku wkroczył w latach 90. na nowe drogi, natrafił na ślady przeszłości. Kocsány pokazuje nam zdjęcia z pracy na budowie, można dostrzec szkielety i kości w grobach. To są kości Rzymian, wyjaśnia lapidarnie. Niedaleko terenów fabryki znajduje się Aquincum, szczątki rzymskiej osady. Na szczęście znaleźliśmy tylko groby i żadnych ważnych budowli, dodaje z ulgą architekt.

Dużo brudu i mało pieniędzy

Właśnie tego najbardziej obawia się Gróf. Była fabryka gazowa leży bliżej centrum Aquincum niż Softwareparku. Gdyby znaleziono rzeczywiste antyczne szczątki, należałoby zobowiązać się do ich zachowania. To właśnie najbardziej przeraża inwestorów. W razie potrzeby moglibyśmy wybudować coś w rodzaju głębokiego garażu, w którym pokazywalibyśmy odwiedzającym, że stąd właśnie pochodzą wszystkie znaleziska, myśli pragmatycznie Gróf.

To jednak nie jedyna sprawa, która przysparza Węgrom kłopotów. Miasto Budapeszt ma wielkie plany i mało pieniędzy. Nie ma sensu prosić o pieniądze z kasy miasta, ponieważ deficyt budżetowy jest zbyt duży. Kilka milionów Euro kosztuje chociażby sama renowacja starych budynków. Naszym celem jest, aby budynki odremontowały firmy prywatne, a za to mogłyby uzyskać długoletnie prawa do użytkowania, proponuje optymistycznie Gróf.

Jednakże, aby zwabić inwestorów potrzebna jest polityczna stabilność. A tej w Budapeszcie brakuje, ponieważ partie są ze sobą bardzo skłócone. Na początku października odbyły się wybory samorządowe. Jednak dopiero w połowie grudnia politycy doszli do porozumienia na tyle, aby wybrać pierwszego z trzech zastępców burmistrza.

Poza tym budynki byłej fabryki są zanieczyszczone metalami ciężkimi i benzolem. W gazowni w Amsterdamie usypano wielką górę z całego toksycznego materiału, a następnie zasadzono na niej rośliny, opowiada Gróf. Często odwiedza inne tego typu projekty w Europie, aby zdobyć informacje. Krisztián szacuje, że utylizacja szkodliwych odpadów w fabryce Obuda będzie kosztować od czterech do dziesięciu milionów Euro. To on, na zlecenie miasta, opracował plan rozwoju terenów byłej fabryki.

Laboratorium dla artystów

Tak dużo pieniędzy Zoltan Balla nie ma do dyspozycji. 29-letni projektant jest inicjatorem Tüzrakter, alternatywnego projektu kulturowego. Każdego lata byłe laboratorium naukowe w sercu Budapesztu przemienia się w centrum kultury, w którym odbywają się imprezy, koncerty i wystawy. Artyści z całej Europy mogą tu urzeczywistniać swoje pomysły. Tutaj francuscy artyści maja swój teatr marionetek, mówi Balla i wskazuje nam wielkie pomieszczenie. Jego głos roznosi się po pustych korytarzach budynku. Teraz, w zimie, Tüzrakter stoi pusty. Prawie nie ma okien i drzwi, tu i ówdzie zobaczyć można dziwne dzieła sztuki: hamak z węży ogrodowych czy niekształtny bar z kartonowych pudeł.

Za dzierżawę terenów zakłady płacą z pieniędzy, które przynoszą letnie imprezy. Jednak nie mogą sobie pozwolić na komfort pewności planowania. Każdej zimy podpisujemy nową umowę na lato. Ale nie możemy być pewni czy w przyszłym roku budynki dalej będą używane. Pomimo nieprzyjemnych okoliczności Balla nie chce zmieniać budynków. Byłe laboratorium to właśnie to, czego potrzebujemy, mówi z uśmiechem. Robimy tutaj teraz laboratorium sztuki. Tylko właśnie dla artystów.

Również Imre Gróf, pomimo wszystkich rzymskich ruin i zanieczyszczeń przemysłowych dostrzega pozytywną spuściznę swojej ojczyzny. Zaciąga wysoko rolety w swoim biurze i pokazuje mury stojącego naprzeciwko budynku. Cegły wokół okien były robione ręcznie, mówi i spoglądając dumnie na przystrojone fasady dodaje: Coś takiego trzeba uchronić.

Fotografie w tekście: Martin Schneider