Społeczeństwo

Ateny i kwestia (braku) meczetu: mroczny konflikt

Artykuł opublikowany 2 maja 2012
Artykuł opublikowany 2 maja 2012
Pośród 11 milionów ludzi zamieszkujących Grecję, muzułmanie to grupa od 700 tys. do miliona osób. Liczba ta nie jest dokładnie sprecyzowana, bowiem społeczność muzułmańska napotyka spore trudności ze strony rządu w kwestii gromadzenia na ich temat danych. Nie wchodząc w zbędne szczegóły – Ateny są jedyną stolicą europejską, która nie posiada meczetu.

Społeczność muzułmańska w Grecji różni się znacznie od tradycyjnych mniejszości. Jej członkowie przebywają na tych ziemiach od dziesięcioleci. Wielu z nich należy do tak zwanej drugiej generacji – urodzili się i dorastali w Grecji. Żyją, mówią i nawiązują kontakty jak cała reszta Greków. Jednak nie są pełnoprawnymi obywatelami, a przynajmniej się nimi nie czują, ponieważ rząd stale odrzuca ich prośbę o budowę meczetu. 

„Zaproponowano nam opcję sfinansowania meczetu przez Arabię Saudyjską, ale ją odrzuciliśmy. Nie chcemy im niczego zawdzięczać, domagamy się przestrzeni stworzonej przez rząd grecki, przestrzeni publicznej” - mówi Naim Elghandour, przewodniczący Związku Muzułmanów w Atenach. On i jego żona, Ana, całe życie spędzili w Grecji. Naim przyjechał tu z Egiptu i nawet odbył służbę wojskową w kraju helleńskim. Mimo to nadal napotykają przeszkody na drodze do pełnej integracji w greckim społeczeństwie. Ostatnie porozumienie do którego doszło, dość stabilne, to cesja terenu pod budowę meczetu. Problem pojawił się, kiedy się okazało, gdzie ów teren się znajduje – tuż obok lotniska. „To szaleństwo. Praktycznie żaden muzułmanin nie mógłby jeździć tam pięć razy dziennie, żeby odmówić modlitwę. Nie tylko z uwagi na czas ewentualnego dojazdu, ale także z powodów finansowych i braku środków transportu”. W ten sposób projekt zlekceważono po raz kolejny i wszystko zostało po staremu. „Organy rządowe twierdzą, że to nie jest ich wina i że chcą wybudować meczet. To prawda, że nigdy nam nie odmówili. Jednak brak działań w tej kwestii mówi więcej niż słowa”. 

Bez meczetu i cmentarza

Muzułmanie nie mają również swojego cmentarza. Istnieje jeden, w Komotini, na północy Grecji. Wyznawcy islamu z Aten muszą przemieszczać się aż tam. To nie zawsze jest łatwe, nie tylko ze względu na podróż samą w sobie, ale także z uwagi na podwyższone koszty, które generuje przeniesienie pogrzebu na taką odległość. Cmentarz ten jest zarządzany przez społeczność muzułmańską z tamtego regionu. Muzułmanie uznali, że pozostaną silni tworząc solidarny front, co ma swoje zalety. „Ale my wcale tego nie chcemy” - mówi Ana. „Nie chcemy tworzyć getta, społeczeństwa wewnątrz społeczeństwa”. Zapewnia, że wiele organizacji pozarządowych sugerowało im mnóstwo razy, aby oddali sprawę do sądu, do trybunał międzynarodowego, ale oni się na to nie zgadzają. „To byłaby ostateczność, która oznaczałaby postawienie przed sądem naszych sąsiadów. Wiązałoby się to z upokorzeniem naszych znajomych i przyjaciół. Nie chcemy tego”. Żebym mogła na własne oczy zobaczyć jak żyją muzułmanie w Atenach,

Mohammed Rossa zaprasza mnie do miejsca, gdzie codziennie zbierają się w celu odbycia wspólnej modlitwy. Spotkanie ma miejsce podczas ostatniej, wieczornej modlitwy - o godzinie 21. Dlatego kiedy przybywam w okolice dzielnicy Neos Kosmos jest już ciemna noc. O tej godzinie światła w domach są już zgaszone i to nie świecące latarnie przyciągają uwagę osób spacerujących po tej dzielnicy po raz pierwszy, ale spora liczba kolorowych neonów, które rozświetlają sylwetki skąpo ubranych dziewcząt w dwuznacznych pozach. Droga prowadząca do miejsca spotkania usiana jest Lidos i sex-shopami. Pokusa dla ciała, a tuż obok oczyszczanie ducha. Paradoksalne. Mohammed opuścił rodzimą Palestynę i od blisko 20 lat mieszka w Grecji, jednak nadal nie otrzymał obywatelstwa. „Zawsze jest jakaś wymówka: najpierw mówili, że muszę tutaj mieszkać przez 10 lat, potem, że muszę mieć pracę, potem, że muszę się postarać o inną pracę… Moje rodzeństwo miało szczęście i już otrzymało obywatelstwo, bo to były inne czasy, lata temu. Wielu ludziom udało się to załatwić podając kopertę pod stołem”.

Al Salam, meczet w garażu

Miejsce, które spełnia rolę meczetu dla muzułmanów w Atenach to dawny garaż usytuowany pod jednym z budynków. Nie jest to jedyny taki meczet w Atenach, i choć trudno jest ustalić ich dokładną liczbę, wiadomo, że oscyluje ona koło setki. „Nie można dokładnie tego sprawdzić, bowiem każdy może zorganizować miejsce spotkań i modlitwy, nawet w swoim własnym domu czy lokalu” - wyjaśniają mężczyźni oczekujący na odmawianie modlitwy na ulicy. Duża część społeczności muzułmańskiej mieszka w tej części miasta, dlatego ów meczet stał się jednym z najbardziej popularnych w Atenach i przychodzi do niego najwięcej wiernych: w jego wnętrzu mieści się do 500 osób. Jeśli pójdziemy w prawo i wejdziemy po niewysokich schodach, znajdziemy się w małym pomieszczeniu z rzędem umywalek, dzięki którym wierni mogą dokonać przed odmówieniem modlitwy tradycyjnej ablucji. W tym samym pomieszczeniu muzułmanie obmywają swoich zmarłych. Przestrzeń jest niewielka i trzeba ją wykorzystać w jak najlepszy sposób. Po lewej stronie znajduje się podjazd prowadzący do sali modlitw, pokrytej dywanami o czerwonawym odcieniu, a na stojących tutaj półkach jest kilka egzemplarzy Koranu i książki dotyczące islamu. Mogłoby to wyglądać na prawdziwy meczet, gdyby nie rury wentylacyjne biegnące pod sufitem. Mohammed i jego żona kupili ten garaż w 1993 roku, bo uważali, że taka przestrzeń będzie potrzebna i założyli Al Salam, pierwszy meczet w Grecji.

W połowie modlitwy przybywa „ona” - Julie Jalloul. Ta młoda dziewczyna pochodzenia syryjskiego studiuje dziennikarstwo na Uniwersytecie Ateńskim. Julia przytacza coś ciekawego, co przydarza jej się od czasu do czasu – niektórzy znajomi rozmawiają z nią o „tych imigrantach, którzy tu przyjeżdżają”, nie zdając sobie sprawy, że ona w gruncie rzeczy też jest jedną z nich. „Mieszkam tutaj od urodzenia, mówię po grecku normalnie, bez akcentu. Dlatego wiele osób dziwi się, kiedy mówię, że właściwie pochodzę z Syrii”. Teraz jest w trakcie realizacji projektu polegającego na stworzeniu strony internetowej nagłaśniającej wszystkie te wiadomości, które łączą Grecję ze światem islamu

Z uwagi na trudną sytuację, zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną, znalezienie rozwiązania kwestii meczetu w najbliższej przyszłości wydaje się mało prawdopodobne. Niepokoje wśród Greków nie zostały jeszcze całkowicie wyciszone, co pokazały zamieszki i niedawne samobójstwo jednego z emerytów na placu Sintagma, a także budowa obozu dla uchodźców przeznaczonego dla nielegalnych imigrantów, który to projekt grecki rząd doprowadza właśnie do końca. „Myślę, że wielu muzułmanów, którzy ostatnio przybyli do Grecji, zdecydowałoby się na wyjazd do innego państwa, a to z uwagi na brak możliwości życia w tym kraju. A ci, którzy na ziemiach greckich zapuścili już korzenie, raczej nie będą mieli innego wyjścia niż pozostać tutaj, żyjąc pod kontrolą i praktykując swoją religię w ukrytych meczetach”. 

Powyższy reportaż wchodzi w skład piątej edycji projektu pt. "Multikulturalizm w Europie". Serdeczne podziękowania dla ekipy cafebabel.com z Aten. 

Fot.: Colin Delfosse (outoffocus.be) dla Multikulti on the ground Ateny, projektu cafebabel.com.