Społeczeństwo

"Belgia - narkotykowy raj”?

Artykuł opublikowany 3 maja 2013
Artykuł opublikowany 3 maja 2013
Przy okazji badania opublikowanego przez Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii oraz Europol,  dziennik "De Standaard” poświęcił pierwszą stronę wydania z dnia 4 lutego 2013 roku problemowi narkotyków, tytułując ją: "Belgia – narkotykowy raj”. Cafebabel.
com przeprowadziło wywiad z LaurentemLanielem, jednym z najbardziej aktywnych naukowców, którzy brali udział w opracowaniu wspomnianego raportu, żeby dowiedzieć się, czy stwierdzenie to nie jest czasem zwykłym urojeniem.

Efekty działania narkotyków są czasem tak silne, że mogą wpłynąć na osoby, które zajmują się leczeniem efektów ich działania. Nawet patrząc na pierwszą stronę "De Standaard”, możnaby pomyśleć, że jego dziennikarze są uzależnieni od wydawniczych oparów. Jednak belgijski dziennik, wydawany po holendersku, posłużył się w swoim artykule naukowym raportem, który wyznacza kierunek polityki UE dotyczącej narkotyków na lata 2013-2017. Dokument ten, opracowany przez Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) i Europol na zlecenie Komisji Europejskiej, został sporządzony m.in. przez francuskiego badacza Laurenta Laniela. Socjolog, odpowiedzialny za badania w Instytucie Wyższych Studiów Obrony Narodowej Saint-Denis La Plaine i założyciel bloga "Drugstrat”, szczegółowo tłumaczy nam raport cytowany przez "De Standaard” i  opowiada o tym, co pominęła gazeta na pierwszej stronie.

4 lutego dziennik "De Standaard”, opierając się na pańskich badaniach, opublikował artykuł pt. "Belgia – narkotykowy raj”. Co pan o nim sądzi?

To uogólnienie mające na celu wywołanie sensacji. Pewne czynniki, takie jak liczne punkty importowania ecstasy i metaamfetaminy czy produkcja konopi indyjskich w Belgii, mogą prowadzić do tego typu stwierdzeń. Uważam, że dziennikarze wyolbrzymiają problem. W kwestii narkotyków Belgia wcale nie różni się od pozostałych krajów europejskich.

W raporcie wspomina Pan o "narkoturystyce” i o niewielkich starciach dyplomatycznych, które mogą wynikać z różnic w prawodawstwie sąsiadujących ze sobą krajów. O co dokładnie chodzi?

Na przykład o Holandię, której przepisy prawne są szczególnym przypadkiem. Coffee shopy zdobywają towar zgodnie z prawem, jednak ilość produkowanej w kraju konopi przekracza dozwolone limity. Podjęto odpowiednie kroki prawne, co zmusiło wytwórców do emigracji i, w związku z wzmożonym działaniem policji, do przeniesienia plantacji do innych krajów, zwłaszcza do Belgii. Niewielkie starcia dyplomatyczne, o których wspomina raport, a zwłaszcza to z 1996 roku pomiędzy Francją Chiraca i rządem holenderskim, dotyczyły głównie młodych Francuzów, którzy podróżowali do Holandii, żeby palić marihuanę i przemycać narkotyki.

Pański raport zwraca także uwagę na związek między miejscami, w których legalnie sprzedaje się narkotyki, a zorganizowaną przestępczością...

Tak, ale ostrożnie. Nie można mylić coffee shopów ze sklepami, w których sprzedaje się na przykład nasiona. Właścicielami tych ostatnich są zazwyczaj byli członkowie zorganizowanych grup przestępczych, które stworzyły z konopi prawdziwy biznes. Biznes, który oznacza pozbywanie się konkurencji i złe traktowanie pracowników. Zjawisko takie określa się mianem "przemocy horyzontalnej”, co znaczy po prostu, że do ataków dochodzi pomiędzy członkami mafii.

Co Pan sądzi o środkach prawnych podjętych przez holenderski rząd, który ograniczając liczbę konopi dostępnej w sprzedaży, od stycznia 2012 roku, zezwolił na sprzedaż narkotyków w coffee shopach jedynie mieszkańcom Holandii?

Wiem, że dochodzi do ograniczeń. Nie mogę jednak spekulować lub wyrażać opinii dotyczącej wyborów politycznych krajów członkowskich. Moja rola ogranicza się do obserwacji.

Raport podkreśla nowe możliwości handlu narkotykami w Europie w ostatnich latach, zwłaszcza tych związanych z rozpowszechnieniem się Internetu. W jakim stopniu pomaga on grupom przestępczym?

Powiedzmy, że ułatwia im komunikację. Większość nowych substancji psychoaktywnych produkowana jest w Azji i dość łatwo zdobyć je przez Internet. Problem w tym, że w Indiach i w Chinach te nowe narkotyki nie są nielegalne, a pracownicy fabryk, które je produkują, nawet nie wiedzą gdzie narkotyki są potem wysyłane. Przestępcy, którzy tam pracują, na bieżąco śledzą rozwój wszystkich nowych substancji. Wystarczy chociaż trochę znać się na chemii i poczytać specjalistyczne czasopisma, żeby wziąć produkt, który jeszcze nie jest zabroniony i zmodyfikować jego działanie tak, żeby przypominało efekty nielegalnych narkotyków. Bardzo trudno jest walczyć z tym systemem. Takie osoby zawsze są o krok do przodu - zanim władze zorientują się, że na rynku pojawił się nowy narkotyk i zanim go zbadają, może minąć wiele czasu. Poza tym, nie jest znane jego działanie długotrwałe, nie wiadomo czy jest niebezpieczny, czy nie... Błądzimy po omacku.

Jaka jest różnica między Europą i jej środkami do walki ze przestępczością zorganizowaną a innymi kontynentami?

Jednym z mocnych punktów Europy jest to, że nie postrzega narkotyków jedynie jako problem kryminalny, ale traktuje go także jako kwestię socjalną i zdrowotną. Skupienie się na zdrowiu często pozwala zrekompensować brak nadziei uzależnionych.

Fot.: główna (cc) the-g-uk/flickr ; wideo : (cc) euronewsfr/YouTube