Społeczeństwo

Berlin: wolontariusze na pomoc uchodźcom

Artykuł opublikowany 16 maja 2016
Artykuł opublikowany 16 maja 2016

Latem 2015 roku Niemcy zaprosili do siebie uchodźców z Syrii i sąsiednich krajów. Niestety, państwowe instytucje, których zadaniem jest pomoc uchodźcom, nie dały sobie rady z nadmiarem obowiązków. Inicjatywa obywatelska Moabit hilft (pol. „Moabit pomaga”) to tylko jeden z powodów, dla których cały system rejestracji uchodźców jeszcze się nie zawalił.

Idea projektu

W szczytowym momencie kryzysu, każdego dnia przed budynkiem Urzędu Zdrowia i Opieki Społecznej (LAGeSo) gromadziły się setki ludzi, którzy chcieli się dowiedzieć, czy ich zgłoszenia zostaną rozpatrzone pozytywnie. Ludzie zmęczeni długą wędrówką do Niemiec popadali w desperację i według doniesień walczyli między sobą o miejsce w kolejce. Organizacja Moabit hilft ruszyła z pomocą, żeby załagodzić atmosferę oraz żeby wesprzeć ludzi stojących przed LAGeSo i zaspokoić ich podstawowe potrzeby.

Dzisiaj organizacja Moabit hilft stale stacjonuje przed LAGeSo i funkcjonuje jako centrum pomocowe, gdzie można przynosić ubrania, żywność i produkty higieniczne, ale także pieniądze. Wolontariusze segregują dary i zanoszą je tym, którzy najbardziej ich potrzebują.

Wolontariusze

Hannah (20 lat): Studiuję matematykę, która wymaga sporego wysiłku intelektualnego. Tutaj nic nie zaprząta mojej głowy. Po prostu pakuję podpaski albo staram się zdobyć szampony. To łatwa praca. Otacza mnie mnóstwo miłych ludzi. Uchodźcy lubią tu przychodzić, lubią ruszyć się z domów. Nie mam pojęcia, jak udaje im się zachować optymizm po tym wszystkim, co przeszli.

Jasmin (34 lata): Pracuję, ile tylko mogę, czasem nawet przez 12 godzin. Obiecałam kiedyś dziadkom, że jeśli kiedykolwiek doszłoby do kryzysu uchodźczego, to będę pomagać. Sami byli niemieckimi uchodźcami w Jerozolimie, gdzie też się urodziłam. Do pewnego stopnia sama jestem uchodźczynią, bo nie mogę wrócić do Jerozolimy. Policja zaaresztowałaby mnie, ponieważ głośno wyrażałam swoje poglądy polityczne i sprzeciwiałam się ludobójstwu.

Jasmin (24 lata): Urodziłam się w Niemczech, moja matka była uchodźczynią z Libanu. Uciekła przed wojną. Najtrudniejsze momenty to te, kiedy wiesz, że nie możesz pomóc. Pracuję właśnie z jednym uchodźcą i wybieram się z nim do prawnika. Ma 17 lat, staramy się ściągnąć tutaj jego rodziców z Syrii. Jego rodzice są bardzo wiekowi. W sierpniu skończy 18 lat i wiemy, że do tego czasu nie uda nam się ich tu sprowadzić, bo czasu jest za mało.

Riyad (47 lat): Jestem tutaj kolejnym uchodźcą (śmiech). Pochodzę z Libii, ale 10 lat temu przyjechałem do Niemiec, żeby studiować materiałoznawstwo. Moja rodzina i dzieci też są tutaj, więc mam szczęście. Dzieci chodzą do niemieckich szkół i mówią płynnie po niemiecku. Nadal nie mam pozwolenia na pracę, chociaż bardzo chciałbym pracować. Otrzymujemy wsparcie finansowe z LAGeSo, ale nie chcę dostawać pieniędzy ot tak, dlatego zgłosiłem się tutaj na ochotnika i pracuję jako koordynator.

Ho Jong (47): Moja żona nie była zadowolona, że żyjemy tak sami dla siebie. Zdecydowaliśmy, że musimy mieć jakiś wkład w społeczeństwo. Po pierwsze, część wypłaty przelewamy na osobne konto i zgromadzone na nim środki wydajemy na pomoc innym. Po drugie, zawsze przez jakiś czas pomagamy „naprawdę”. Co roku bierzemy dwa tygodnie urlopu i pracujemy jako wolontariusze.

Unai (30 lat): Kiedyś pracowałem jako mechanik samochodowy, ale nie sprawiało mi to radości. Chciałem coś zmienić w swoim życiu, dlatego przeprowadziłem się do Berlina. Zawsze chciałem wykonywać jakąś pracę społeczną. Teraz studiuję pedagogikę i pracuję w niepełnym wymiarze godzin. Tutaj trzy razy dziennie podajemy ludziom czekającym przed LAGeSo herbatę, kawę i gorącą czekoladę. Ludzie się z tego cieszą. Lubię atmosferę, jaka tu panuje i pracę, jaką wykonujemy.

Mustafa (29): Pochodzę z Palestyny. Pracowałem jako nauczyciel arabskiego i literatury w Syrii. Jestem tu już od 8 miesięcy. Jak tylko skończę kurs niemieckiego, chcę iść na uniwersytet. Potem będę mógł znowu zostać nauczycielem.

---

Ten reportaż jest częścią projektu EUtoo w Berlinie, który przedstawia życie młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.