Społeczeństwo

Bitcoin: WALUTA PRZYSZŁOŚCI?

Artykuł opublikowany 3 stycznia 2014
Artykuł opublikowany 3 stycznia 2014

Bit­co­in to nowa wir­tu­al­na wa­lu­ta tworzona w sys­te­mie P2P. Nie podlega pod żaden bank cen­tral­ny, czy mię­dzy­na­ro­do­wey sys­te­m wa­lu­to­wy. Pomimo tego speł­nia wszel­kie wa­run­ki jako śro­dek płat­ni­czy: jego ilość jest ogra­ni­czo­na, jest war­to­ścio­wy i bez­piecz­ny. O jego suk­cesie świadczą natomiast mi­liar­dy do­la­rów w niego za­in­we­sto­wa­ne.

Jeśli po raz pierw­szy wi­dzisz słowo bit­co­in, to masz powód do za­do­wo­le­nia, bo ozna­cza to, że je­steś w nie­licz­nym gro­nie szczę­śliw­ców, któ­rzy w nie­da­le­kiej przy­szło­ści będą mogli po­wie­dzieć: „Od­kry­łem bit­co­iny zanim jesz­cze stały się po­wszech­nie znane”. Jeśli z kolei wiesz już o co cho­dzi, a nie je­steś ha­ke­rem, czy ma­nia­kiem kom­pu­te­ro­wym, to cał­kiem moż­li­we, że nie do­ce­ni­li­śmy siły roz­wo­ju tego zja­wi­ska.

Wy­jąt­ko­wość bit­co­ina czuć już w na­zwie. Eu­ro­pej­ski Bank Cen­tral­ny to in­sty­tu­cja, która jest fun­da­men­tem mię­dzy­na­ro­do­we­go sys­te­mu ban­ko­we­go, a ten jest z kolei od­po­wie­dzial­ny za wa­lu­tę euro. To zna­czy, że sys­tem ban­ko­wy kon­tro­lu­je, re­gu­lu­je, a cza­sa­mi wy­zna­cza war­tość wa­lu­ty. A kto stoi za wa­lu­tą bit­co­in? Wszy­scy i za­ra­zem nikt. Mamy do czy­nie­nia z wa­lu­tą, która jak wy­ni­ka z nazwy, nie po­trze­bu­je ni­cze­go wię­cej, niż tro­chę bitów gwa­ran­tu­ją­cych jej war­tość, oraz bez­pie­czeń­stwo i ano­ni­mo­wość trans­ak­cji. Jeśli jed­nak w hi­sto­rii bit­co­inów nie ma ban­ków, to kto emi­tu­je te ta­jem­ni­cze pie­nią­dze i w jaki spo­sób na­bie­ra­ją one war­to­ści? Za­cznij­my od po­cząt­ku.

Bit­co­in to nowa wir­tu­al­na wa­lu­ta o nie­sa­mo­wi­tym po­ten­cja­le. Jest to elek­tro­nicz­ny śro­dek płat­ni­czy, bo je­dy­ny pa­pier, który ją re­pre­zen­tu­je, to ten po­cho­dzą­cy z wa­szej dru­kar­ki. Mo­gło­by się wy­da­wać, że nic, co zo­sta­ło dotąd po­wie­dzia­ne nie robi wra­że­nia, ani nie wnosi nic no­we­go. Prze­cież za każ­dym razem, gdy wy­da­je­my pie­nią­dze w in­ter­ne­cie – nawet po to, aby kupić szczo­tecz­kę do zębów, uży­wa­my „wir­tu­al­nych” euro i spo­koj­nie można po­wie­dzieć, że coraz rza­dziej do­ko­nu­je­my za­ku­pów uży­wa­jąc tra­dy­cyj­nych brzę­czą­cych monet.

Sys­tem Bit­co­in jest pro­to­ko­łem o otwar­tym ko­dzie źró­dło­wym stwo­rzo­nym w 2008 roku przez grupę kryp­to­gra­fów dzia­ła­ją­cych pod nazwą Sa­to­shi Na­ka­mo­to. Sys­tem ten jest za­pro­jek­to­wa­ny w taki spo­sób, aby ilość bit­co­inów nigdy nie prze­kro­czy­ła licz­by 21 mi­lio­nów na całym świe­cie. We­dług ob­li­czeń ilość ta zo­sta­nie osią­gnię­ta w 2140 roku, także nie ma się o co mar­twić. Taki sys­tem za­pew­nia cią­głą i sta­bil­ną war­tość wzro­stu ilo­ści wa­lu­ty, co unie­moż­li­wia skoki in­fla­cji. Jed­nak to, co czyni bit­co­iny war­to­ścio­wą wa­lu­tą, to spo­sób, w jaki po­wsta­ją. Jak­kol­wiek nie­wia­ry­god­nie by to nie brzmia­ło, to użyt­kow­ni­cy łą­czą­cy się po­przez sieć wę­złów P2P (w ten sam spo­sób, jak w przy­pad­ku apli­ka­cji słu­żą­cych do wy­mia­ny pli­ków, na przy­kład Bit­tor­rent), są od­po­wie­dzial­ni za emi­sję no­wych jed­no­stek.

Pro­ces ten zwany jest „wy­do­by­ciem” (ang. mi­ning), gdyż sys­tem bit­co­inów funk­cjo­nu­je dzię­ki za­szy­fro­wa­nym blo­kom kodu, któ­re­go roz­szy­fro­wy­wa­nie za­le­ży od współ­pra­cy sieci użyt­kow­ni­ków. Oni z kolei muszą po­świę­cić swój sprzęt oraz czas nie­zbęd­ne do ich roz­szy­fro­wa­nia-wy­do­by­cia. Każdy może zo­stać „gór­ni­kiem”, jed­nak ko­rzy­ści są tak nie­wiel­kie, że tylko od­da­ni mi­ło­śni­cy tego wy­na­laz­ku się temu po­świę­ca­ją.

Po­nad­to al­go­rytm jest skon­stru­owa­ny w ten spo­sób, aby z upły­wem czasu i wzro­stem licz­by „gór­ni­ków” au­to­ma­tycz­nie rosła trud­ność, dzię­ki czemu war­tość jest utrzy­my­wa­na na sta­łym po­zio­mie. Po­nie­waż na­mie­rze­nie każ­dej jed­nost­ki jest moż­li­we od czasu jej utwo­rze­nia, we­ry­fi­ka­cja ich au­ten­tycz­no­ści rów­nież od­by­wa się au­to­ma­tycz­nie. To wła­śnie czyni sfał­szo­wa­nie bit­co­inów za­da­niem prak­tycz­nie nie­moż­li­wym. Wszyst­kie trans­ak­cje do­ko­ny­wa­ne przy po­mo­cy tej wir­tu­al­nej wa­lu­ty są re­je­stro­wa­ne, ale nie za po­mo­cą da­nych oso­bo­wych, dzię­ki czemu zo­sta­je nam za­pew­nio­na ano­ni­mo­wość.

Raz wy­do­by­te bit­co­iny prze­cho­wy­wa­ne są w wir­tu­al­nym port­fe­lu znaj­du­ją­cym się w na­szym kom­pu­te­rze, smart­fo­nie, czy ta­ble­cie. Można je za­wsze wy­mie­nić na pro­duk­ty, czy ja­kie­kol­wiek inne wa­lu­ty bez po­śred­ni­ków, czy ban­ków, któ­rych opła­ty i pro­wi­zje się­ga­ją ab­sur­dal­nych war­to­ści. Sta­ty­sty­ki tylko po­twier­dza­ją ro­sną­ca po­pu­lar­ność bit­co­inów: ich ilość na rynku wy­no­si dziś 11,5 mi­lio­na jed­no­stek, (co daje wię­cej niż po­ło­wę cał­ko­wi­tej za­kła­da­nej ilo­ści) i są już dziś one naj­waż­niej­szą wir­tu­al­ną wa­lu­tą świa­ta. Co za tym idzie war­tość bit­co­ina po­dwo­iła się, ro­snąc z jed­ne­go do dwóch mi­liar­dów do­la­rów w ciągu ostat­nich sze­ściu mie­się­cy. Nie można rów­nież zi­gno­ro­wać faktu, że w ciągu ostat­nich sze­ściu mie­się­cy bit­co­in prze­trwał falę kry­ty­ki, we­dług któ­rej taki spo­sób roz­li­cza­nia się przy­po­mi­na szem­ra­ne in­te­re­sy, a nowa wa­lu­ta jest zwy­kłą bańkę spe­ku­la­cyj­ną. Temu ostat­nie­mu ar­gu­men­to­wi nie można od­mó­wić praw­dy, po­nie­waż lo­gicz­nym wy­da­je się, że war­tość wa­lu­ty wy­ra­żo­na w do­la­rze zmie­nia się zgod­nie z pra­wem po­py­tu i po­da­ży. To wy­da­je się być naj­słab­szym punk­tem bit­co­ina, jed­nak jego ro­sną­cy udział w rynku i roz­po­wszech­nie­nie jako środ­ka płat­ni­cze­go po­win­no teo­re­tycz­nie zmi­ni­ma­li­zo­wać owe ry­zy­ko.

Z każdy dniem przy­by­wa firm ak­cep­tu­ją­cych ten śro­dek płat­ni­czy. Wal­mart, ame­ry­kań­ski gi­gant sieci hi­per­mar­ke­tów, czy Baidu, bar­dziej znany jako „chiń­ski Go­ogle”  to naj­bar­dziej wy­róż­nia­ją­ce się, ale nie je­dy­ne, przy­kła­dy. Bit­co­iny za­czy­na­ją funk­cjo­no­wać jako peł­no­praw­na wa­lu­ta od ma­łych skle­pów z ka­pe­lu­sza­mi w Lon­dy­nie, przez stro­ny in­ter­ne­to­we, puby i re­stau­ra­cje na cały świe­cie, po izbę ad­wo­kac­ką z Izra­ela. Czy pew­ne­go dnia bit­co­in sta­nie się mię­dzy­na­ro­do­wą wa­lu­tą? Czy ist­nie­nie sys­te­mu mo­ne­tar­ne­go, który wy­rwał­by się spod kon­tro­li ban­ków jest w ogóle moż­li­we? Na pew­ni­ki jest jesz­cze tro­chę za wcze­śnie, nie ulega jed­nak wąt­pli­wo­ści, że taka ini­cja­ty­wa może być pod­wa­li­ną pod nowy spo­sób my­śle­nia, nową fi­lo­zo­fię, lub też naj­bar­dziej spra­wie­dli­wy i de­mo­kra­tycz­ny spo­sób ro­zu­mie­nia eko­no­mii. Ko­niec koń­ców bit­co­in to także swego ro­dza­ju wy­szu­ka­ny po­wrót do ko­rze­ni, do za­mierz­chłych cza­sów, gdy mo­ne­ta była warta tyle, co złoto, z któ­re­go była zro­bio­na. Dziś o war­to­ści pie­nię­dzy de­cy­du­ją po­waż­ni pa­no­wie w gar­ni­tu­rach i pod kra­wa­tem.