Społeczeństwo

BRUKSELA: KAWA ZAMIAST KARIERY

Artykuł opublikowany 11 września 2014
Artykuł opublikowany 11 września 2014

Place Lux w Brukseli to nadzieja młodych Europejczyków na zdobycie posady życia – nienawidzą go absolwenci, których nadzieje na sukces zostały pogrzebane, kochają młodzi przedsiębiorcy, którzy zarabiają na nim krocie. Plac jest dziś targowiskiem wizytówek. Repotaż z miejsca, gdzie marzenia o karierze pryskają niczym bańki mydlane.

„Trzy cappuccino z mlekiem sojowym, mała czarna, dwa espresso i cukier ekstra” – Flavia przewraca w duchu oczami, bo doskonale wie, co oznacza takie zamówienie. Jeden z działów Parlamentu Europejskiego wysłał swojego praktykanta po kawę. Młody Grek, przeciążony licznymi specjalnymi życzeniami, spogląda nerwowo na swoją listę. Flavia uśmiecha się do niego pokrzepiająco. Prawdopodobnie też otrzymałaby takie zadanie, gdyby dostała praktykę w Parlamencie Europejskim. Niestety, nie dostała.

Włoszka przyjechała do Brukseli przed rokiem, podobnie jak  około 8 tysięcy innych młodych ludzi z całej Europy, którzy co roku tłumnie napływają do belgijskiej stolicy. Łączy ich wszystkich nadzieja na praktykę i rozpoczęcie kariery w jednej z unijnych instytucji. Flavia była przekonana, że po studiach politologicznych w Rzymie wszystkie drzwi będą stały przed nią otworem. Jak sama dziś przyznaje – była dość naiwna.

ZBYT NAIWNA NA BRUKSELĘ?

„Rozdawałam swoje CV jak ulotki reklamowe, niestety nikt mnie nie przyjął. Konkurencja w Brukseli jest zbyt duża” – mówiąc to Flavia odpędza od siebie parę ze zmywarki. 23-latka pracuje w kawiarni i obsługuje tych, do których sama chciała się zaliczać. Bar Karsmakers, w którym cały czas unosi się zapach świeżo mielonej kawy, znajduje się dokładnie naprzeciw ogromnego budynku Parlamentu Europejskiego. W południe kolejka elegancko ubranych parlamentarzystów wychodzi aż na ulicę. Kelnerzy uwijają się jak w ukropie. Flavia wiąże swoje czarne włosy w kucyk, przerzuca ścierkę przez ramię i sięga po tacę z obwarzankami. Politycy przychodzą do niej na przerwę obiadową. Drobna Włoszka nie rzuca się w oczy w tłumie czarnych garniturów.  „Prawie nikt nie wie, że sama również studiowałam politologię. Dla większości jestem tylko jedną z wielu kelnerek na Placu Luksemburskim” –  stwierdza z rozczarowaniem.

Politycy przychodzą do Flavii na przerwę obiadową

Place Lux – tak miejscowi mówią na Plac Luksemburski. Bijące serce Europy  – tak  nazwał go jeden z europejskich posłów. Teren przed schodami Parlamentu Europejskiego o powierzchni 1 200 m² stał się ulubionym miejscem spotkań nowego pokolenia polityków oraz tych, którzy chcieliby nimi zostać.

Thomas lustruje wzrokiem okolicę. Zaledwie 27-letni Belg jest managerem Coco, jednego z najmodniejszych barów na placu, położonego zaledwie 100 metrów od Karsmakers. Przez mikrosłuchawki informuje swoich pracowników o sytuacji na sali. W końcu dziś jest czwartek, a czwartek oznacza dla Thomasa świetny interes. Plac odpoczywa jeszcze w ciepłym popołudniowym słońcu, ale już wkrótce będą  się tu bawić tłumy młodych Europejczyków. „Prawie 3 tysiące ludzi będzie tu imprezować, to niezwykłe przeżycie” –  mówi z zachwytem mieszkaniec Brukseli. W końcu parlamentarzyści stanowią 95%  stałych bywalców placu. Nic dziwnego, że rzędy stołów sięgają aż po sam krawężnik niebezpiecznie zachodząc na ulicę, a szyldy z ofertami Happy Hours robią wszystki, aby skusić klientów.

GŁOŚNA MUZYKA I LUŹNA ATMOSFERA

Po skończonej pracy wszyscy ci, dzięki którym funkcjonuje aparat Unii Europejskiej, gromadzą się na placu. Przeróżne europejskie języki dobiegają ze wszystkich stron – to istna wieża Babel. Barmani w mgnieniu oka napełniają kufle z piwem, muzyka dudni z głośników, a parlamentarzyści rozluźniają krawaty. Praktykanci w szampańskich humorach gromadzą się na małym trawniku na środku placu. Myli się jednak ten, kto myśli, że chodzi tu wyłącznie o alkohol i dobrą zabawę. Ci, którzy wpadają tu tylko na chwilę, omiatają tłum nerwowym spojrzeniem. Tutaj liczy się zmysł obserwacji i bycie zauważonym. Lobbyści szukają parlamentarzystów, praktykanci – deputowanych – wszyscy polują  na prominentne znajomości. Thomas z uśmiechem przygląda się tej płynnej wymianie wizytówek – w końcu jego biznes kręci się dzięki nawiązywaniu kontaktów.

„W przeciwieństwie do czwartków w weekendy prawie nic się tu nie dzieje. Nikt wtedy nie pracuje i, nie licząc paru zbłąkanych turystów, jest tu jak w Wielkim Kanionie – gdy głośno kichniesz, odpowie ci głuche echo. Dziwne miejsce. Nawet rodowici mieszkańcy Brukseli w ogóle go nie znają”. Thomas również nie wiedział, co począć z tym miejscem, dopóki nie zwietrzył tu szansy na dobry interes. Od tego czasu spędza prawie każdy dzień na placu i wkłada całą swoją energię w prowadzenie małego baru. Sińce pod oczami bierze z dobrodziejstwem inwentarza – w końcu pełni nadziei karierowicze z całej Europy przyczynili się do jego sukcesu.

NIGDY WIĘCEJ POLITYKI

Do niedawna Flavia również miała nadzieję na to, że Bruksela umożliwi jej zrobienie kariery. Dla drobnej Włoszki Plac Luksemburski to nie tylko praca, ale przede wszystkim koniec marzeń. „Cała ta polityczna machina coraz częściej mnie frustruje. Nawet jeśli tylko podaję kawę, słyszę i widzę więcej niż bym chciała. Za dużo się tu rozmawia, a za mało działa. A przecież Europa boryka się z poważnymi problemami” – zauważa.

Jednym z nich jest bezrobocie wśród młodzieży w jej kraju – w styczniu wynosiło ono 42,4%. Flavia zdecydowała już, że wróci do Rzymu i rozpocznie studia magisterskie, ale wie, że nie będzie jej tam łatwo jako studentce. Czekają na nią źle płatne dorywcze prace i małe szanse na znalezienie dobrego miejsca pracy w zawodzie. „Tata próbuje przekonać mnie, żebym nie wracała, bo we Włoszech jest podobno jeszcze gorzej” – mówi Flavia. Dlatego teraz stara się zaoszczędzić jak najwięcej. Mimo że jej marzenia nie spełniły się młoda Włoszka nie żałuje swojego przyjazdu do Brukseli. Bądź co bądź miała możliwość zaobserwować z bliska co dzieje się w brukselskiej bańce, nawet jeśli patrzyła z innej perspektywy, niż planowała. Przynajmniej teraz wie lepiej, w jakim kierunku chce się rozwijać. Na pewno nie będzie to polityka.

Chwilę po ósmej – podczas gdy wymiana kontaktów trwa w najlepsze, a Thomas zamawia kolejne beczki piwa – Flavia zamyka Karsmakers i śpieszy się, by zdążyć na metro. Jest szczęśliwa, że zostawia Plac Luksemburski daleko za plecami. Trzeba jednak przyznać, że jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju.

REPORTAŻ POWSTAŁ W RAMACH PROJEKTU "EUTOPIA - TIME TO VOTE". NASZYMI PARTNERAMI BYLI: FUNDACJA HIPPOCRÈNE, KOMISJA EUROPEJSKA, MINISTERSTWO SPRAW ZAGRANICZNYCH WE FRANCJI ORAZ FUNDACJA EVENS. POZOSTAŁE ARTYKUŁY Z BRUKSELI ZNAJDZIECIE NA STRONIE GŁÓWNEJ NASZEGO MAGAZYNU.