Społeczeństwo

Brukselska złota młodzież bez przyszłości

Artykuł opublikowany 2 marca 2010
Artykuł opublikowany 2 marca 2010
Poligloci z kilkoma fakultetami, pochodzący z czterech stron Unii Europejskiej, zdecydowali się przybyć do Brukseli w poszukiwaniu stażu lub zatrudnienia. Reportaż z serca tego wrzącego mikrokosmosu.

„Bruksela to syndrom Piotrusia Pana, rodzaj post-erasmusowej depresji”

„Bruksela to syndrom Piotrusia Pana, rodzaj post-erasmusowej depresji” – tłumaczy Jorge (26 lat, Hiszpan, dwa ostatnie lata studiów spędził we Francji). „Byłem przyzwyczajony do studenckiego stylu życia. To równoległy świat, którego nie chce się opuszczać”. Jego słowa dobrze ilustrują klimat brukselskich ulic - świat dużych dzieci, które zakończywszy edukację, chcą kontynuować życie studenta. Fiesta, mieszkania z współlokatorem... uwielbiają chodzić na spotkania i dzielić się swoimi międzynarodowymi doświadczeniami. „Jestem przeciwieństwem moich bliskich, którzy rzadko podróżowali, i moich przyjaciół, którzy zaczynają się żenić. Ja mam ochotę odkrywać świat i imprezować” - zwierza się Iona (26 lat, Rumunka).

Miasto dużych dzieci

Jednak jak ci młodzi nowi brukselczycy radzą sobie z codziennością w czasach kryzysu gospodarczego? Romain (25 lat, Francuz, dyplom z kinematografii) skarży się, że jedyne, co robi, to chodzenie na kolejne spotkania w sprawie słabo opłacanych produkcji. Również tu kryzys nie oszczędza żadnego sektora: „W Belgii przedsiębiorstwa mogą inwestować w filmy w zamian za ulgę podatkową. Ale dzisiaj firmy są coraz bardziej zachowawcze”. Żeby przeżyć, Romain mnoży prace dorywcze i korzysta z pomocy finansowej rodziców. „Poza tym próbuję się motywować, odwiedzając galerie sztuki i chodząc po barach znajdujących się blisko mojej dawnej szkoły; wszystko po to, by utrzymać kontakty z ludźmi”. Stworzenie sobie sieci znajomości jest ważne, zwłaszcza jeśli chce się gdzieś „zaczepić”. „Co sześć miesięcy musimy zmieniać pracę lub znaleźć nowy staż. Ale nawet jeśli to trudne, trzeba do tego podejść filozoficznie, ponieważ jest to sytuacja tymczasowa” - uspokaja Jorge.

równoległy wszechświat

Ioanę z kolei marzy o pracy dla instytucji europejskich. W tej chwili kumuluje kursy. „Pracowałam pięć miesięcy w Parlamencie E uropejskim i ponieważ chciałam za wszelką cenę zostać w Brukseli, starałam się o posadę w think-tanku”. Ale wolne miejsca to rzadkość, Ioana dobrze o tym wie. „Dla Europejczyków z nowych krajów członkowskich to bardziej skomplikowane, ponieważ potrzebujemy pozwolenie na pracę. Osobiście wydaje mi się, że jestem szczęściarą”. Wrażenie przybierające na sile na tle realiów życia w jej ojczystym kraju: „W sumie zarabiam 1 400 euro brutto na miesiąc. To kwota bardzo odległa od zarobków mojej mamy po 25 latach w zawodzie nauczycielki”.

Elita intelektualna

„Jeśli Europa to Bruksela, to w takim razie nie lubię Europy. Jest zbyt oddalona od społecznej rzeczywistości reszty Unii.

Pozostając w swej brukselskiej mydlanej bańce, młode pokolenie Europejczyków, należące do intelektualnej elity, czuje się bezpieczne i myślami pozostaje dalekie od kryzysu gospodarczego. Laeticia (26 lat, dyplom z komunikacji publicznej we Włoszech): „Jeśli Europa to Bruksela, to w takim razie nie lubię Europy. Jest zbyt oddalona od społecznej rzeczywistości reszty Unii. Tutaj młodzież jest kształcona przez intelektualną elitę z burżuazyjnej klasy średniej. Większość z nich ma już dyplom i mówi kilkoma językami”.

Międzynarodowy charakter miasta nie zawsze jest zaletą. W belgijskiej stolicy angielski nie wystarczy, trzeba również opanować francuski lub flamandzki. „To prawdziwy problem - z niezadowoleniem mówi Romain - dostawałem już odmowy, ponieważ nie mówię po niderlandzku”. Claudia (23 lata, urodzona w Anvers), mówi biegle w trzech językach. Po nieukończonych studiach psychologicznych na Université libre de Bruxelles, wiąże koniec z końcem dzięki dorywczym zajęciom: „Konkurencja na rynku pracy jest cięższa, wolę wyjechać za granicę, gdzie moje kompetencje będą bardziej docenione”. Opinia, którą często słychać, jakby Bruksela była tylko etapem, trampoliną. Jean-Marie (24 lata, urodzony w Rennes), zdobył dwuletni kontrakt jako geofizyk w Obserwatorium Belgijskim: „Nie robię planów na życie. Zobaczymy, gdzie mnie to zaprowadzi. Nawet jeśli czasami zastanawia mnie, co się ze mną stanie...”

zdj.: ©StephenMcleod - 6x6 or death/flickr; ©EP