Społeczeństwo

Budapeszt Blues: studencka rapsodia przeciwko rządowi Orbàna

Artykuł opublikowany 22 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 22 kwietnia 2013
Budapeszt. Od miesiąca oddziały studentów okupują wydział filologiczny w akcie protestu przeciwko rządowi Orbàna.
Żądają przywrócenia państwowych środków na edukację i usunięcia niesławnego porozumienia, które wprawdzie umożliwia młodym ludziom podjęcie studiów za darmo, ale tylko pod warunkiem, że po zakończeniu studiów pozostaną w kraju przez okres co najmniej dwukrotnie dłuższy niż czas poświęcony na studia. Pięć dni w węgierskiej stolicy i zapis wydarzeń, które wzburzają spokojne wody Dunaju i wzniecają nastroje panujące wśród młodych ludzi. Studenci spędzają noce pełne strachu i drżenia ukryci w bibliotekach, mają na sobie znoszone ubrania, a rozgrzewa ich Palinka oraz pragnienie wolności.

Wzdłuż portyków ulicy Kossuth Lajos utca, pod wyblakłymi okryciami zarysowują się sylwetki bezdomnych z pobliskiej dzielnicy. Słońce oświetla zielone kopuły kamienic, które mienią się w słonecznej kąpieli. Na tej pięknej renesansowej ulicy znajduje się teatr Puszkina oraz sklepiki z biżuterią, pomiędzy którymi przemykają się ludzie rozdający ulotki i zachęcający do kupna błyskotek.

Students Association is watching you!

ELTE, wydział literatury i filozofii, znajduje się niedaleko skrzyżowania Astoria, tuż za główną siedzibą Uniwersytetu. W sali 47 budynku A jest właśnie pora obiadowa. Kanapek z szynką i serem starczy dla każdego, nawet dla osób spoza uczelni. W tym samym czasie w auli zaczyna się debata. Od 11 dni, studenci z HalligatóiHálózat (Haha), węgierskiego odpowiednika Students Network, stanowczo, ale bez agresji okupują wydział głosząc słynne "sześć punktów”.

W uczelnianych zaułkach spotykam Martona Fogla - ma 22 lata, jest studentem na kierunku Filozofia i Etyka. O godzinie 18 odbywa się zebranie, zjawia się niewielu studentów, kilku wykładowców. ”Nie chcę wyjeżdżać za granicę”, deklaruje Marton. Nie tylko on protestuje w imię zasad. Także Bàlint Bokros, lat 17, licealista, podziela jego zdanie. “Nie chcemy zostawać w kraju z przymusu”, tłumaczy. ”Nie chcę opuszczać Węgier”, mówi dalej, ”ale to, co wyczynia rząd, jest sprzeczne z europejskim prawem, a także z zasadami każdego ruchu mobilności studenckiej”.

HÖK , znany na Węgrzech związek studentów, w ostatnim czasie odsunął się od HaHa i usiłował nawiązać porozumienie z rządem jako oficjalny przedstawiciel wyższych uczelni. Obecnie jednak powstrzymuje się od jakichkolwiek komentarzy. Powodem takiego zachowania jest Czarna Lista, ujawniona kilka dni wcześniej, zawierająca dane dotyczące pochodzenia, wyznania, orientacji seksualnej studentów, a nawet wyszczególnienie kolejnych przyjęć na studia – odkrycie to może mieć poważne konsekwencje dla członków związku.

Zombi, reguły i cienie: noc na okupowanym uniwersytecie

Pierwsza w nocy. Sala 47. W jednym kącie dostrzegam pogrążonego we śnie Bàlinta. Gábor, 25 lat, jako jeden z nielicznych mówi po angielsku, dosiada się i radośnie zachęca bym została. ”Często zdarzają się noce, gdy ściany wydziału stają się świadkiem pościgów”, tłumaczy prowadząc do pokoju znajdującego się z przodu budynku. Zaczynam żartować ze studentami, którzy wśród krzyków i śmiechów komentują: ”chcesz pogadać z tymi z Fidelitas? Nie da rady, to zombie” mówi Attila, 26 lat. Ruch studencki z Fideszu Fidelitas, mający dość sporą władzę, sprawia wrażenie niezdobytej twierdzy. ”W trakcie najbliższych wyborów musiałby się zdarzyć cud, który zrewolucjonizowałby całą klasę polityczną”, perfekcyjnym włoskim rzuca David, młody student socjologii, ”w przeciwnym razie pozostaje nam zrezygnować z koalicji Jobbik i Fidesz w Parlamencie i masowo wyemigrować za granicę”. Dochodzi 4 rano, a protestujący przygotowują się do następnej nocy.

Studenci wchodzą na Uniwersytet przez piwnicę.

Bence, 26 lat, węgierski dziennikarz z Budapesztu, studiował na uniwersytecie, na który teraz wrócił by relacjonować okupację. ”Członkowie Fidelitas żyją w krainie cieni”, tłumaczy - ”taki jest ich cel: nie mieszać się ze zwykłymi obywatelami, nie rozmawiać z nimi, wtopić się w otoczenie i stać niewidzialnymi”. Ciekawe jak zareagowałby, gdyby dowiedział się, że jeden z tych "Ludzi Cieni" był w moim hotelowym pokoju.

”Węgrom potrzebne są twarde zasady, inaczej nie poradziliby sobie z wolnością”

Csaba Faragó, lat 30, sekretarz Fidelitas. Siedzi i uśmiecha się porozumiewawczo. ”Jesteśmy centroprawicowym ugrupowaniem wyznającym wartości demokracji chrześcijańskiej”, przedstawia się, recytując partyjną śpiewkę. “Orbán przekonał już wielu studentów”, mówi, “bo dlaczego podatnik miałby wykładać środki na kogoś, kto później wyjedzie z kraju?”, pyta. ”Wybuchają strajki, protesty, mają miejsca okupacje, ale Węgrzy są z nami”, podsumowuje, ”wygramy najbliższe wybory bez potrzeby zawiązywania koalicji, nawet z Jobbik”.

Sceptycznie nastawiony do krytycznych głosów z Europy, oburzonych nielegalnym działaniem Orbána, Csaba komentuje: ”prawdą jest, że rząd węgierski przyciąga coraz więcej zagranicznych inwestorów, a to nie podoba się Francji, Anglii i Niemcom”, tłumaczy. ”W Rumunii rząd nie liczy się z opinią społeczeństwa, ale nikt nie protestuje”. Tuż przed wyjściem, łapie mnie za rękę i żegna się słowami: ”Węgrom potrzebne są twarde zasady, inaczej nie poradziliby sobie z wolnością”.

Ubóstwo jest cnotą

Sobotnie popołudnie. Na trzecim piętrze budynku ukrytego przy Blaha Lujza Ter radosna samowola wydaje się panować bez ograniczeń. To kolebka Müszi, niezależnego ugrupowania kulturowego. Emőke Domokos, 21 lat, zaczęła pracować z dziećmi w ramach pomocy społecznej. ”Potem zrozumiałem, że lepiej zacząć od dorosłych”, uśmiecha się. ”Wierzę w działania jednostki, a nie mas”, tłumaczy łagodnym tonem i mówi o tym, jak daleka jest polityka od jego życia. Jest niezależny, stać go na opłacanie mieszkania w Budapeszcie, a codzienność dzieli między studia a pracę. Na co dzień uczy innych na czym polega kreatywny recykling, jak szyć samemu ubrania i organizować mini targi wymiany. ”Ograniczamy się do szybkiej konsumpcji i wyrzucania wszystkiego”, tłumaczy, ”a sztuka recyklingu nie jest wyłącznie dla tych najbiedniejszych, staje się coraz bardziej popularna w Budapeszcie. Jestem głęboko przekonany, że to właśnie kryzys zabija w nas kreatywność”.

Na wydziale opowiadają mi, że po ewentualnym porozumieniu z rektorem uda im się uzyskać większą aulę na debaty. Są zdecydowani walczyć dalej. Kilka dni wcześniej prezydent János Áder zatwierdził, opracowaną przez Orbána, czwartą poprawkę do konstytucji. Nowy zapis ogranicza władzę Sądu Konstytucyjnego, daje prawo usuwania bezdomnych z miejsc publicznych i wprowadza oficjalny nakaz pracy w kraju dla studentów, którzy otrzymywali pomoc finansową od państwa, by móc uczęszczać na studia. Poprawka nie określa, jak długo absolwenci musieliby pozostać na Węgrzech.

Węgierska polityka oddala się coraz bardziej od zatłoczonych ulic, od targowisk i od beztroskich korytarzy uniwersytetów. ”Należy skupić się na szczęściu i dobrym samopoczuciu we własnym małym świecie, a nie oczekiwać, że rozwiązanie nadejdzie z góry”, sugeruje Emőke. A wolność, która unosi się w powietrzu na ulicach Budapesztu, zdaje się tylko potwierdzać jego słowa.

Fot.: (cc) VN; Rebeka (cc) Eloisa d'Orsi.

Budapest to pierwszy etap projektu ‘EUtopia on the ground’; następne relacje z Aten i Warszawy.

Projekt jest współfinansowany przez Komisję Europejską, Misnisterstwo Spraw Zagranicznych Francji oraz Fundację Charles Léopold Mayer.

 Szczególne podziękowania dla Nóry Kébel, Rebeki Dóra Kajos i ekipy cafebabel w  Budapeszcie.