Społeczeństwo

Budapeszt: Romska walka o normalność

Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2014
Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2014

W majowych wyborach europejskich potwierdziło się to, że Węgry coraz intensywniej spoglądają w prawo. Nie jest to dobry omen dla dyskryminowanych Romów. Trendowi temu przeciwstawiają się jednak pojedyncze jednostki, które próbują oddalić od uciskanych mniejszości widmo biedy.

An­tyromizm to termin określający wrogość wobec Romów. W Europie Cyganie (Sinti i Romowie) od wieków uchodzą za biedotę, przestępców i współczesnych włóczęgów. W Niemczech i Francji wciąż panuje nastrój sprzeciwu wobec nasilającego się napływu imigrantów ze Wschodu. Z Węgier, Rumunii i Bułgarii ucieka wiele osób z powodu marginalizacji i braku perspektyw na przyszłość.

Uprzedzenia, bezrobocie i  pochodzenie

W 8 dzielnicy Budapesztu tynk odpada z fasad budynków. W gorący letni dzień wykończeni upałem Romowie leżą na ławkach w parku. Na ich twarzach rysują się głębokie bruzdy, wyglądają na zmordowanych i mają na sobie brudne ubrania. Tak jest każdego dnia. Prawie żaden z nich nie ma pracy - w całym kraju 70% Romów jest na bezrobociu. To znacznie więcej niż wśród rodowitych Węgrów, którzy często uważają Romów za głośnych i niecywilizowanych.  To również z tego powodu przedstawiciele tej mniejszości mają trudności ze znalezieniem pracy, pomimo, że posiadają obywatelstwo i mówią po węgiersku. „To  błędne koło złożone z uprzedzeń, bezrobocia, pochodzenia i brakującego wykształcenia" - Alex­an­dra Szar­ka wyjaśnia niewielkie szanse awansu społecznego wśród największej mniejszości na Węgrzech. Studentka prac społecznych w wolnym czasie pomaga dyskryminowanym romskim dzieciom. W ramach projektu Fundacja Szansa dla Dzieci opiekuje się jako korepetytorka każdym, kto bez tego nie miałby szans wyłamać się z zaklętego kręgu.

Węgry mają co prawda system szkół publicznych, ale różnice pomiędzy poszczególnymi placówkami edukacyjnymi są ogromne. W socjalnie słabszych dzielnicach miasta poziom wyraźnie odbiega od standardu, dlatego większosć rodziców z klasy średniej chce uniknąć wysłania tam swoich dzieci. W taki sposób pozostający tam Romowie znajdują się w izolacji. Jeżeli jednak uda im się dostać do lepszych szkół, zazwyczaj czeka ich tam tylko dyskryminacja. „Właściwie istnieją dobre możliwości, ale oni nie otrzymują takiego wykształcenia, jakiego potrzebują" - tłumaczy zaangażowana studentka. Część z nich jest umieszczana w romskich klasach. „Niektórzy są z tego dumni, ale to jeszcze bardziej wszystko utrudnia i w dodatku jest niezgodne z prawem" - mówi Alexandra. Na terenach wiejskich romskie dzieci są  nawet umieszczane w klasach dla niepełnosprawnych.

w budapesztańskim kolegium jezuickim

Pro­ble­m stanowi również to, że nauczyciele są w większości kształceni na elitarnych uczelniach i nie są przyzwyczajeni do młodzieży z kręgów społecznych o niższym wykształceniu. Minister ds. zasobów ludzkich Zol­tan Balog zaproponował niedawno zorganizowanie specjalnych kursów wyrównawczych dla Romów. Ta społeczność jest teoretycznie równa w świetle prawa, ale w praktyce rzadko jest to stosowane. Czy taki polityczny przymus przyniesie skutek? To się dopiero okaże.

An­tyromizm to na Węgrzech temat tabu i tylko nieliczni mówia o nim otwarcie. Niektórzy twierdzą, że sytuacja jest podobna, jak w latach 60., wielu boi się powiedzieć głośno, co myśli z obawy przed utratą pracy. Dlatego w tej sytuacji ciężko jest znaleźć kogokolwiek, kto chciałby na ten temat rozmawiać. Również sami Romowie często wstydzą się swojego położenia i dumnie milczą. Wyjątkiem jest Ist­van Antal, dyrektor Kolegium Jezuickiego w Budapeszcie. Kolegium również znajduje się w ósmej dzielnicy i  kontrastuje z sąsiadującymi rozpadającymi się budynkami tej części miasta. Grube mury świeżo wyremontowanego wejścia utrzymują parne powietrze na zewnątrz. W środku słychać klasyczną muzykę.  Tego dnia w Kolegium odbywa się koncert charytatywny dla biednych Romów z Rumunii. Społeczność romska jest znana ze swojej muzykalności: kariera muzyka czy śpiewaka jest często jedyną drogą do uzyskania godnego statusu społecznego.

Prawie jak w raju

Antal działa na rzecz Romskich studentów od 2004 roku. Stara się przede wszystkim zburzyć obowiązujący status quo. Romowie z dyplomami będą bardziej akceptowani przez społeczeństwo, ponieważ to certyfikaty, które potwierdzają nie tylko ich wykształcenie, ale i integrację. „Chcemy pomóc wprowadzić ich do intelektualnych stref Węgier i przy tym wzmocnić ich tożsamość jako Węgrów i Romów" - Antal tak rozumie rolę kolegium. Innymi słowy jest to kolejny krok dla każdego, komu udało się dostać do szkoły. Kiedy ją skończą i uzyskają miejsce na studiach będą mogli ubiegać się o udział w projektach, w ramach których dostaną miejsce do mieszkania i prawo uczestnictwa w kursach uzupełniających.

„Prawie każdy z naszych 29 studentów ma problemy finansowe" - wyjaśnia Antal. Wielu z nich pochodzi z miejsc, gdzie nie ma wody i prądu, niektórzy żyją w rozbitych rodzinach. W porównaniu z tym romskie osiedla w Budapeszcie wyglądają prawie jak raj. Wszyscy doświadczyli dyskryminacji, ale nauczyli się z tym żyć. „To już ich nie interesuje, na uniwersytecie nie ma już dyskryminacji" - opowiada młody człowiek, wymieniając zalety Instytutu. „Swoim doświadczeniem pomagają innym i służą za wzór do naśladowania" - tłumaczy. „Również koncert zorganizowali sami, są na to wystarczająco dorośli" - mówi dumnie.

Odmowa pomimo mobilności

Kandydaci do kolegium nie muszą być religijni, instytut jest otwarty na wszystkie typy spojrzenia na świat.  Z roku na rok wzrasta liczba członków, niedługo skończą się miejsca. Poza UE, która wspiera kolegium do 2015 roku, organizacji finansowo pomaga również węgierski rząd. Ta polityka, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym, została wdrożone podczas przewodnictwa Węgier w Radzie Europejskiej w ramach strategi poprawiania sytuacji Romów. Na Węgrzech rząd skupia się głównie na Romach, którzy chcą się uczyć, czyli są przynajmniej częściowo zintegrowani ze społeczeństwem. Wszyscy inni będą żyć w biedzie albo będą musieli rozważyć wyjazd na Zachód, który pomimo unijnej mobilności nadal ich odrzuca. W końcu nie każdy znajdzie miejsce u Szarki lub Antala.