Społeczeństwo

Być paryżaninem przez jeden dzień

Artykuł opublikowany 2 września 2009
Artykuł opublikowany 2 września 2009
Stowarzyszenie rodowitych paryżan „Parisiens d’un jour, parisiens toujours” zaprasza zagranicznych zwiedzających do poznania francuskiej stolicy z dala od turystycznych autobusów i bateaux mouches. I z uśmiechem. Bary, muzea, Montmartre zza kulis.

(strona: Parisien d'un jour)Stacja metra Anvers, godzina 10:00. I już dziesiątki turystów przepychających się, żeby szerokimi krokami przemierzyć Montmartre. Ta historyczna część miasta to dziś prawdziwy odosobniony raj. Przychodzi z kilkuminutowym spóźnieniem, szybko nas dostrzega i dyskretnie tworzy grupkę. Jean-Michel, około pięćdziesiątki, w luźnym T-shircie, tego ranka będzie naszym cicerone. Przewodnik na wyłączność tylko czterech osób! Jean-Michel należy do stowarzyszenia „Parisiens d’un jour” („Paryżanie przez jeden dzień”). Założone dwa i pół roku temu, wzorujące się na fenomenie anglosaskich „Greetersów”, liczy dziś około 110 przewodników – wolontariuszy po Paryżu, w każdym wieku. Rodowici paryżanie proponują zwiedzanie ich miasta pod innym kątem, z dala od szlaków turystycznych i mało oryginalnych zdjęć pamiątkowych.

Rzut oka na ogródki

Nasz przewodnik trzyma się zasady: zaczynamy zwiedzanie wzdłuż bulwaru de Rochechouart. A tam nie ma wielu turystów. Mijamy paru bobo na rowerach, emerytów grających w pétanque, młodą parę z dzieckiem. Oto prawdziwi paryżanie! Wejście na Montmartre zaczynamy od pokonania dziesięciostopniowych schodów prowadzących przez … prywatne podwórze! „Wiem, że brama jest otwarta w ciągu dnia, więc korzystam, by tędy przejść” – szepcze Jean-Michel. A to okazja do odkrycia wspaniałej architektury i ogrodów. Znaleźliśmy się na ulicy Trois Frères, idziemy dalej ulicami d’Orsel i des Martyrs, następnie docieramy na plac des Abbesses. Tutaj spotykamy innych turystów i … współczujemy im. Niełatwo dwudziestu osobom nadążać za objaśnieniami jednego przewodnika. Kontynuujemy ślimaczą wędrówkę na szczyt Montmartre. Obowiązkowo przechodzimy obok sklepiku pana Collignon z „Amelii”, ale nie zatrzymujemy się. Na chwilę zbaczamy z drogi w stronę Moulin de la Galette, a potem znów strome podejście. Ta dzielnica Paryża słynie – to oczywiste – z tłumów zwiedzających. A jednak na większości ulic, które przemierzamy, turystów brak. I o to chodzi „Paryżanom przez jeden dzień”. Zwiedzanie inne, przyjemne, w wybranym przez siebie tempie, urozmaicone anegdotami przewodnika – mieszkańca dzielnicy.

Pora aperitifu

(zdj.: francescominciotti/flickr)O 12:30 stajemy u stóp bazyliki Sacré Coeur. Po ponad dwugodzinnym marszu nasz przewodnik nas opuszcza. „Nie zapomnijcie wejść na naszą stronę i wpisać się do księgi gości. I nie wahajcie się skontaktować z nami w celu zaplanowania kolejnego zwiedzania. Czasami niektórzy przewodnicy – wolontariusze zaproszą was nawet na aperitif.” Para ze Szwajcarii, która przypadkowo dołączyła do nas, wydaje się być oczarowana: „mam wrażenie, że odkryłam coś nowego, takie zwiedzanie jest o wiele ciekawsze”. „Przy każdej rezerwacji nie wahajcie się określać waszych preferencji odnośnie tematu zwiedzania, wieku przewodnika i języka, jakim się posługuje” – można przeczytać na stronie stowarzyszenia. Wędrówka po barach czy po słynnych zabytkach – to „paryżanin przez jeden dzień” decyduje.