Społeczeństwo

Charlie Hebdo i zamach w Kenii - ten sam terroryzm, nie ta sama reakcja

Artykuł opublikowany 23 kwietnia 2015
Artykuł opublikowany 23 kwietnia 2015

Na początku tego roku światem wstrząsnęły brutalne zamachy dokonane przez Państwo Islamskie (PI) i powiązane z nim ugrupowania. Niektóre z ataków dotknęły nas bardziej niż inne. Ostatni z nich miał miejsce na początku kwietnia w Garissa University College w Kenii. Media poinformowały nas o nim dopiero 24 godziny po zamachu.

O ataku w redakcji „Charlie Hebdo” oraz tym w Muzeum Narodowym Bardo dowiedzieliśmy się niemal natychmiast. Również w imię fundamentalizmu religijnego zamordowano w Kenii około 150 uczniów, a jednak ta tragedia nie wstrząsnęła nami tak, jak dwie poprzednie. Dlaczego na podobnie dramatyczne wydarzenia nie zawsze reagujemy tak samo?

7 stycznia: Dwóch terrorystów wdziera się do siedziby pisma „Charlie Hebdo” w Paryżu i morduje 12 osób, w tym członków zespołu redakcyjnego. Krótko po tym media informacyjne i społecznościowe wpadają w istny obłęd. Tysiące ludzi wyraża swoje wsparcie i solidarność za pomocą wszelkich dostępnych środków komunikacji; użytkownicy portali społecznościowych zastępują swoje zdjęcia profilowe napisem „Je Suis Charlie”, w niemal każdej stolicy Europy odbywają się manifestacje pokojowe, a przywódcy polityczni (w tym sześciu afrykańskich prezydentów) jednoczą się w imię wolności słowa. 

18 marca jesteśmy świadkami podobnego wydarzenia, z tym, że na mniejszą skalę. Trzech terrorystów powiązanych z ISIS wpada do Muzem Narodowego Bardo w Tunezji. Ginie 23 turystów, z których większość to obywatele Europy Zachodniej.

2 kwietnia: Kilku islamistów z ugrupowania Asz-Szabab wkracza na teren uniwersytetu w Garissie i morduje 147 osób. Zamachowcy puszczają wolno studentów muzułmańskich, a tych wyznania chrześcijańskiego gromadzą w jednym pomieszczeniu i urządzają tam krwawą łaźnię.

Jednak na Zachodzie ta ostatnia tragedia odbija się jedynie nikłym echem. Nie ma wystąpień ze strony przywódców, marszów pokoju, a społeczeństwo wydaje się nieporuszone. Jedyną forma upamiętnienia zabójstwa ze strony mediów społecznościowych są odrażające zdjęcia zmasakrowanych ciał. Wyobraźcie sobie, że 150 studentów zostaje zamordowanych na jednym z uniwersytetów w Europie. Czy w obliczu takiego wydarzenia pozostalibyśmy równie obojętni?

Kilka lat temu zetknąłem się z bardzo ciekawym artykułem pod tytułem „Hierarchia śmierci". Opisano w nim dwa główne czynniki, które sprawiają, że niektóre ludzkie tragedie dotykają nas bardziej niż inne. Jest to odległość i jakość informacji.

Odległość informacji

Pierwszy czynnik wydaje się prosty. To oczywiste, że łatwiej utożsamiamy się z tym, co dzieje się blisko nas i więcej uwagi poświęcamy wydarzeniom wewnątrz kraju lub w krajach sąsiadujących. Co za tym idzie, jesteśmy mniej wyczuleni na problemy odległych państw, których kultura i mieszkańcy są nam zupełnie nieznane.

Jakość informacji

Gdy coś wydarzy się w jednym z krajów zachodnich, media niezwłocznie delegują tam swoich specjalnych wysłanników i korespondentów, którzy na bieżąco dostarczają nowych informacji. Jednak w państwach takich jak Kenia, Nigeria, czy Syria, gdzie poziom bezpieczeństwa jest dużo niższy, a środki do życia znacznie ograniczone, relacja na żywo niesie ze sobą wiele trudności. I nie chodzi tu o brak chęci. Bardzo często dziennikarze zostają pozbawieni dostępu do samego miejsca zdarzenia i otrzymują jedynie szczątkowe wiadomości.

Odległość i jakość informacji z pewnością sprawiły, że bardziej przejęliśmy się atakiem na redakcję „Charlie Hebdo” niż masakrą studentów w Garissie. Jednak w żadnym wypadku nie daje nam to prawa do szeregowania tych tragedii pod względem ważności.

Wielu z nas wyobraża sobie Afrykę jako rozdarty wojną kontynent, nękany przez głód, nieszczęście i przemoc. Wielu wierzy, że tamtejsze problemy są dla nas na tyle odległe, że nie musimy się nimi przejmować. Jednak terroryzm to problem globalny. Dystansując się od pewnych tragedii z powodu rasy i/lub religii, wyświadczamy przysługę Asz-Szababowi, PI i Boko Haramowi. W dzisiejszym zglobalizowanym świecie wszyscy żyjemy ze sobą bliżej niż kiedykolwiek. Może nadszedł już czas, byśmy zdali sobie sprawę, że ludzie mieszkający po drugiej stronie globu to także nasi sąsiedzi?! I nieważne czy do tragedii dochodzi w Paryżu, Tunezji, czy Garissie, bo to tragedie ogólnoświatowe i dotyczą nas wszystkich.