Społeczeństwo

Charlie Hebdo: Reakcje członków redakcji Cafébabel

Artykuł opublikowany 12 stycznia 2015
Artykuł opublikowany 12 stycznia 2015

Szok. Smutek. Złość. To tylko niektóre z emocji, które pojawiły się w Europie nazajutrz po ataku na redakcję satyryka „Charlie Hebdo" w Paryżu. Członkowie naszej redakcji opisali swoje reakcje na wydarzenia z 7 stycznia.

MatthieuFrancja: „Atak na wolność ekspresji nie dotyka cię bezpośrednio, lecz zaczyna dręczyć. Najpierw zaskakuje cię fakt, że w ogóle można sobie z tym jakkolwiek poradzić w zasadzie nic z tego nie rozumiejąc. Później krok po kroku zaczyna do ciebie docierać, co się stało. Widzisz twarze tych, którzy zginęli i zaczynasz zdawac sobie sprawę z faktu, że już nigdy więcej ich nie zobaczysz. Po chwili przychodzi zrozumienie i uzmysławiasz sobie idee i symbole, które zostały zaatakowane. I wtedy zaczyna boleć. Dziwnie się czuję mówiąc to, bo zazwyczaj wystrzegam się podniosłego tonu. Czuję się o tyle dziwniej, że zazwyczaj wstrzymuję się od publicznego zajmowania jakiegokolwiek stanowiska. Ale teraz trudno tego nie zrobić. Źle się czuję w pracy. Źle się czuję na ulicy. Źle się czuję".

Katha, Niemcy: „Szokujące jest to, w jak ogromnie szybkim tempie strach ogarnął Francję po zamachu na magazyn satyryczny „Charlie Hebdo". W środę wieczorem czułam silną potrzebę zjednoczenia się z tłumem na Placu Republiki. Policja zamknęła stację metra z obawy przed atakiem terrorystycznym. Zaczęłam się wahać. Byłam strasznie zmęczona, mój mały synek chciał spać. Ale pomyślałam sobie wtedy, że chciałabym, żeby moje dziecko dorastało w świecie nieskrępowanej ekspresji, czy to ustnej, pisanej, czy wizualnej. Urodziłam się w kraju, w którym nie było to możliwe (dawne NRD), ale miałam szczęście dorastać w luksusie wolności ekspresji. Dwadziescia pięć lat po upadku muru berlińskiego przeraża mnie myśl, że scenariusz z przeszłości mógłby się kiedykolwiek powtórzyć".

Pia, Polska: „Zszokowały mnie dwie rzeczy - pierwszą z nich są pochlebne komentarze wobec terrorystów, które zostały opublikowane przez niektórych internautów, ale nie będę się na nich skupiała, bo o tym będą mówili również inni moi koledzy cytowani w tym artykule. Drugą rzeczą, która mnie zszkowała, a wręcz przeraziła, była ludzka obojętność. W dniu ataku słyszałam wokół siebie, jak ludzie rozmawiali o wyprzedażach w sklepach, jak jakieś potworne dzieci konsumpcjonizmu, dla których kupowanie produktów było ważniejsze niż zjednoczenie się z innymi w hołdzie tym, którzy zginęli i w obronie praw człowieka. Boję się tych ludzi - ludzi wyzutych z empatii, którzy dbają jedynie o swój własny komfort i spokój, ludzi, którzy mówią otwarcie, że to wszystko to nie ich sprawa, bo nie dotyka ich to bezpośrednio. Ci ludzie, a wiele było wśród nich młodzieży, postanowili nie stanąć w obronie swoich praw i obojętnością zareagowali na morderstwa w imię fanatyzmu religijnego".

Cecilia, Włochy:

„Pierwsze myśli, które pojawiły się w mojej głowie 7 stycznia rano nie miały nic wspólnego z dziennikarstwem. W redakcji „Charliego" byli ludzie, którzy ze sobą rozmawiali, jak co tydzień odbywali spotkanie redakcyjne. Minuty później nie było nic więcej, tylko krew i strach. Jestem w głębokim szoku, bo to był atak na wolność. Jestem w głębokim szoku, bo dla niektórych ludzi – może nawet tych znajdujących się bardzo blisko mnie – ta rzeź była uzasadniona. „Zasłużyli na to". „Powinni bardziej myśleć o tym, co publikowali". „Robili źle". Ołówek groźniejszy od kałasznikowa? Przypomina mi to słowa pewnego wiersza Martina Niemöllera: 

«Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem,

nie byłem komunistą.

Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,

nie byłem socjaldemokratą.

Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,

nie byłem związkowcem.

Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,

nie byłem Żydem.

Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować».

Tak więc, zamknijcie się dziennikarze, ilustratorzy, ludzie. Sami jesteście sobie winni, bo to wy sprowokowaliście ten atak".

Ainhoa, Hiszpania:

„Jedną z rzeczy, która zszokowała mnie najbardziej w związku z wczorajszymi atakami były głosy wspierające terrorystów – zarówno te, które pojawiły się na mieście, jak i na portalach społecznościowych. Nie wszyscy manifestanci potępiali morderców. Grupa, która wyszła na ulice, by bronić prawa do nieskrępowanej ekspresji była jednak większa. W niebo nad Paryżem jak krzyk prostestu wystrzeliły długopisy, karty dziennikarza i ilustracje. Ludzie, ze wszystkimi swymi różnicami w postawach, wyznaniach, kolorach skóry i światopoglądach, zjednoczyli się w imię wolności. I w ten sposób ludzie pokazali ekstremistom, że to, co oni próbowali morderczo ocenzurować, uzyskało jeszcze więcej rozgłosu. «Trudno jest być kochanym przez idiotów» – mówi Mahomet na jednej z karykaturur opublikowanej w „Charlie Hebdo". Zgadzam się – tych ludzi nie da się inaczej nazwać".

Kait, Kanada:

„Jestem zasmucona z powodu zabójstwa 12 osób i szokuje mnie, że mogło się to wydarzyć we Francji. Jednak, pomimo tego szoku i niezgody na podobne zamachy, uważam, że większość karykatur publikowanych w „Charlie Hebdo" jest oburzająca, obraźliwa i pozbawiona smaku. W Kanadzie, podobnie, jak w wielu innych krajach anglojęzycznych, czuwamy nad wolnością ekspresji, ale staramy się równoważyć to z szacunkiem dla różnic w społeczeństwie i działaniami mającymi na celu unikanie tworzenia podziałów. Większość Brytyjskich i Północnoamerykańskich mediów nie ośmiela się publikować karykatur z „Charlie Hebdo" ze względu na to, że uważają, że jest to niepoprawne politycznie. Zgadzam się z nimi i uważam za słuszną decyzję o nie publikowaniu tych grafik w celu uniknięcia eskalacji przemocy i poszanowania różnic w naszych wielokulturowych społeczeństwach".